Sport.pl

Lekkoatletyczne ME. Fajdek wygrał kwalifikacje w młocie. "W finale będzie lepiej"

Paweł Fajdek rzutem na 77.45 m wygrał kwalifikacje w rzucie młotem. W finale w Zurychu zobaczymy też Szymona Ziółkowskiego, który wszedł z ósmym wynikiem (74.93). W czwartek udanie startowali też tyczkarze i Karol Zalewski na 200 metrów.
Jeszcze 2 tygodnie temu nie wiedziałem, czy będę w stanie rzucać - mówił Fajdek, który ostatnio ma problemy z bólem w plecach - Przebrnąłem eliminacje z dobrym wynikiem, w finale zamierzam go poprawić i walczyć o medale. Jeżeli będę w lepszej dyspozycji, to powinienem wygrać - zapowiada.

Awans do finału zapewnił sobie w drugiej próbie, do trzeciej nie musiał już podchodzić. Nie powtórzył się dramat z Londynu, kiedy nie wszedł do finału podczas igrzysk.

Pierwszy rzut naprawdę komiczny w moim wykonaniu. Trochę się z siebie pośmiałem, żeby się rozluźnić, potem jednak skoncentrowałem się na kolejnym rzucie. Drugi był już bardzo poprawny, typowy na zaliczenie, z mocniejszą końcóweczką. Teraz czekam na finał - opowiadał mistrz świata z Moskwy sprzed roku.

"Pars będzie groźny"

Tylko siedmiu zawodników przekroczyło 75 metrów, co dawało automatyczną kwalifikację. Do finału weszli dzięki temu także 38-letni Ziółkowski (74.93) i multimedalista Krisztian Pars (74.44) Węgier był wściekły i nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. - Eliminacje zawsze są ciężkimi zawodami. Ja też miałem rok temu problemy, rzuciłem 76 metrów, by w finale rzucić 82. Na pewno nie jest słaby, jest dobrze przygotowany. Nie wierze, że mogło się coś stać. Na pewno będzie ostra walka - komentował występ Węgra Fajdek.

Obaj prowadzą na listach światowych z tego sezonu. Pars rzucił 82.49, a Fajdek 12 centymetrów bliżej. Później jednak Fajdka dopadły wspomniane problemy z plecami.

- Odkąd tu przyjechałem, to ani razu nie położyłem się na stole fizjoterapeuty, bo stwierdziłem, że muszę się do tego przyzwyczaić i z tym obyć. 80 metrów? Zawsze jest szansa. Nie przeszkadza mi na tyle, żeby nie rzucać. Dojedzie motywacja, stres, adrenalina, więc ból zejdzie na dalszy plan. W zasadzie to już go nie ma. Jest lekki dyskomfort, lekkie kłucie, coś mi tam przeszkadza. Najbardziej w trakcie zasypiania, bo miękkie łóżka nie są dla misiów przystosowane i trochę to przeszkadza - uspokajał dziennikarzy.

"Nie ma promieniowania z Czarnobyla"

W finałowej 12 jest tylko jeden Rosjanin i dwóch Białorusinów, a to reprezentanci tych państw do niedawna rozdzielali między sobą większość medali. - Widać, że to nie jest to, co kiedyś, nie ma tego promieniowania z Czarnobyla, które było kiedyś - zaśmiał się Fajdek. - Żartuję oczywiście. Technika nie jest ta sama. Nie wiem, jak trenują, pewnie są mocni na siłowni, ale technicznie słabi. Zawodnicy, którzy pokończyli kariery i zostali trenerami, nawet jak rzucali bardzo daleko, to w rok nie zrobią z dzieciaków gigantów. Muszą poczekać kilka lat - komentował.

Polacy bez wpadek

Do finału skoku o tyczce zakwalifikowali się w komplecie trzej Polacy. Wystarczyło pokonać wysokość 5.50, co Robert Sobera uczynił w pierwszej, a Piotr Lisek i Paweł Wojciechowski dopiero w trzecich próbach. Nie budzi to optymizmu przed sobotnim finałem, a przecież Lisek i Wojciechowski to odpowiednio drugi i trzeci zawodnik na tegorocznych listach wyników w Europie.

- Takie średnie były te skoki, ale skuteczne. Skocznia jest trochę twarda, aż mi się powyginały wkręty w butach. Na szczęście nie przeszkadzał wiatr - komentował Robert Sobera. - Na finał szykuję się na wystrzał - obiecywał, choć przyznał, że boli go ścięgno Achillesa. - Teraz nogi do lodu. Na pewno nie przeszkodzi mi to w skakaniu - zapewnił.

- Poczekajmy na finał. Nie chcę uprzedzać faktów, ale czuję się dobrze - mówił Lisek, który jednak nie epatował pewnością siebie. Podobnie jak Wojciechowski, który jeszcze przed wylotem zapowiadał formę na 5.80. - Brakuje mi treningów, regularnego skakania. Wierzę jednak w to, że stać mnie na wysokie skakanie w sobotę - wtórował koledze.

Na 200 metrów do popołudniowego półfinału zakwalifikował się Karol Zalewski. W swoim biegu zajął czwarte miejsce i awansował z najgorszym, 16. czasem. - Myślałem, że jestem trzeci, nie zauważyłem Włocha na ósmym torze - komentował. W półfinale pobiegnie na pierwszym torze, którego nie znosi. Czy jest w stanie z niego powalczyć, okaże się po 20.20.

W chodzie na 20 kilometrów Agnieszka Dygacz była 14., a Paulina Buziak nie doszła do mety. Karolina Tymińska po dwóch konkurencjach siedmioboju jest 17. w grupie 23 zawodniczek.

W sesji popołudniowej w finale 3000 m z przeszkodami o medale powalczą Krystian Zalewski i Mateusz Demczyszak. Ponadto o awans do finału na 110 m ppł powalczy Artur Noga, a o finał w rzucie oszczepem Łukasz Grzeszczuk. Na bieżni w półfinałach pobiegną Zalewski na 200 m, Joanna Jóźwik na 800 i Joanna Linkiewicz na 400 m ppł. Relacja na żywo w Sport.pl od 17.30.

Transmisje z Zurychu w Eurosporcie i TVP Sport, popołudniowe sesje także w TVP1 i TVP2.

Czego nie możesz przegapić w Zurychu? Kiedy włączyć TV? [PORADNIK]

Więcej o: