Sport.pl

Pekin 2015. Adam Kszczot wicemistrzem świata. Teraz celuje w rekord Polski

Łodzianin Adam Kszczot z mistrzostw świata w Pekinie wróci ze srebrnym medalem. To historyczny sukces w biegu na dystansie 800 metrów
Na mistrzostwa świata do Pekinu Kszczot pojechał jako jeden z faworytów do medalu. Zawodnik RKS Łódź zapowiadał, że chce przywieźć złoto. I niewiele brakowało, by dopiął swego...

Polacy ostatnio z każdej dużej imprezy lekkoatletycznej wracają z medalami. Najczęściej jednak zdobywają je w konkurencjach mniej popularnych na świecie, czyli rzucie młotem, dyskiem czy skoku o tyczce. W biegach trudno im nawiązać walkę z zawodnikami z Afryki czy Ameryki. W biegach nasi sportowcy czterokrotnie stawali na podium, w tym dwa indywidualnie: tomaszowianka Wanda Panfil w maratonie (złoto) i Paweł Czapiewski na 800 m (brąz). Od sukcesu tego ostatniego minęło już 15 lat.

Kszczot, który jest mistrzem Europy, już podczas kwalifikacji potwierdzał, że jest w świetnej formie. - To jest najlepszy sezon w karierze Adama - podkreśla Artur Partyka, który trzy razy stawał na podium MŚ w skoku wzwyż. Finałowy bieg w Pekinie był dramatyczny. Od początku prowadził faworyt David Rudisha. Łodzianin został zablokowany przez rywali, a na dodatek dwukrotnie się potknął. Tradycyjnie zaatakował w końcówce i minął większość przeciwników, z wyjątkiem Kenijczyka, którego już nie zdołał dogonić.

Drugie miejsce to największy sukces w historii polskich biegów na 800 metrów. - Emocji było sporo - mówi "Wyborczej" Czapiewski, rekordzista Polski na 800 metrów. - Szkoda, że bieg nie ułożył się lepiej dla Adama. Dwa razy stracił rytm i przez to nie był w stanie dogonić Rudishy. Gdyby był bliżej Kenijczyka, mógłby jeszcze powalczyć, być może nawet wygrać.

Partyka opowiada, że oglądając bieg Kszczota, denerwował się dużo bardziej, niż gdy medale zdobywali Paweł Fajdek czy tyczkarze. - Może dlatego, że bardzo dobrze znam Adama i bardzo go lubię - dodaje.

Lech Leszczyński, wiceprezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, obawiał się, że nasz medalista może zostać zdyskwalifikowany. - Na oficjalne wyniki trzeba było chwilę poczekać i bałem się, że Adam może zostać ukarany za delikatne wyjście z toru przy wyprzedzaniu. Adam wyprzedzał na prostej i walczył z rywalami ramię w ramię. Dlatego o żadnym skracaniu trasy nie było mowy. Wielki szacunek dla naszego zawodnika, bo srebrny medal to fantastyczna sprawa. Przegrał tylko z rekordzistą świata, więc nie ma powodu do wstydu. Ten medal mu się po prostu należał - kończy.

- Rzeczywiście było niebezpieczeństwo, żeby rywale nie wypchnęli Adama na trawę. Wtedy mógłby zostać zdyskwalifikowany - mówi Stanisław Jaszczak, pierwszy trener Kszczota w RKS. - Dobrze rozegrał ten bieg. Medal to fantastyczna sprawa dla klubu i całej Łodzi. Może i szansa na złoto była, bo Rudisha nie był w najwyższej formie. Ale to największy sukces 800-metrowca w polskiej lekkoatletyce i trzeba się z tego cieszyć - kończy.

Kszczot po biegu nie wyglądał na zadowolonego. Być może dlatego, że zawsze chce być najlepszy. - Po minięciu mety była pustka. Dopiero po chwili spłynęły emocje i pojawił się wielki uśmiech na twarzy - wspominał. - Szkoda, że nie mogłem zaatakować 130 metrów do mety, tak jak najbardziej lubię. Musiałem czekać, jak Rudisha sam ruszy, a to było już za późno. Jestem mimo wszystko bardzo, bardzo szczęśliwy.

Czapiewski jest przekonany, że Kszczot mógł zdobyć złoty medal.- Kolejny raz pokazał, że jest wybitnym zawodnikiem i radzi sobie w każdych warunkach - chwalił swojego następcę. Jego zdaniem polska lekka atletyka potrzebuje takich wyników, bo biegi są ostatnio w cieniu rzutów, a medali mamy w nich jak na lekarstwo. - Adam pokazuje, że możemy biegać na światowym poziomie - kończy rekordzista Polski.

Partyka podkreśla, że srebro w mistrzostwach świata to dla Kszczota nagroda, ale i zachęta do pracy przed przyszłorocznymi igrzyskami w Rio de Janeiro. - To go na pewno niesamowicie podbudowało - uważa. Jest przekonany, że łodzianin pobije w tym sezonie 14-letni rekord Polski należący do Czapiewskiego (1.43,22). - Moim zdaniem to tylko formalność, bo Kszczot może pobiec w granicach 1.42,50 - ocenia Czapiewski. - Rekordy to jednak rzecz drugorzędna. Nie bez powodu mówi się, że rekordzistą się bywa, a mistrzem się jest. Medal to dużo większe osiągnięcie. Rekord Polski Adamowi się jednak należy, bo jeśli jest najbardziej utytułowany w historii, to przydałby mu się także najlepszy wynik. Tym bardziej że Adam pod każdym względem mnie przebija.

Jaszczak podkreśla, że zawsze widział w Kszczocie gwiazdę, bo to poukładany, mądry człowiek. - Innym naszym zawodnikom coś wychodzi raz, a Adam cały czas jest w elicie - dodaje.

Na mistrzostwach w Pekinie wystąpią jeszcze Sylwester Bednarek z RKS (skok wzwyż) oraz Robert Urbanek z MKS Aleksandrów Łódzki (rzut dyskiem). Ten pierwszy w 2009 roku w Berlinie niespodziewanie zdobył brązowy medal.

Więcej o:
Najczęściej czytane