Sport.pl

Organizator 31 Wrocław Maratonu: Dobra zabawa i uczestnictwo ważniejsze niż wyniki

- Z roku na rok wzrasta frekwencja nie tylko uczestników, lecz także kibiców. Pamiętam, jak w pierwszym zorganizowanym maratonie wystartowało 119 uczestników, w tym tylko jedna kobieta. Tymczasem jedna czwarta tegorocznych maratończyków to panie - opowiada Marek Danielak, organizator 31 Wrocław Maratonu.
Rozpoczyna się 31. Wrocław Maraton. Dzisiaj o godz. 16 zacznie się tradycyjne Pasta Party, czyli makaronowa uczta dla uczestników i gości imprezy. Jutro o godz. 9 ze Stadionu Olimpijskiego wystartuje bieg główny na dystansie 42 km i 195 m. Równolegle na terenie stadionu będzie się odbywał m.in. festyn rodzinny z wieloma atrakcjami.

Dawid Antecki: Znów organizuje pan wrocławski maraton.

Marek Danielak: Nad każdą decyzją trzeba się zastanowić, ale przyznam, że ta należała do wyjątkowo łatwych. Człowiek ma możliwość uczyć się przez całe życie, dlatego zamierzam wykorzystać tę sytuację. Bez wahania podjąłem się organizacji kolejnego maratonu. Powtarzam sobie, że zawsze jest coś do poprawy i należy dążyć do perfekcji. Ta współpraca będzie z korzyścią dla wszystkich, bo chcemy, żeby wrocławski maraton z roku na rok był jeszcze lepszy. Moja idea imprezy jest jedna: biegniemy wszyscy. Maraton można przetruchtać, przejść pieszo, z kijkami lub bez, trzymając się za ręce. Nieważne jak, liczy się dobra zabawa.

Maraton bardzo się zmienił na przestrzeni lat?

- Oczywiście, cała organizacja poszła do przodu. Przede wszystkim na plus zmieniło się zainteresowanie imprezą. Z roku na rok wzrasta frekwencja nie tylko uczestników, lecz także kibiców. Pamiętam, jak w pierwszym zorganizowanym maratonie wystartowało 119 uczestników, w tym tylko jedna kobieta. Tymczasem jedna czwarta tegorocznych maratończyków to panie. Cieszy również to, że co trzeci uczestnik maratonu będzie w tym roku wrocławianinem. Jako ciekawostkę dodam, że tegoroczny maraton będzie rekordowy pod względem wolontariuszy Zgłosiło się ich dwukrotnie więcej, niż potrzebowaliśmy. Wystartuje też 30 niepełnosprawnych zawodników. Ponadto coraz więcej firm jest zainteresowanych wspieraniem maratonu. Trzeba też zwrócić uwagę na zmiany techniczne, czyli chociażby zmianę startu i mety biegu. Od niedawna to przecież Stadion Olimpijski.

Tegoroczny maraton to nie tylko bieg na dystansie 42,195 km, lecz także wiele innych szczytnych inicjatyw.

- Chcemy promować tak wiele, jak tylko się da. Dlatego poza biegiem głównym będzie również wiele innych inicjatyw, także tych charytatywnych. Jedną z nich będzie sztafeta "Biegnij po nadzieję" pod przewodnictwem prof. Chybickiej. Poza tym wystartuje bieg rodzinny "Mila olimpijska", w którym udział zadeklarowało ok. 3 tys. biegaczy. Na trasie będzie również ok. 20 grup dopingujących czy orkiestra wojskowa. Ale maraton to nie tylko trasa biegowa. Mnóstwo atrakcji będzie również na Stadionie Olimpijskim. Organizujemy festyn dla rodzin, podczas którego kibicom prezentowane będą m.in. dyscypliny nieolimpijskie, które będziemy mieli okazję oglądać za cztery lata w stolicy Dolnego Śląska podczas World Games. Ale tegoroczny wrocławski maraton to nie tylko bieg ulicami miasta. W tym roku wspierać nas będzie również grupa 112 żołnierzy stacjonujących w Afganistanie, która wystartuje w niedzielę o 3 nad ranem w jednostce właśnie w Afganistanie. Dodam, że to nie pierwszy taki przypadek, kiedy wspomagają nas mundurowi. 15 lat temu wspierali nas również marynarze, którzy biegli na jednym z okrętów wojennych.

Organizacja takiego maratonu to ogromne przedsięwzięcie logistyczne. Ważny wydaje się każdy szczegół.

- Im więcej uczestników, tym trudniejsze czeka nas zadanie. Na razie jest ich już ponad 4 tys. Dlatego musimy solidnie przygotować się na każdą ewentualność. Do dyspozycji maratończyków będzie m.in. 25 tys. litrów wody, ponad 200 tys. kubków na wodę czy 3 tyc. kg bananów. Poza tym imprezę zabezpieczy 204 funkcjonariuszy policji i straży miejskiej. Łącznie w organizację maratonu zaangażowanych jest 1600 osób, które będą miały do dyspozycji 40 samochodów. Te liczby mogą robić wrażenie.

Ma pan już za sobą zorganizowanych 25 wrocławskich maratonów. Każdy z nich to osobna historia. Pewnie nie brakuje też zabawnych sytuacji?

- Było ich mnóstwo. Pamiętam takie czasy, gdy podczas maratonu gospodynie domowe wystawiały stoły i częstowały uczestników swojskimi ciastami i kompotami (śmiech ). Pamiętam sytuację, kiedy były jeszcze połączenia kolejowe Sobótki z Wrocławiem. Był taki maraton, w którym kolejarze zamykali i otwierali szlabany pod dyktando uczestników. Można powiedzieć, że wówczas koleje podporządkowywały się nam, bo pociągi stały i czekały na stacjach w oczekiwaniu na moment, kiedy maratończycy przebiegną dany odcinek. Każda taka impreza to osobna, unikatowa historia dla organizatorów i uczestników. Dlatego warto brać w niej udział i być jej częścią.

Więcej o: