Sport.pl

Szymon Ziółkowski najlepszy w kwalifikacjach rzutu młotem

Prawie wszyscy startujący w pierwszych kwalifikacjach 8. Lekkoatletycznych Mistrzostw Świata w Edmonton przeszli do dalszych rund. Odpadł jedynie Grzegorz Krzosek, który pechowo odpadł z rywalizacji w biegu na 800 m - pisze z Edmonton Stefan Tuszyński.
Po piątkowej defiladzie w trakcie przydługiej ceremonii otwarcia MŚ w Edmonton Polacy wypadli żałośnie. Jako jedyni przemaszerowali w niejednolitych strojach. Nie były one nawet bajecznie kolorowe tylko beżowo-białe, w różnych ustawieniach. Niektórzy tylko mieli czerwone dodatki. Zgraja ubogich krewnych.

Humor poprawili nam sportowcy już po pierwszych swoich startach drugiego dnia zawodów.

Przede wszystkim Szymon Ziółkowski. Polak w wielkim stylu zakwalifikował się do finału rzutu młotem. Mistrz olimpijski z Sydney uzyskał rezultat 81,85 m co dało mu ponad dwa metry przewagi w swojej grupie (drugi był Węgier Balazs Kiss - 79,60).

- No co tam. Co słychać? - Ziółkowski nie czekał na zaproszenie do rozmowy przez dziennikarzy.

- U mnie wszystko w porządku - dodał zaraz. - Wszedłem do finału. Pierwszy raz w życiu. Było to marzenie, ale nie jedyne jakie mam tutaj.

Z przyjemnością obserwowało się Ziółkowskiego w grupie najlepszych zawodników świata. Był spokojny i pewny siebie. Nie zwracał uwagi na rywali. Polak już na rozgrzewce posyłał młoty poza kwalifikującą do finału odległość (79,50 m), ale już w konkursie spalił pierwszą próbę. To niepowodzenie zmobilizowało go jeszcze bardziej.

- Zaczęło się gorąco. Zostają tylko dwie próby. To zawsze jest stres, nie lubię tego - mówił już zupełnie nie spięty. - Żeby sprawę wyjaśnić, w drugiej posłałem młot wykorzystując 95 procent moich możliwości z tego poranka. Ja nienawidzę rano wstawać. Tak wczesne wstawanie, a dziś musiałem się zerwać o szóstej piętnaście, powinno być sądownie zakazane.

- Rywale podpytywali nas jak można zgasić pańską wielką formę - żartowali polscy dziennikarze.

- A chciałby pan, żeby zgasła, bo ja nie. Jestem w formie i stać mnie na poprawienie rekordu życiowego. Który z rywali wygląda na groźnego? Ja się na nich nie przyglądam. Mam heteroseksualne upodobania. Poważnie mówiąc, często ostatnio startowałem. Spotykałem się z wszystkimi najgroźniejszymi. Wiem na co ich stać.

- A jeśli będzie padało?

- Nie będzie - szybko uciął Ziółkowski. - Nie może. Koło do rzutów w Edmonton nie nadaje się do polewania. Tymczasem do widzenia. Zapraszam jutro, po finale.

Z drugiej grupy, którą wygrał Węgier Gecsek z wynikiem 79,29 m awansował do finału drugi Polak - Maciej Pałyszko. Jego wynik 76,72 m dał mu ostatnie premiowane - 12. miejsce.

Takiego szczęścia nie miał Grzegorz Krzosek na 800 m. Choć Polak uzyskał czas 1.47,17 (do półfinałów zakwalifikowali się zawodnicy ze znacznie gorszymi rezultatami, którzy w swoich biegach zajęli czołowe miejsca), odpadł, bo w swoim biegu kwalifikacyjnym był dopiero czwarty.

Nie miał problemów z awansem natomiast Paweł Czapiewski, choć na finiszu musiał stoczyć ciężką walkę z reprezentantem Holandii. Polak w swoim biegu zajął drugie miejsce z czasem 1.45,57.