Sport.pl

Po eliminacjach - rozmowa z Pawłem Czapiewskim

- Nigdy nie powiem, że nie warto na mnie stawiać - mówił po eliminacyjnym biegu na 800 m Paweł Czapiewski. Polak z szóstym czasem awansował do półfinału
- Ale głupi jestem - mruczał do siebie Grzegorz Krzosek po biegu na 800 m, w którym zajął czwarte miejsce i nie awansował do półfinału. - Przesadziłem z treningami - wyjaśniał. - Byłem w górach z trenerem Zbigniewem Królem i Pawłem Czapiewskim. Te treningi... to było moje pierwsze takie ciężkie doświadczenie. Nie to, żebym był przetrenowany. Ale do dziś nie mogę dojść do siebie.

Paweł Czapiewski już się przyzwyczaił do treningów Króla i do wymyślonej przez niego taktyki. Scenariusz pierwszego biegu Pawła Czapiewskiego był łatwy do przewidzenia. Polak, jak to ma w zwyczaju, został od razu z tyłu. Po 500 m zaczął przesuwać się do przodu. Kilku rywali było już jednak bardzo daleko. Czapiewski nie miał wyjścia. Musiał wyprzedzać na ostatnim wirażu. Starczyło mu sił na 300-metrowy finisz. Zajął w biegu drugie, premiowane awansem do półfinału, miejsce przeganiając Holendra Brama Soma na ostatnich centymetrach, o 0,03 s. Uzyskał swój drugi w karierze rezultat - 1.45,57

Stefan Tuszyński: Oglądał Pan bieg Grzegorza Krzostka?

Paweł Czapiewski: Tak. Miał trochę pecha, bo trafił na świetnych rywali. Mistrza olimpijskiego Nilsa Schumanna, wicemistrzów świata Hezekiela Sepenga i Arthemona Hatungimanę. Pobiegł na swoim poziomie.

A ze swojego biegu jest Pan zadowolony?

- Czuję brak przetarcia. Już dawno nie biegałem ośmiuset metrów. Miałem problemy, żeby się trzymać w grupie. Do końca goniłem za Somem, chociaż w pewnym momencie zwątpiłem. Na szczęście on chyba zbyt pewnie się poczuł, zaczął się oglądać. Wyprzedziłem go, chociaż awans dawał znacznie gorszy czas. Może niepotrzebnie się wysilałem, ale tak czasami trzeba.

Czy po tym doświadczeniu nie zamierza Pan zmodyfikować nieco taktyki, czy nadal będzie Pan biegał z tyłu?

- Jeśli będą tak "ciągnąć" do przodu, to pewnie tak. Ja dzisiaj nie mogłem po prostu wytrzymać. Byłem przygotowany na to, że nie będzie za bardzo mocne pierwsze okrążenie. Dużo lepiej mi się biegnie, gdy drugie jest szybsze. Może dlatego miałem takie problemy z utrzymaniem się w grupie. To nie dlatego, że ja nie chcę. Na prawdę ciężko mi się dzisiaj biegło.

Jak na I rundę uzyskał Pan chyba niezły wynik?

- Tak, to mój drugi wynik w karierze. Trochę mnie to "przegotowało". Czuję się nieprzetarty. Mam nadzieję, że w następnym biegu będzie inaczej.

Pierwsi w Pana biegu mieli na półmetku czas około 51 s. Jaki Pan ma rekord życiowy na 400 m?

- 48,20 s, sprzed dwóch lat.

Jak Pan się tu koncentruje, przygotowuje do startu? Relaks przy komputerze, internet - jak u większości kolegów?

- Wszystko odbywa się normalnie, nie wygłupialiśmy się z jakimś totalnym wyłączaniem się, specjalnym koncentrowaniem. Postanowiliśmy potraktować mistrzostwa jak normalne zawody. Tak tu się czułem z wyjątkiem dzisiejszego dnia. Dziś od rana czułem presję. Ale jeśli chodzi o koncentrację przed samym startem, to nie było zakłóceń.

Odpowiadała Panu pora startu?

- Wolałbym biegać rano. Teraz warunki nie były najlepsze. Powietrze ciężkie. Myślałem, że zasnę na rozgrzewce. Codziennie o tej porze spałem. Ciężko mi się było dobudzić.

Czy wyczuwa Pan wśród przeciwników jakiś respekt w stosunku do siebie?

- Myślę, że rywale muszą już czuć do mnie szacunek, choć może nie wszyscy to pokazują. Choćby dlatego, że dzisiaj pokazałem, iż mogę być groźny nawet dla najlepszych.

Czy w następnych biegach rywale też będą biegać tak szybko?

- Dzisiaj była większa presja. Wchodziło tylko dwóch pierwszych i ci, którzy czuli się trochę słabiej, nie mają końcówki, musieli dyktować tempo. Szukali w tym szansy. Asekurowali się tym, że jak nie wejdą z miejsca, to z czasem. Dlatego mieliśmy do czynienia z tak szybkimi biegami. Z biegów półfinałowych do finału będzie wchodziło po czterech. Wtedy będzie więcej czajenia. To mi odpowiada.

Słyszeliśmy o Pańskim wspaniałym biegu na 1500 m na Igrzyskach Frankofońskich w Ottawie. Ten start chyba pomógł Panu jeszcze bardziej uwierzyć w siebie?

- Szef wyszkolenia pan Jerzy Skucha wymyślił ten start, żebyśmy mogli posiedzieć tam na koszt organizatorów. Okazało się, że chłopaki biegali tam pode mnie. Bardzo wolno zaczynali. Biegli na 3.45, a takie tempo mogę wytrzymać, więc pokazałem im na finiszu, że lepiej byłoby dla nich gdyby pobiegli na 3.35. Nie pogniewałbym się, gdyby dali mi podobną szansę tutaj.

Jest Pan dla wielu osób kandydatem do medalu.

- Wiem, dużo się naczytałem o moich szansach na tej imprezie. Ja uważam, że jak do finału wejdę to będzie dobrze. Medal zdobyć? Byłoby miło, oczywiście. Ale realnie oceniając do tego medalu jest jeszcze daleko. Myślę, że niepotrzebne są takie prognozowania. Może to przynieść taki skutek, że jak przybiegnę szósty, to ludzie będą zawiedzeni, bo miał być drugi, a jest szósty. A to i tak wielki sukces. Tu jest kilkunastu zawodników, którzy mogą walczyć o medale.

To znaczy, że nie warto na Pana stawiać?

- Nigdy nie powiem, że nie warto. Ale wiadomo, sport jest taki, że czasem nie wiadomo skąd przychodzą dołki. Tydzień temu, na treningu biegałem jak junior. Nie wiedziałem co się dzieje. A to był taki dołek, po obozie w górach. Teraz jest podobnie. Troszkę mi się wszystko "poprzestawiało" przez zmiany stref klimatycznych. Ale na razie nie jest najgorzej, choć w tym sezonie czułem się już lepiej.