- To nie koniec walki z dopingiem na igrzyskach w Pekinie. Mamy jeszcze siedem lat na badanie próbek. Niech oszuści mają się na baczności - powiedział w środę John Fahey, szef Międzynarodowej Agencji Antydopingowej (WADA).
Nowa bomba dopingowa wybuchła we wtorek, osiem miesięcy po zakończeniu igrzysk. "Po ponownym przebadaniu 948 próbek wykryliśmy sześć nowych przypadków dopingu" - głosił komunikat. MKOl ma prawo przechowywać próbki krwi i moczu sportowców przez osiem lat od zakończenia olimpiady i badać je pod kątem nowo wykrytych substancji. Ostatnie testy uruchomiono w styczniu, szukając CERY, czyli nowej generacji dopingu krwi EPO. Korzystają z niej głównie w sportach wytrzymałościowych. Metodę jej wykrycia opracowano we Francji dopiero w drugiej połowie 2008 r.
W środę rano włoski komitet olimpijski potwierdził, że wśród szóstki dopingowiczów jest 37-letni Davide Rebellin, srebrny medalista w kolarskim wyścigu szosowym, który w zeszłym tygodniu wygrał klasyk "Walońska Strzała" w Belgii. Natychmiast został zawieszony przez komitet i swoją grupę Diquigiovanni-Androni. - Jestem niewinny. Dlaczego miałbym zrobić coś, co zrujnuje moją karierę - mówił kolarz. W poniedziałek ma złożyć wyjaśnienia.
Po południu Bahrajn przyznał, że dostał z MKOl pozytywne wyniki Rashida Ramziego, złotego medalisty w biegu na 1500 m, który znany był z niesamowicie długiego finiszu - wykańczał rywali, atakując już na 300 m przed metą. Ramzi pochodzi z Maroka, ale w 2002 r. zmienił obywatelstwo. W 2005 r. wywalczył złote medale na 800 i 1500 m na MŚ w Helsinkach. W Pekinie wygrał na tym dłuższym dystansie pierwsze w historii
złoto olimpijskie dla Bahrajnu. Jeśli zostanie zdyskwalifikowany, mistrzem zostanie Asbel Kipruto Kiprop z Kenii.
Kolejnym zdemaskowanym jest niemiecki kolarz Stefan Schumacher, który już wcześniej został zdyskwalifikowany przez władze kolarskie - doping CERA wykryto u niego bowiem po Tour de France, gdzie wygrał dwa etapy jazdy na czas. Teraz okazało się, że oszukiwał też w Pekinie. Schumacher do dopingu się nie przyznaje, choć grupa Quick Step już dawno go wyrzuciła, on wciąż odwołuje się od dwuletniej dyskwalifikacji w trybunale sportowym w Lozannie.
Złapani sportowcy mogą teraz prosić o przebadanie pekińskich próbek B. Jeśli i one potwierdzą doping, grożą im minimum dwuletnie dyskwalifikacje (Schumacherowi, jeśli przegra w Lozannie, dożywotnia - za recydywę).
Pozytywnych wyników nie miał na pewno nikt z Polaków. Ministerstwo Sportu dzwoniło w środę od rana z pytaniami w tej sprawie do PZLA i PKOl. Jerzy Skucha, szef PZLA, i Piotr Nurowski, prezes PKOl, uspokajali, że jesteśmy czyści. - MKOl poinformował, że prześle informacje dotyczące złapanych sportowców do komitetów narodowych do godziny 18 we wtorek. Do nas nic nie dotarło ani we wtorek, ani w środę, co oznacza, że wśród dopingowiczów nie ma Polaków - powiedział "Gazecie" Nurowski. Gdy nie było jeszcze wiadomo, kim jest złapany
złoty medalista w lekkoatletyce, Skucha mówił, że jest spokojny o Tomasza Majewskiego: - Nie wątpię w jego czystość, a poza tym w pchnięciu kulą EPO jest kompletnie nieprzydatne. - Z tego co wiem, MKOl nie będzie na razie przeprowadzał nowych testów. To była trzecia i ostatnia seria badań na obecność EPO nowej generacji - dodał Nurowski. - Od początku byłem spokojny o wyniki. Wierzyłem, że nasi sportowcy są czyści.
W Pekinie na dopingu złapano już w sumie 15 osób, wśród nich polskiego kajakarza Adama Seroczyńskiego (ciągle się odwołuje). Medale zabrano ukraińskiej siedmioboistce Ludmile Błońskiej (srebro), białoruskim młociarzom Wadimowi Dewiatowskiemu (srebro) i Ivanowi Tichonowi (brąz) i reprezentantowi Korei Północnej w strzelectwie Kim Jong Su (srebro i brąz).