Sport.pl

Pekin 2015. Kozakiewicz. Wojciechowski, Lisek i Lavillenie na jednym stopniu podium? Tego nikt by nie wymyślił

Paweł Wojciechowski i Piotr Lisek zdobyli brązowe medale mistrzostw świata w skoku o tyczce w Pekinie. Razem z nimi na najniższym stopniu podium stanie rekordzista globu Renauld Lavillenie. - Tego nikt by nie wymyślił. Francuz musiał wygrać, a jednak nadal w karierze pozostaje bez złota MŚ - mówi Władysław Kozakiewicz, były rekordzista świata i mistrz olimpijski


Po obfitujących w świetne wyniki eliminacjach (minimum kwalifikacyjne 5,70 m pokonało aż 16 zawodników) finałowy konkurs tyczkarzy miał stać na bardzo wysokim poziomie. Okazało się jednak, że złoto i srebro dały wyniki poniżej rekordu Polski. Najlepsi - Shawnacy Barber z Kanady i Raphael Holzdeppe z Niemiec - uzyskali po 5,90 m. Brązowe medale zdobyli Wojciechowski, Lisek i Lavillenie, którzy pokonali poprzeczkę zawieszoną na 5,80 m.

- 5,80 to przyzwoity wynik, widocznie w dniu finału na stadionie w Pekinie nie było takich warunków pogodowych, które pozwoliłyby na więcej - mówi Kozakiewicz. Były mistrz nie rozgrzesza tylko jednego zawodnika. - Wydawałoby się, że Lavillenie 5,90 m przeskakiwać powinien w każdych okolicznościach. Cóż, kolejny raz okazuje się, jak trudną konkurencją jest skok o tyczce. Widocznie Francuz psychicznie nie umie poradzić sobie z tym, że w kolekcji tytułów brakuje mu złota mistrzostw świata. To musiało go usztywnić - analizuje Kozakiewicz.

Dopiero trzecie miejsce rekordzisty świata jest sensacją. Bukmacherzy za każdą złotówkę postawioną na jego triumf wypłacali tylko 1,18 zł (kurs za firmą Fortuna), a na drugiego w rankingu kandydatów do tytułu Barbera oferowali dziewięciokrotne przebicie. - Kończąc ten temat przypomnę, że i Siergiej Bubka miewał kłopoty. Kilka razy startował w igrzyskach, a medal zdobył tylko raz, na szczęście złoty - mówi Kozakiewicz.

Polak mieszkający w Niemczech najgroźniejszego rywala dla Lavillenie'ego i naszych tyczkarzy w najbliższych latach widzi w Barberze. - 21-letni chłopaczek z Kanady imponuje mi spokojem. Za rok, na igrzyskach w Rio, powinien być jeszcze mocniejszy - mówi.

My, podobnie jak przed igrzyskami w Londynie, cieszymy się z sukcesu polskiej tyczki w sezonie przedolimpijskim. W 2011 roku na MŚ w Daegu złoto zdobył Paweł Wojciechowski, a w finale - jak teraz - też mieliśmy trzech naszych zawodników (wówczas jeszcze Łukasza Michalskiego i Mateusza Didenkowa, teraz poza dwójką medalistów - Roberta Soberę). - Wierzę, że tym razem sukces z MŚ przełoży się na olimpijski medal. Mamy kilku zdolnych chłopaków, którzy skaczą równo, a stać ich na jeszcze lepsze wyniki. Myślę, że rywalizacja im posłuży. Doświadczenia już trochę mają, liczę, że któryś z nich w Rio wywalczy medal - kończy Kozakiewicz.



Piękne siedmioboistki przy pracy. I po pracy




Wolałbyś oglądać jedno złoto czy dwa brązy Polaków?
Więcej o:
Najczęściej czytane
Komentarze (4)
Pekin 2015. Kozakiewicz. Wojciechowski, Lisek i Lavillenie na jednym stopniu podium? Tego nikt by nie wymyślił
Zaloguj się
  • barakuda62

    Oceniono 21 razy 19

    "PYTANIE Wolałbyś oglądać jedno złoto czy dwa brązy Polaków?" -Ja? trzy srebra,
    i poproszę o kolejne równie kretyńskie pytanie

  • drvx

    Oceniono 19 razy 11

    Pytanie powinno brzmieć: wolisz słuchać radiowej relacji Szaranowicza i spółki czy oglądać najważniejsze starty Polaków.
    Te mistrzostwa to kolejna wielka kompromitacja naszej publicznej TV. Na szczęście mam dostęp do niemieckiej ARD/ZDF i dzięki temu mogłem obejrzeć w całości konkursy rzutu młotem, pchnięcia kula i tyczki mężczyzn. TVP wysłała na wycieczkę trzech turystów: Jóźwika, Szaranowicza i Babiarza. Po jakie licho? Wszak polki widz niczego by nie stracił gdyby komentowali ze studia w Warszawie. A nawet mógłby zyskać, bo nasi dzielni komentatorzy nie niweczyliby do zera i tak nieudolnych prób przekazania chociaż odrobiny emocji w przekazie międzynarodowym poprzez komentowanie tego czego nie było widać na ekranie. Później kiedy realizator pokazywał z poślizgiem najważniejsze rzuty młotem oglądanie tych prób na ekranie TVP przypominało konsumpcje kiepsko odgrzanego kotleta.
    Pan Szaranowicz ubolewał, że Chiny nie leżą w Europie i dlatego TVP nie mogła sobie pozwolić na realizację przekazu kombinowanego. To prawda. Ale stało się tak z powodu wycieczki panów komentatorów. Gdyby zostali w kraju, realizator na Woronicza nie miałby żadnego problemu z miksowaniem w studio warszawskim pod dyktando panów komentatorów przekazu z wybranej konkurencji z przekazem międzynarodowym. Wystarczyło tylko zakupić sygnał z relacją z tych kilku konkurencji szczególnie interesujących polskiego widza.
    Niedługo występ naszej rekordzistki świata. Zamiast oglądania rzutów Włodarczyk znowu czeka nas odsłuchiwanie wrażeń Szaranowiczów, Babiarzy etc. :(

  • dra-h

    Oceniono 9 razy 9

    Szkoda że nie ma drużynowego skoku o tyczce, mogłoby być nieźle :)

  • krzy-czy

    Oceniono 10 razy 6

    no może wolałbym 17 piątych miejsc.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX