Sport.pl

Paweł Januszewski: Dobre wyniki w deszczu

- Jakby ktoś obejrzał mnie na trzech płotkach, za dużo by na mnie nie postawił - mówi po pierwszym starcie polski płotkarz Paweł Januszewski.
Stefan Tuszyński: Pobiegł Pan jak profesor. Kontrola sytuacji, trzecie dające awans miejsce.

Paweł Januszewski: To nie było planowane. Zaskoczyli mnie. Myślałem, że będziemy się ścigać do ósmego płotka, tam już się wszystko ustali. I dobiegnie sobie trójka. A tu nie. Tego Araba ktoś chyba oszukał? Leciał tak jakby mu się dystanse pomyliły. W ogóle to jakiś dziwny facet. Albo on źle wygląda na 400-metrowca, albo ja. W mojej serii padły dobre wyniki, jak na taki deszcz.

Dobrze Pan wyglądał w pelerynce przed startem.

- Następnym razem nie zdejmę jej i na start, żeby dłużej dobrze wyglądać.

A jak Pańskie Achillesy?

- W porządku, od kiedy mnie pan Włodek Renczewski wyleczył pięć lat temu, to odpukać, nic. Ale "Maciek" też do półfinału nic nie czuł. Raczej nie powinno z tym być problemów. To jest akurat ta partia, którą najmocniej rozciągam i rozgrzewam przed każdym treningiem. A co tam w Polsce Panowie?

Wszyscy czekają na złoty medal Pawła Januszewskiego.

- Mają czas, to niech czekają. W końcu wakacje są. Potrzebne są zwycięstwa. Szczególnie powodzianom. Chleba i igrzysk!

Stawia się Pan w gronie medalistów?

- Nie, nie. Daleki jestem od tego. W Sewilli już się ze mną umawiano na wywiady, a potem jakoś nie chciał nikt podejść. Tak, że spokojnie. Teraz się nie umawiam.

A jak się Pan czuje po biegu? Co wysiadło: nerki, płuca, żołądek?

- Zmęczony jestem. Dla mnie jest najgorszy ten pierwszy bieg. Szczególnie, że już tutaj siedzimy osiem dni i już zaczynało siadać wszystko. W końcu nadeszły eliminacje. Może i bardzo dobrze, że się mocno zmęczyłem. Tak jak w tamtym roku, w Sydney. W końcu są to mistrzostwa świata, więc nie można żadnego biegu lekceważyć. Do pewnego poziomu, oczywiście.

Źle Pan nie wygląda.

- Nie wyglądam? Dzięki za komplement, nie jestem przyzwyczajony.

Jak widać po Pana dzisiejszym biegu, trudniej chyba zdobywa się teraz mistrzostwo Polski?

- I bardzo dobrze. Bo to większa przyjemność, gdy się je w końcu znowu zdobędzie. A propos, Marek Plawgo czuje się coraz lepiej. Biegał bardzo dobrze ostatnio sprawdzian na 290 m, czyli na osiem płotków.

Istnieje między wami lokalna rywalizacja?

- Myślę, że Marek zmienił trochę podejście. Zobaczył, że też można przegrywać. I choć gania na maksa, nie wszystko jest takie łatwe. Myślę, że troszkę się zmienił i wyjdzie mu to na dobre. Marek jest bardzo młody. Ma na wszystko czas.

Najlepiej jak byście w finale biegli obok siebie i nie oglądali się na przeciwników.

- Tak. To jest możliwe jak jeden biegnie na siódemce, a drugi na ósemce.

Obserwował Pan na treningach swoich największych rywali?

- Oglądanie na rozgrzewkach, czy treningach nic nie daje. Nikt nie biega 400 m na treningu, najwyżej trzy cztery płotki. Jakby ktoś obejrzał mnie na trzech płotkach, za dużo by na mnie nie postawił.