Sport.pl

MŚ w Edmonton: Polacy liczą na kilka medali

Stać nas na medal w sztafecie - zapewnia sprinter Piotr Balcerzak. Paweł Czapiewski może wygrać z każdym na 800 m, a 400-metrowcy jeszcze nigdy nie byli w tak dobrej formie. Szanse na podium mają też Korzeniowski, Ziółkowski, Skolimowska i... inni - pisze z Edmonton Stefan Tuszyński
Paweł Januszewski to już stary bywalec wielkich imprez. Tuż po śniadaniu wyszedł na przechadzkę po miasteczku studenckim w towarzystwie trenera Janusza Iskry. Ucieszył się na widok rodaka. - Ma pan może świeżą prasę? - spytał mnie. - Od miesiąca nie byłem w kraju.

Januszewski, razem z dużą grupą kolegów z reprezentacji, przygotowywał się do startu w St. Moritz. - Do tej pory jeździliśmy do Font Romeau - mówi. - Tam warunki są stworzone do treningu, ale niczego poza nim. St. Moritz to zaś żyjące miasto. Na początku trochę mi ten gwar przeszkadzał, ale potem znakomicie nastrajał. Za to tu, w akademiku, można delektować się ciszą. Nie ma ani radia, ani telefonu, ani nawet prysznica.

Trener Iskra chwali mistrza Europy w biegu na 400 m przez płotki. Zapewnia, że po chorobie, która długo nie pozwalała Januszewskiemu uzyskać minimum na MŚ, zostało marne wspomnienie. - Nie widać w tym sezonie faworyta płotków - mówi trener. - Wiadomo jednak, że na medal trzeba będzie pobiec poniżej 48 s. Widzę szansę na wysokie miejsce Pawła, bo jego forma cały czas rośnie, odwrotnie niż Marka Plawgo. Rekordzista Polski pierwszy raz trenował w górach i z trudem dochodzi teraz do siebie.

Pytam Januszewskiego czym zaskoczy rywali. - Na pewno nie fryzurą - śmieje się łysy lekkoatleta. - Wszystko powinno być dobrze. Jestem turniejowcem.

Większy poziom ryzyka

Co i raz któryś z Polaków wychodzi z dobrze strzeżonego akademika. Pędzą na salę internetową. Tylko Ryszard Pilarczyk nie musi, bo jeździ ze swoim laptopem, ale i on, choć uchodzi za komputerowego geniusza, ma w Edmonton kłopoty z łączeniem.

Przeważają dobre nastroje. Tylko trener sprinterów Tadeusz Osik jest podenerowowany i łapie się za serce. - Afera dopingowa Marcina Krzywańskiego bardzo pokrzyżowała nam plany - mówi. - Nie rozmawiałem z nim jeszcze, ale dla mnie to jest zupełnie nielogiczne. Przecież co chwila nas kontrolują, nie sposób nie wpaść.

- Po kontuzji Marcina Jędrusińskiego zostało mi czterech zdrowych ludzi do sztafety - mówi Osik. - Dwóch biega indywidualnie - Balcerzak na 100 m i Urbaś na 200 m. Jak się coś stanie, nie będziemy mieli sztafety. Gdy dowiedziałem się o wpadce Krzywańskiego, prosiłem, żeby dołączył do nas Przemek Rogowski. Najpierw jednak w PZLA kazali mi czekać, aż się wyjaśni sprawa dopingu, a potem minął czas zgłoszeń. I tak się wyjaśniło.

Trener Osik, który pracuje z kadrą sprinterów od 1996 r., ma jednak powody do zadowolenia. Medalista ostatnich młodzieżowych mistrzostw Europy Łukasz Chyła wygrał kilka dni temu zawody w Ottawie, ustanawiając rekord życiowy czasem 10,22 s. - Tylko Balcerzak mógł z nim wtedy wygrać, ale w finale zrobił dwa falstarty - mówi Osik. - Wszyscy zresztą "ruszyli się" z wynikami. Najgorzej jest z Urbasiem, bo nie starcza mu sił na dwa starty. Na igrzyskach frankofońskich zatrzymał się w finale 200 m, bo skurcz go złapał. Twierdzę, że on ma psychiczny kryzys.

Piotr Balcerzak jednak uspokaja. - Nie ma żadnych problemów. Ja jestem optymistą, nadal uważam, że stać nas na medal w sztafecie. Doping Marcina nas nie dotyczy. Nadal robimy swoje. Czujemy się mocni... w gębie - roześmiał się sprinter. - No, nie tylko. Do finałów przecież zawsze wchodzimy. Ale nie da się ukryć, że są od nas lepsi.

Polska sztafeta 4x100 m uzyskała w tym roku trzeci czas na świecie. W Edmonton pobiegnie w składzie: Pilarczyk, Chyła, Balcerzak, Urbaś. - To trzeci w tym roku skład i do tego taki, którego nigdy nie próbowaliśmy. Mogę powiedzieć, że zwiększył się poziom ryzyka na zmianach - mówi Tadeusz Osik.

- To skład optymalny - ripostuje Balcerzak. - Zmieniamy już wiele lat. Nie boimy się tego w żadnym składzie. Sztafeta to najbardziej stresująca konkurencja. Zwłaszcza na ostatniej zmianie, bo tę się zapamiętuje, jak ktoś ją wygra, i jak przegra.

- W Edmonton wykorzystane będą indywidualne cechy każdego z nas - wyjaśnia sprinter. - Chyła jest za wysoki, żeby biegać wiraż. To moja specjalność od lat. Start Pilarczyka z bloków jest najszybszy, a Urbaś ma najlepszą setkę z lotnego startu. On doskonale odbiera pałeczkę, nie rzuca ręką. Na ostatniej zmianie musi być ktoś szybki, który lubi się ścigać. A Urbaś jest nieobliczalny.

Loteria i taktyka

Polscy trenerzy przez pół dnia jeździli po rozrzuconych po ogromnym mieście stadionach treningowych, wybierając najlepiej nadający się do danej konkurencji. Można było ich złapać na krótko, w biegu do autobusu.

Trener Lidii Chojeckiej, Janusz Maciejewski, nie chciał rozmawiać. - Nie ma głowy, bo marzy o złotym medalu na 1500 m - śmiali się inni szkoleniowcy.

Opiekun 400-metrowców Józef Lisowski też bardzo się spieszył. - Tylko Bociek [Jacek Bocian - red.], był chory na ucho, ale już jest w porządku. Piotrek Rysiukiewicz już zapomniał o kontuzji. On, Robert Maćkowiak i Piotrek Długosielski, będą biegać indywidualnie. Przepraszam, muszę lecieć.

- Rysiukiewicz i Maćkowiak wyglądają znakomicie - dopowiedział za Lisowskiego trener średniodystansowców Zbigniew Król. - Jeżdżę z nimi zawsze na obozy i jeszcze ich w takiej dyspozycji nie widziałem.

Uczestnicy igrzysk frankofońskich w Ottawie są pod wrażeniem biegu podopiecznego Króla, Pawła Czapiewskiego na 1500 m. Polski 800-metrowiec wygrał tę konkurencję, pokonując m.in. znakomitych Marokańczyków, którzy mieli tam eliminacje do MŚ. Ostatnie okrążenie pokonał w rewelacyjnym czasie - 51 s!

- Miał kontuzje i złapał formę. Inaczej nie można z tym trenerem - śmiał się Józef Lisowski.

- "Czapi" nabawił się w St. Moritz kontuzji z mojej winy. Wyszliśmy po sile pobiegać sprinty. Było bardzo zimno i Paweł naderwał sobie mięsień dwugłowy. Potem nie mógł zakładać kolców, symulowaliśmy przez kilka dni trening - opowiada Król. - Ale już zapomniał o urazie. Jeszcze trzy dni temu dałem mu taki wycisk na siłowni, że ledwo chodził. Teraz już odpuszczamy.

Król zaczął pracować z Czapiewskim dwa lata temu, gdy umarł Mieczysław Ksokowski, pierwszy opiekun brązowego medalisty młodzieżowych ME. - Był bardzo dobrze prowadzony, spokojnie. Ja jakbym miał go od początku, dawno bym go zakatował - opowiada Król. Taktyka Czapiewskiego, długi finisz po wolnym początku, to pomysł nowego trenera. - Jest lekki, więc przeczekuje z tyłu bijatykę łokciami - uważa Król. - Potem potrafi błyskawicznie przejść na początek i wbiec w wiraż na pierwszym torze. Wbrew pozorom to bieg bardzo ekonomiczny.

- 800 m to loteria - mówi Król. - Nigdy nie można być do końca spokojnym. Zawsze serce mam w gardle, gdy biegnie z tyłu. Ale on zawsze wierzy, że wygra.

- Bo 800 m to nie tylko wytrenowanie, ale też głowa - dodaje szkoleniowiec. - A ja nie miałem jeszcze takiego inteligentnego zawodnika. Może wygrać z każdym.

No, może Szymon

- Panie trenerze, dlaczego pana zawodnicy zdobędą tylko dwa medale - żartujemy z trenerem miotaczy Henrykiem Olszewskim.

- My nie myślimy o medalach, no może Szymona [mistrza olimpijskiego w młocie Szymona Ziółkowskiego - red.]. Ale słyszał pan, co Czapiewski zrobił w Ottawie z tymi Arabami...







Warto być dobrym

7 000 000

tyle dolarów liczy pula nagród MŚ

60 000

tyle dolarów dostanie mistrz świata

30 000

za srebrny medal

20 000

za brązowy medal

15 000

za czwarte miejsce

10 000

za piąte miejsce

6000

za szóste miejsce

5000

za siódme miejsce

4000

za ósme miejsce