Gdyby chodziło tylko o siłę, zwyciężyłby tam olbrzymi Christian Cantwell, wyciskający 300 kg na sztandze. Gdyby wygrywała tylko technika, mistrzem olimpijskim byłby Reese Hoffa, gdyby najważniejsza była dynamika - ciskający się po rzutni jak w chorobie św. Wita Adam Nelson. Ale chodziło o to, aby połączyć wszystko w jedną harmonijną całość, a do tego potrzebna jest chłodna głowa. Nelson ją stracił, paląc trzy próby w szerokim finale, Hoffa był siódmy, faworyt Cantwell zdobył srebro, choć powinien machnąć 22,5 metra i wygrać z metrowym zapasem.
Teraz będzie inaczej. Ale zdaje się, że tylko trochę i nie tylko dlatego, że zamiast Nelsona w Berlinie walczyć będzie Daniel Taylor.
Mimo, że przystępując do startu w igrzyskach w Pekinie Majewski już był uważany za groźnego rywala, faworytem nie był, a teraz jest. Z takim brzemieniem startuje się trudniej, ale też wcześniejsze wyniki dają potężny, dodatkowy napęd. I kolejną dawkę spokoju.
Najlepszy tegoroczny wynik na świecie mistrza olimpijskiego (przy okazji rekord Polski pobity po 26 latach - 21,95 m) osiągnięty przed dwoma tygodniami w Sztokholmie powoduje, że do Niemiec Majewski jedzie pełen wiary we własne siły.
- Oczywiście, że teraz jest presja, są oczekiwania, ale ja stałem się też bardziej pewny siebie - mówi Majewski, liczący chyba na 60 tys dolarów obiecanych przez IAAF za tytuł, ale z drugiej strony niezbyt przywiązujący wagę do pieniędzy i dóbr materialnych. Jeszcze w tym tygodniu można go było spotkać jadącego z warszawskiego Ursynowa na trening na Bielanach metrem, z rosyjską powieścią fantasy przed nosem.
Ale na pobicie 19-letniego rekordu świata Randy Barnesa (23,12 m) i dodatkowe 100 tys dol od IAAF polski dwumetrowiec nie ma szans. W tym roku już poprawił się o ponad 40 cm w stosunku do poprzedniego sezonu. - Wcześniej też się poprawiał. Odkąd z nim trenuję, się poprawia. O centymetr, dwa, ale się poprawia - zakpił, ale sympatycznie i lekko, jego wieloletni trener Henryk Olszewski mając Majewskiego u boku.
Aby pobić rekord świata w tym roku, Majewski musiałby się poprawić o ponad 1,6 m. Nawet dla człowieka, który wykonuje wsad (zobacz: youtube.com) ośmiokilogramową metalową kulą, jest to w tej chwili niewykonalne. Sam Majewski wspomina o przełamaniu bariery 22 metrów.
Już to, że kulomiot znajdzie się w Berlinie zaledwie dzień przed startem, jest wśród Polaków rzadko praktykowanym sposobem aklimatyzacji do najważniejszej imprezy. To, że dwa dni przed finałem faworyt jest gościem konferencji prasowej, jest jeszcze rzadziej niespotykane wśród polskich sportowców. Ale to, że jest na niej rozluźniony i na prawo i lewo rzuca dowcipy, już całkiem się nie zdarza. - Ale w piątek na żadną konferencje już nie idę. Muszę się koncentrować - zarzeka się ze śmiechem Majewski, w powietrzu kreśląc palcami cudzysłów mówiąc "koncentrować".
W sobotę na stadionie olimpijskim będzie na trybunach narzeczona, siostra, kilku kumpli, na głowie będzie opaska z Pekinu.
To będzie mobilizacja bez cudzysłowia.
Tomasz Majewski, złoty medalista olimpijski: Cel w Berlinie - zdobyć
złoto. Zamierzam go zrealizować. Zapowiada się najlepszy konkurs w historii i już się na niego cieszę. Moi przeciwnicy mają lepsze rekordy życiowe i często udowadniali, że potrafią walczyć do ostatniej próby. W kuli jest taka taktyka, że trzeba pchnąć za pierwszym dalej jak najdalej i w każdej następnej próbie pchnąć jeszcze dalej. Ja muszę po prostu oddać najlepszy rzut i w ten sposób uniknąć niespodzianek. Sprawdzałem pogodę - głównie pod kątem ubrań - będzie sucho, co również oznacza, że nie będę miał drobnej przewagi nad Amerykanami pchającymi technika obrotową. Dla mnie najbardziej optymalna pogoda to jak jest grad i leje deszcz. Bo przy mojej technice doślizgowej wyniki bardzo nieznacznie się różnią przy mokrym kole, zaś w technice obrotowej bardzo. Amerykanie lubią szybkie koła, dla mnie nie ma różnicy. Dobrze, że jadę na zawody w piątek, a eliminacje i finał mam w sobotę. Lubię tak. Mogę później spokojnie dopingować resztę drużyny.
Starty Polaków i finały Sobota
Pchnięcie kulą, Tomasz Majewski.
10.05 eliminacje
20.15 finał
Skok o tyczce kobiet, eliminacje: Anna Rogowska, Monika Pyrek, Joanna Piwowarska - 19. Finał w poniedziałek.
Rzut młotem mężczyzn, eliminacje: Szymon Ziółkowski - 12 i 13.20. Finał w poniedziałek.
Chód sportowy mężczyzn, 20 km - godz. 13.
Bieg 10000 m kobiet - godz 19.25
Niedziela
Chód sportowy kobiet, 20 km - 12.
Pchnięcie kula kobiet - 20.20
Bieg 100 m mężczyzn - 21.35