Sport.pl

Lekkoatletyczne MŚ. Byłego mistrza po kieszeni

Czy po czarnym wtorku niespełnieni medaliści MŚ - Rogowska, Pyrek, Małachowski - stracą wielkie pieniądze na przygotowania do igrzysk w Londynie? Ich los jest w rękach urzędników ministra sportu
Niepowodzenie w Korei jest dotkliwym ciosem w ambicje sportowca - widać to po wstrząśniętym rozmiarem klęski Małachowskim. Kazali zdetronizowanemu wicemistrzowi świata, to przyszedł na konferencję z dziennikarzami, musiał, to wysłuchał ciętych uwag wiceministra sportu Tomasza Półgrabskiego. Wszystko ze spuszczoną głową, co jest niezwykłym widokiem jak na tego potężnego dyskobola.

Za tym ciosem może pójść drugi - po kieszeni. Mocni faworyci jak Małachowski czy Rogowska liczyli na nagrody IAAF za medale (60 tys. dol. złoto, 30 tys. srebro, 20 tys. brąz), ale teraz mogą stracić miejsce w Klubie Polska Londyn, który gwarantuje pieniądze na przygotowania do przyszłorocznych igrzysk w Londynie. To około pół miliona złotych dla każdego plus rozliczne frukty niedostępne dla innych sportowców, na przykład osobisty fizjoterapeuta.

Teraz Ministerstwo Sportu poczeka na raporty ze związku lekkoatletycznego, potem urzędnicy spotkają się z zawodnikami, którzy muszą ich przekonać, że dalej warto łożyć na nich państwowe pieniądze.

Najbardziej zagrożona wypadnięciem z Klubu Londyn jest Monika Pyrek, była wicemistrzyni świata, która w Daegu zaliczyła jedynie 4,55 m i zajęła ostatnie miejsce.

Urzędnicy są dodatkowo niezadowoleni, bo beneficjentka ich programu z powodu kontuzji stopy nie wystartowała w ubiegłorocznych mistrzostwach Europy w Barcelonie, ale kilka tygodni później wzięła udział w komercyjnym show TVN "Taniec z gwiazdami", który zresztą wygrała (w nagrodę mercedes E coupé).

W ostatnich dwóch latach był to jej jedyny sukces w ważnej imprezie.

Z Anną Rogowską - również 4,55 m, czyli drugi najgorszy wynik w tym sezonie - jest inaczej. W Barcelonie też nie skakała, bo leczyła kontuzję stopy, a w tym roku podczas mityngu w Sopocie pękła pod nią tyczka, raniąc jej dłoń. Ale na początku sezonu skakała najlepiej od kilku lat. Cel na ten sezon - konkretne miejsca i wysokość - osiągnęła, tyle że nie w Daegu, ale w Diamentowej Lidze w Sztokholmie. I to robi na urzędnikach ministerstwa odpowiednie wrażenie.

Małachowski też zapewne z Klubu Londyn nie wypadnie. Wynikowy cel na ten sezon niemal osiągnął (68,50 m), ale znów - nie w MŚ, ale w Szczecinie (68,49 m). Małachowski też wytłumaczy się kontuzjami.

Mistrz Europy Lewandowski zajął czwarte miejsce w biegu na 800 m - otrzyma za to od IAAF 15 tys. dol. (szósty na mecie Adam Kszczot 6 tys. dol. - ale w jego przypadku to życiowy sukces). - Bardziej je cenię niż złoto mistrzostw Europy - powiedział biegacz. Właśnie za triumf w Barcelonie Lewandowski znalazł się w Klubie Londyn. W tym sezonie cele dla biurokratów spełnił i mógłby domagać się więcej, niż otrzymywał dotąd. Za to jego trener i starszy brat Tomasz zostanie pozbawiony dodatku medalowego, jaki dostawał za złoto w Barcelonie - to około 48 tys. zł rocznie. - Ooo, jeśli tak, to lipa! Mam nadzieję, że jakaś boczna furtka się znajdzie - powiedział Marcin Lewandowski.

Otwarcie furtki zależy wyłącznie od dobrej woli kolejno: PZLA, ekspertów z Ministerstwa Sportu, wreszcie od samego ministra. Jego zastępca Tomasz Półgrabski w Daegu unikał deklaracji jak ognia.

Podobnie ofiarą porażki będzie trener mistrza Europy Małachowskiego i jeden z odkrywców talentu kulomiota Tomasza Majewskiego Witold Suski.

Więcej o: