Sport.pl

Lekkoatletyczne MŚ. Włodarczyk: Nie dałam z siebie wszystkiego

Komentując swój najdalszy w eliminacjach rzut młotem, Anita Włodarczyk przyznała, że była zdziwiona tak dobrym rezultatem (76,18 m). - Myślałam, że to był rzut gdzieś w granicach 73 metrów, bo był na luzie, taki niedokończony, nie dałam z siebie wszystkiego - powiedziała Polka. Finał konkursu odbędzie się w piątek o 17.
- Niesamowity miałam stres przed tą drugą kolejką, po tym pierwszym rzucie spalonym. Technicznie był on beznadziejny, bo obracałam się za wolno w ostatnich dwóch obrotach. Do drugiego rzutu podeszłam z ryzykiem i udało się - dodała Włodarczyk.

Polka przyznaje, że w finale jest w stanie dołożyć "coś więcej", gdyż rzuty w okolicach 76 metrów na treningach zdarzały jej się ostatnio regularnie.

Komentując sensacyjne odpadnięcie swojej głównej faworytki Betty Heidler, Polka powiedziała, że była bardzo zaskoczona: - Widziałam trzeci rzut, gdy wchodziła do koła i technicznie ten rzut beznadziejnie zakręciła. Nie wiem, co się stało, od razu przypomniała mi się sytuacja z Helsinek z ubiegłego roku, kiedy w eliminacjach też odpadła - dodała.

Zapytana o Rosjanki, które będą teraz jej głównymi rywalkami, Włodarczyk powiedziała, że ma nadzieję, iż sobie z nimi poradzi. - Po raz drugi startuję w Rosji i ostatni raz wspominam bardzo miło - przyznała.

Więcej o: