Sport.pl

Brązowy medal Moniki Pyrek

Monika Pyrek (Lechia Gdańsk) zdobyła w Edmonton w skoku o tyczce brązowy medal ósmych lekkoatletycznych mistrzostw świata z wynikiem 4,55. Wygrała rekordzistka świata Stacy Dragila.
- Zdenerwowany nie jestem, ale zadowolony też nie - mówił trener Moniki Pyrek Edward Szymczak tuż przed konkursem tyczkarek. - Rozgrzewka wypadła fatalnie. Żaden skok nie był udany. Widać było po rozbiegu, jak bardzo przeszkodziła jej przerwa.

Polka zaczęła skakać od drugiej wysokości - 4,25 m, którą łatwo pokonała. Dopiero wtedy przyszli pierwsi koledzy z reprezentacji. Wcześniej w kupce siedzieli tylko Szymczak, kierownik ekipy Edward Stawiarz oraz ...Siergiej Bubka z żoną i pierwszym trenerem Witalijem Pietrowem.

- Dlaczego się spóźniliście? - burknął trener.

- Autobus nam uciekł - odpowiedzieli Adam Kolasa i Artur Kohutek. Potem dojechali inni.

Drugą wysokość - 4,35 - Pyrek pokonała z dużym zapasem, chociaż wolno biegła po rozbiegu, najkrótszym ze wszystkich rywalek. Wydawało się nawet, że lekko zwalnia na końcu. To efekt niedawnej kontuzji mięśnia dwugłowego, która pozbawiła Monikę możliwości treningów przez dziesięć dni.

- Bez startów trudno mówić w tyczce o dobrym przygotowaniu - mówi trener Szymczak. - Ona wcale nie skakała tak wiele. Do końca sezonu zaliczy chyba 22 konkursy. To mało jak na czas od połowy maja do połowy września. Mężczyźni skaczą zwykle w 40 konkursach.

- Ja startowałem najwyżej w dziesięciu - włącza się Kolasa. - Nic dziwnego. Nie jesteśmy zapraszani na mityngi, a w Polsce na zawodach ta konkurencja jest pomijana.

- Szum wokół Moniki był niepotrzebny - dodaje trener. - Wiele osób więcej razy startuje, ale to przechodzi bez echa. O Monice się mówiło, bo cały czas uzyskiwała świetnie wyniki.

Trener myślał, że losy konkursu o mistrzostwo świata rozstrzygną się już na wysokości 4,45 m. Pokonało ją jednak osiem tyczkarek, a Polka dopiero w drugiej próbie. Pyrek zawaliła też pierwszy skok na 4,50, wysokości, którą opuściło większość rywalek. Drugi skok miała udany. W konkursie nadal jednak było pięć pań.

Następna wysokość wydawała się niedostępna dla niemal wszystkich zawodniczek. Nie pokonały jej w pierwszej próbie na 4,55 m rekordzistka świata Stacy Dragila, rekordzistka Europy Swietłana Fieofanowa i rekordzistka Azji Shuying Gao oraz Tatiana Grigoriewa z Australii. Udało się to natomiast Polce, która objęła prowadzenie. Na bardzo krótko jednak, bo sędziowie uznali, że przez pewien czas źle stały stojaki i anulowali złe skoki rywalek Polki. Tylko Chinka nie wykorzystała szansy. Pozostałe cztery tyczkarki walczyły dalej.

- Denerwowałam się od początku. Najbardziej Grigoriewą - mówiła potem Pyrek. - Mało skakała przez cały sezon i nie wiedziałam, co może zrobić.

- Tak samo "prześlizgiwała" się nad poprzeczką w Sydney. I wyskakała tam sobie medal - dodał Szymczak.

Polka i Australijka nie przeszły kolejnej wysokości - 4,60 m. Monika Pyrek zdobyła brązowy medal, gdyż szybciej niż Grigoriewa pokonała ostatnią z zaliczonych wysokości.

Na wyższe miejsce 21-letnia Polka, z rekordem życiowym 4,61 m, nie miała w poniedziałek szans. Dragila i Fiefanowa walczyły bowiem udanie do wysokości 4,75. Obie ją pokonały. Rosjanka ustanowiła rekord Europy. Potem zażyczyły sobie od razu rekordu świata - 4,82 m. Dziewięć lat młodszą rywalkę przekonała do tego 30-letnia Amerykanka, która liczyła na 100 tys. nagrody od IAAF za rekord świata na imprezie mistrzowskiej. Żadnej jednak się nie udało.

Złoto zdobyła, jak dwa lata temu w Sewilli, Dragila, która skakała mniej razy od Fieofanowej.