Sport.pl

MŚ w Moskwie. Fajdek: Wołają na mnie kosmita

?Ten to daleko nie będzie rzucał? - usłyszał Paweł Fajdek od Czesława Cybulskiego, gdy guru rzutu młotem przypadkiem zobaczył nastolatka na zajęciach. Po ośmiu latach trener poprowadził go do mistrzostwa świata.
:
-


Radosław Leniarski: Fajdek od poniedziałkowej nocy mierzy się z czymś zupełnie niespodziewanym - z byciem mistrzem świata w lekkoatletyce i setką próśb o zaproszenie do grona znajomych na FB.

- Wróciłem ze stadionu o 0.30, na dole pod hotelem szaleństwo. Kibice z Wrocławia biegli obok autobusu, śpiewali piosenki, brali autografy i robili zdjęcia. Poczułem, że coś ważnego się stało. W pokoju włączyłem facebooka i jeszcze do 4.30 odpowiadałem znajomym. Ludzie się śmiali: "Coś ty zrobił, nie tak miało być...". Rano musiałem włączyć telefon, bo miał dzwonić prezydent. A tu, w Rosji, nie wiadomo, kto dzwoni, bo na ekranie telefonu wyświetlają się dziwne, nieznane numery, więc każdy muszę odbierać. Fakt, nawet ja się nie spodziewałem tego wszystkiego.

No właśnie. W Londynie klęska, w mistrzostwach Polski trzecie miejsce.

- Gdy skończyłem rywalizować na Łużnikach, położyłem się jak zawsze na ziemi i pomyślałem, że MŚ rozgrywają się w głowie, że trzeba do nich podejść jak do każdych innych zawodów.

Oczywiście, najfajniej byłoby wygrywać każdy turniej, dogonić z medalami kolegów: Szymona Ziółkowskiego, Tomasza Majewskiego czy Piotrka Małachowskiego. Ale najważniejsze, by umieć się podnieść. Szykowałem się do Moskwy przez cały rok po igrzyskach [Fajdek w Londynie spalił w eliminacjach trzy próby i nie wszedł do finału]. Trzecie miejsce na mistrzostwach Polski trochę mnie załamało, poczułem się zmęczony. Ale codziennie rano wstawałem z łóżka, patrzyłem w lustro i mówiłem: Będziesz mistrzem świata!

Przekonałem innych, że warto na mnie stawiać - również moją rodzinę, która postawiła pieniądze na medal [na zwycięstwo Fajdka kurs u niektórych bukmacherów wynosił 10:1]. Ja nie mogłem. Tylko zasugerowałem, że można.

Nie jesteś takim zwykłym młociarzem ani nawet zwykłym sportowcem. Francuzi mówili na ciebie "Cudak". Nie wykonałeś nawet rundy honorowej...

- Może po igrzyskach to zrobię. Słoweniec Primož Kozmus [złoty medalista olimpijski z Pekinu i srebrny z Londynu, w Moskwie czwarty] mówi o mnie "kosmita"...

I nosisz kolczyki...

- Zrobiłem je, gdy skończyłem 18 lat. Dopiero wtedy, bo ojciec był bardzo twardy, jeśli chodzi o te sprawy. Nie wypada mi powtarzać, co mówił. Między innymi: "Jak będziesz wyglądał? Co będą o tobie mówić?". Nie interesuje mnie to. Jak stałem się pełnoletni, nikt nie mógł mi zabronić. Odczekałem tylko do końca sezonu, bo z ranami w języku trzeba uważać choćby na to, co się je. Zacząłem od skromnych kolczyków, potem zakładałem większe. Lubię je, ich wielkość. Jak już coś nosić, to żeby się wyróżniło, no i żeby się nie zgubiło.

Kilka osób dziwnie odebrało to, że je mam, ale później sami sobie zrobili. Nie jestem typowym młociarzem? A gdzie jest powiedziane, że młociarz musi być łysy, brzydki i nieogolony. Kiedyś farbowałem sobie włosy. Rzucam w okularach, co też nie jest zwyczajne, bo inni wolą to robić w szkłach kontaktowych. Ale okulary są wygodniejsze.

Współpracujesz z trenerem Cybulskim, cudotwórcą. Ten, którego dotknie, zostaje wkrótce mistrzem świata albo mistrzem olimpijskim, albo tym i tym. Ale jest też trudny we współpracy. A wy różnicie się właściwie wszystkim...

- Choćby wiekiem, ja mam 24 lata, on 78. Trener jest trenerem, a nie guru, mistrzem, ojcem, przyjacielem, chociaż czasem dobrze nam się gada po pracy - ostatnio długo o Usainie Bolcie i jego fenomenie.

Kiedyś pojechaliśmy z moim klubem "Zielony Dąb" Żarów na obóz do Poznania, gdzie pracował i wciąż pracuje Cybulski. Na jednym treningu patrzył na 8-10 chłopaków i w rozmowie z trenerką oceniał, kto się nadaje. O mnie powiedział: "Ten to daleko nie będzie rzucał". Pięć lat później w Cetniewie ustalaliśmy zasady pracy. "Nie obiecuję ci medali. Obiecuję ci ciężką robotę" - mówił. Teraz wykonuję ponad 5000 rzutów w sezonie, w tym również - mimo kontuzji i trzech tygodni przerwy. Kilkadziesiąt rzutów na treningu.

Mówiłeś po konkursie, że od jego wizyty w Żarowie po zdobyciu przez Ziółkowskiego tytułu mistrza świata w Edmonton w 2001 r. wszystko się zaczęło?

- Akurat mnie nie było w szkole, gdy przyjechał z Szymonem. Ale była trenerka z "Zielonego Dębu" Jolanta Kumór. To ona postanowiła, że powinniśmy w Żarowie zacząć coś robić w sprawie rzutów. Wcześniej ćwiczyłem wszystko. Wygrywałem zawody na 100 m, rzucałem piłeczką palantową. Do dziś po sezonie gram w kosza w lidze amatorskiej w Żarowie. Jeździłem też na rowerze z ojcem, który był kiedyś kolarzem, i bratem. W tym byłem najsłabszy, nie nadążałem. Kiedyś rzuciłem rower do rowu i wróciłem do domu na piechotę.

Więc trenerka pod wpływem przyjazdu Szymona postanowiła, że zaczniemy w szkole rzucać. To było niezwykłe, bo ona nigdy nie miała z rzutami nic wspólnego. Po prostu przeczytała dwie książki i po dwóch latach mieliśmy medale mistrzostw Polski młodzików i juniorów. W klubie trenował też mój o dwa lata starszy brat, ale kręcił w drugą stronę i denerwował się, że sprawia tyle kłopotu, że wszyscy krzyczą "Uwaga, leci w drugą stronę", że trzeba siatki przestawiać na zawodach. I przestał.

Już sobie wyobrażam, jak wyglądał pierwszy rzut...

- Pojechałem w ferie zimowe do Michałowic na obóz. Rzucaliśmy w zimie - z trawy zbitej z lodem i śniegiem. Tam dostałem dyplom za pierwszy rzut - 19,7 metra - chyba z dwoma obrotami. My w ogóle nie zdawaliśmy sobie w Żarowie sprawy z tego, jak powinien wyglądać trening młociarza. Oddawaliśmy 12-15 rzutów i szliśmy do domu. Jak się okazało, że trzeba tych rzutów robić po 60-70 na jednym treningu, to nie wytrzymywałem. U trenera Cybulskiego zdychałem na każdych zajęciach.

Pamiętam, że dostawałem nawet od gminy pomoc - 60 zł - ale potem pieniędzy dla klubu zabrakło. Z trenerką postanowiliśmy, że damy ogłoszenie w okręgowym związku, że szukam klubu. Trafiłem do Agrosu Zamość, nawet jeżdżę tam kilka razy w roku.

Na konferencji po konkursie dziennikarze pytali: Dlaczego akurat rzut młotem?

- Krisztián Pars odpowiedział tak, jak sam chciałbym odpowiedzieć: dlatego że jest to niebezpieczne, dlatego że nie lubimy zarabiać pieniędzy, dlatego że nie chcą nas w Diamentowej Lidze, oraz, dlatego że chcemy się błaźnić. To taki żart, który powinien dać do myślenia.

Tomasz Majewski pasjonuje się pchnięciem kulą, ogląda treningi i konkursy w internecie. Ty pasjonujesz się młotem? Masz idola?

- Starzy mistrzowie są nie do pobicia, za bardzo się świecili [w slangu - byli na dopingu]. Ale mieli fantastyczną technikę. Jurij Siedych z dwóch obrotów zrobił rekord, który ma już 27 lat.

Ja siłaczem nie jestem. Wbrew pozorom młotem rzuca się nogami, to z nich idzie siła. Ręce mogą być krótkie, one są tylko od trzymania i od dopieszczenia rzutu. To trudne, bo o ile każdy może rzucać młotem, o tyle nie każdy może zostać mistrzem. Potrzeba kilku lat treningu. Ja trenuję już ponad 10 lat, a technika wciąż nie jest najlepsza. To walka głównie z samym sobą.



Więcej o:
Komentarze (41)
MŚ w Moskwie. Fajdek: Wołają na mnie kosmita
Zaloguj się
  • brown-szesze

    Oceniono 116 razy 110

    Fajny facet ten Fajdek - rozmiawa z redaktorem Leniarskim nie mając w pamięci kpin, jakie Leniarski o nim pisał po nieudanym Londynie.

  • oskarw85

    Oceniono 128 razy 40

    Każdy artykuł na temat sportu zaczyna się od pytania "a ile dało państwo". A ja mam pytanie "A ile mi zabrało?". Mi państwo nie pomaga w mojej pracy, a bycie sportowcem to też praca. Czy otrząśniemy się kiedyś z tych oparów komunizmu, że państwo ma na wszystko dać, zrobić i załatwić?

  • antiax

    Oceniono 54 razy 28

    Fajdek w POlandii i tak się nie dorobisz - a te 60 zł to wstyd w porównaniu na to ile wydajemy na piłkarzy-nieudaczników.

  • ateofi

    Oceniono 12 razy 8

    Panie Pawle, był Pan wspaniały. Składam serdeczne gratulacje dla Pana i życzę dalszych sukcesów.

  • justice44

    Oceniono 12 razy 8

    Warto było , masz złoto!

  • huston_mamy_problem

    Oceniono 66 razy 8

    Paweł jestes WIELKIM sportowcem, każdy sportowiec wie ile czasu, potu i łez kosztują takie treningi.
    Jako Polak jestem Ci wdzięczny że w taki wspaniały sposób sławisz imię naszego kraju poza jego granicami.
    .
    Natomiast wielkim wstydem styropianowców ( Kaczyńskiego i Tuska, oraz SLD ) jest traktowanie wielkich sportowych talentów tak jak potraktowali Ciebie.
    .
    W naszym kraju odechciewa się żyć, 2 000 000 obywateli powiedziało jasno że bez zmian tu nigdy nie wróci, ale rządy są tak oderwane od rzeczywistości że im to nie przeszkadza.
    .
    Jest kasa dla kapelana sportowego ( kilka tysięcy pln miesięcznie ) nie ma za to kasy dla wybitnych talentów.
    .
    życzę Ci powodzenia, i spierd....z tego kraju bo szkoda aby sie taki talent zmarnował. W USA, Chinach czy Japonii przyjmą Cię z otwartymi ramionami, zmieniaj obywatelstwo i uciekaj.
    .
    powodzenia !
    Rodak.

  • iremus

    Oceniono 12 razy 4

    Fajdek: Zdychałem na każdym treningu. Pomoc? Dostawałem z gminy 60 zł..........
    Skoro władza wyje.bała miliardy na budowę stadionów do futbolówki dla mistrzów świata i Europy to trudno aby starczyło na inne dyscypliny sportowe. W przyszłości trzeba się podłączyć pod sportsmenkę Madonnę i lansować stadiony narodowe.

  • 123rbr

    Oceniono 28 razy 2

    Tak niestety jest, gdy ministrem " od sportu" zostaje niekompetentna znajoma fryzjera!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX