Sport.pl

Januszewski w finale 400 m ppł, inni polscy biegacze - Urbaś, Plawgo i Kohutek - odpadli

Z dwójki polski płotkarzy biegających na 400 m lepszym w Edmonton okazał się doświadczony Paweł Januszewski, który pobiegnie w piątek w finale. Mistrz i rekordzista Polski Marek Plawgo nie zdołał awansować do czołowej ósemki
- Chęć sukcesu i zwycięstwa przekroczyła w tym sezonie zdrowy rozsądek - mówił po swoim półfinale 400 m ppł. Marek Plawgo. 20-letni zawodnik zajął w nim siódme miejsce i odpadł z dalszej rywalizacji. - Przetrenowaliśmy się na obozie wysokogórskim w St. Moritz. A forma, której się spodziewaliśmy, jeszcze nie przyszła. Będzie dobrze w tym roku, ale niestety, nie na mistrzostwach świata. I to właśnie bardzo mnie teraz boli. Mityngi chwały nie przynoszą.

Plawgo, w przeciwieństwie do wielu innych zawodników, nie dyszał podczas rozmowy. Pobiegł słabo (49,80 s), od początku do końca wolnym tempem. - Na mecie nie czułem w ogóle zmęczenia. Ale nie było szybkości, tylko wytrzymałościowo jestem dobry - mówił.

Młody zawodnik w tym roku, w maju poprawił w Osace rekord Polski (48,16). Do tego startu też przygotowywał się w górach. Teraz z trenerem Januszem Iskrą starali się powtórzyć ten cykl. Tylko, że z gór zjechali tydzień szybciej, niż wtedy. - Nie zdążyliśmy złapać szlifu szybkościowego. Muszę o tym porozmawiać z trenerem - mówił rozżalony Plawgo.

Paweł Januszewski jest dziewięć lat starszy od Plawgi, który odebrał mu w tym sezonie krajowy prymat. W doświadczeniu nie mogą się jednak równać. Januszewski był mistrzem Europy w 1998 r. Piątym zawodnikiem MŚ w Sewilli i igrzysk olimpijskich w Sydney.

W swojej serii, najszybszej z trzech półfinałowych, był trzeci, ale uzyskał czwarty czas dnia i pobiegnie w piątek.

- Oczywiście, że trafiliśmy z górami - mówił Januszewski. - 48,0, to nie jest zły wynik. Ja się skarżę na to, że za długo tu jesteśmy. Dobre przygotowanie zaczęło z nas "wychodzić". Myślę, że w moim przypadku wyjazd na Igrzyska Frankofońskie, to nie był trafiony pomysł.

Januszewski, w odróżnieniu od Plawgi, był po biegu bardzo zmęczony. W trakcie rozmowy kilka razy przepraszał i odchodził na bok, usiąść na chwilę. Raz, blady, zniknął za namiotem. Jeden z najlepszych polskich biegaczy jest najwdzięczniejszym rozmówcą w polskiej ekipie. Tylko jego dziennikarze nie muszą prosić o rozmowę.

- Po tylu latach współpracy, prasa mnie nie denerwuje - mówił. - Mnie musi zdenerwować przeciwnik. Przyznam, że czasem Marek mnie denerwował.

- Marek stracił tu pewność siebie. Właśnie, taki jest sport. On był pewny siebie, mocną miał psychikę. Trochę mnie denerwował tym, trochę mi imponował. Ale przyszły problemy i Marek nie potrafił sobie z tym poradzić. Ma dopiero 20 lat i wydaje mi się, że trochę za szybko wszedł w dorosły sport. Teraz mu będzie trudno, ale mam nadzieję, że się z tego otrząśnie. Jest bardzo utalentowany, ma w głowie poukładane. Życzę mu, żeby wspólnie z trenerem umieli wyciągnąć wnioski i nie oceniali siebie po jednym starcie - mówił Januszewski.

- Po raz pierwszy się cieszę, że mam dzień przerwy - dodał płotkarz. - Kłopoty zdrowotne z początku sezonu nadal się odzywają. Wytrąciły mnie trochę z rytmu treningowego. Jednak czuję się bardzo mocny, tylko nad końcówką muszę przez te dwa dni trochę popracować.

- Z biegu na bieg jestem coraz mocniejszy, to jest już jakaś prawidłowość. Mam nadzieję, że ten dzień przerwy mi nie zaszkodzi, tylko pomoże.

Januszewski w tym sezonie późno wszedł na wysoki poziom wyników. Długo nie mógł uzyskać minimum na MŚ. Udało się dopiero na mistrzostwach Polski w Bydgoszczy, gdzie przegrał z Markiem Plawgo. - Przed Budapesztem też przegrałem mistrzostwa Polski. Także teraz gdzieś muszę poszukać rekompensaty - mówił Januszewski. - Pozostają tylko mistrzostwa świata.

- Dramat Angelo Taylora? Tak, widziałem. Podniosło mnie to na duchu - odparł szczerze płotkarz i zarechotał. Amerykanin, lider światowego rankingu, potkął się na ostatnim płotku i nie awansował do finału. - Takich błędów się nie robi jak się jest dobrze przygotowanym do startu. Tu może wygrać tylko Włoch Fabrizio Mori - dodał płotkarz.



- Pozostałe medale? No więc, trzeci niech już pozostanie, tak jak w eliminacjach i półfinale, ten sam, czyli Januszewski. Kto będzie drugi? Hmm, ktoś lepszy od Januszewskiego, a gorszy od Mori'ego - typował zawodnik. - Może Felix Sanchez, albo Anglik Rowlinson. Ten jest dobry i ładny, jak słyszałem od naszych dziewczyn.

- Dotąd było tak. W Sewilli pilnowałem Diaganę, wygrał Mori. W Sydney pilnowałem Mori'ego, przegrał. Już nie wiem kogo mam pilnować? Z każdym z finalistów już wygrywałem. Właściwie to nie ma pewnych faworytów. Każdy ma szansę.

Jestem rok starszy i, chyba pewniejszy siebie. Jaką mam formę widzę po moim trenerze. W tym roku widzę duży spokój. I to mnie w jakiś sposób uspokaja. Z większą pewnością atakuję płotki, biegam mocno. On - dobrze, że się o tym szybko nie dowie - jest moim talizmanem. Jak on jest spokojny, to ja tym bardziej - powiedział Paweł Januszewski.

Finały bez Urbasia i Kohutka

Do finału biegu na 200 m nie awansował Marcin Urbaś. W pierwszym biegu półfinałowym rekordzista Polski (19,98) zajął piąte miejsce, uzyskując czas 20,48.

Jeszcze gorzej wypadł Artur Kohutek, który w trzecim biegu półfinałowym nja 110 m ppł zajął siódme, przedostatnie miejsce. Przebiegł ten dystans w czasie 13,60, o 33 setne słabszym niż własny rekord Polski. Najszybciej w półfinałach biegał mistrz olimpijski z Sydney, Kubańczyk Anier Garcia (13,19).