Sport.pl

Doktor Robert Śmigielski: Oddzielny świat Pistoriusa

Nie wiem, co można by więcej niż on zrobić, będąc dotkniętym jako dziecko takim stopniem niepełnosprawności. Jego nie można oceniać inaczej niż dobrze, ale decyzja, aby Pistorius startował z pełnosprawnymi, to poroniony pomysł - mówi Robert Śmigielski, chirurg ortopeda, wieloletni szef olimpijskich misji, w jego klinice Carolina Medical Center leczą się sportowcy z programu Klub Polska Londyn.
Radosław Leniarski: Pasjonuje pana sprawa Oscara Pistoriusa? Zdaje się, że ten niepełnosprawny biegacz może zmienić sport. W sobotę zaczynają się lekkoatletyczne mistrzostwa świata, w których wystartuje ze zdrowymi i nie jest bez szans nawet na medal na 400 m.

Robert Śmigielski, chirurg ortopeda, wieloletni szef olimpijskich misji, w jego klinice Carolina Medical Center leczą się sportowcy z programu Klub Polska Londyn: Zacznijmy od tego, że Oscar Pistorius jest wybitnym przypadkiem osoby niepoddającej się kalectwu, sportowcem o wielkim charakterze. Nie wiem, co można by więcej niż on zrobić, będąc dotkniętym jako dziecko takim stopniem niepełnosprawności. Mam dla niego wielki szacunek.

Stwierdziwszy to, nie wracajmy do ocen w szerokim, humanistycznym obszarze, bo mówimy o konkretnym przypadku, w bardzo konkretnej dziedzinie działalności człowieka, jaką jest sport.

Decyzji, jakie zapadają w jego sprawie, on nie podejmuje, więc nie on jest za nie odpowiedzialny, czy są dla niego korzystne - jak wyrok Trybunału Arbitrażowego - czy nie - jak wcześniejszy zakaz startów ze zdrowymi Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej. Jego nie można oceniać inaczej niż dobrze, ale zajmujemy się decyzjami. W tej sportowej sferze decyzja, aby Pistorius startował z pełnosprawnymi, to poroniony pomysł.

Dlaczego?

- Bo Oscar Pistorius nie używa w sporcie własnych kończyn, po prostu. Z jednej strony jest teoretycznie w gorszej sytuacji niż zdrowi. Trybunał Arbitrażowy w Lozannie, odrzucając zakaz startów dla niego nałożony ze strony Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej, podszedł właśnie od tej strony - powiedzmy - praw człowieka.

Pistorius używa protez. Mówię protez, bo funkcjonalnie zastępują mu nogi, ale to już jest coś więcej niż proteza - jest to produkt najwyższej technologii. Ma zupełnie inne możliwości, jeśli chodzi o przyjmowanie i oddawanie energii, czyli rzecz w biomechanice biegu kluczowa. Sprężynują zupełnie - powiedzmy - nieludzko.

Pistorius i dwa zestawy jego sztucznych nóg [GALERIA]




To nie jest własna noga, z czuciem, z możliwością polepszania się na treningach?

- Tak. Zgadza się. W związku z tym nie podlega zmęczeniu, tak jak noga pełnosprawnego biegacza. Co znaczy trening u zwykłego biegacza? Oznacza stopniowe dostosowanie się organizmu do warunków coraz większego wysiłku: adaptacji do zmęczenia, tolerancji na produkty uboczne, jakie powstają podczas wysiłku fizycznego. W bardzo ważnych, jeśli nie najważniejszych częściach ciała dla biegacza te problemy u Pistoriusa nie występują.

Czy pan wie, ile ja w tym roku operowałem ścięgien Achillesa, ile więzadeł naprawiłem, ile ścięgien? Ścięgno Achillesa jest szczególną zmorą biegaczy - ulega uszkodzeniu, zapaleniom, co powoduje przerwy w treningach, regres wyników. W konkretnych przypadkach to oznacza koniec kariery, dramat życiowy. W nowoczesnym sporcie odporność organizmu na przeciążenia treningowe - bo one się wciąż zwiększają, inaczej nie byłoby postępu - jest kluczową cechą, która bardzo często decyduje o tym, czy zawodnik osiąga sukces, czy nie.

Ktoś, kto zamiast nich ma do dyspozycji zestaw technologiczny, nie uczestniczy w tej samej rywalizacji.

Pistorius w razie awarii może wymienić sobie protezy, zdjąć z górnej półki i założyć. W tej chwili nie powstał żaden przepis mówiący, jakie te protezy mają być, więc może je wymienić na bardziej lub mniej elastyczne, na podudzie sprintera lub długodystansowca.

Widzi pan tylko przewagę Pistoriusa na bieżni nad pełnosprawnymi. Ale chyba są też minusy tego, że nie ma nóg?

- W sportowym sensie? Nie widzę. Może jest jakieś uwarunkowanie psychologiczne, które gra rolę u Pistoriusa sportowca, ale pod względem fizjologii sportu, biomechaniki - nie ma.

Skąd w takim razie taka rozbieżność wniosków naukowców i to wyciąganych po tych samych badaniach. W Houston zespół naukowców szczegółowo testował Pistoriusa w wielu sprawdzianach fizjologii, w tym również podczas krańcowych wysiłków. Dwóch uznało, że Pistorius może mieć nawet 10 s przewagi na 400 m nad zdrowym biegaczem o podobnym poziomie wytrenowania. Czworo innych, że nie posiada żadnej przewagi.

- Nikt z nich nie ma zapewne pełnej racji. Dywagują, nie wiedzą do końca, pracują po omacku - bo takie są zawsze początki pionierskich prac. Prawdopodobnie minie jeszcze wiele lat i wiele badań, zanim da się z precyzją oszacować, ile przewagi - ja osobiście przekonany jestem o przewadze Pistoriusa - ma zawodnik używający pomocy technologicznej nad pełnosprawnym. Mało tego, niezwykłe wyniki Pistorius osiąga jako sportowiec niedotrenowany - co można stwierdzić na podstawie porównań zdjęć sprzed dwóch lat i obecnych.

Pistoriusa przebadano dokładnie, on sam się na to bez problemu zgodził. Rozumiem, że poszczególne federacje sportowe przypadki takie jak on będą rozpatrywać odrębnie i sprawdzać, czy szanse są równe, czy protezy nie dają przewagi technologicznej. Pistorius może więc w ogóle nie stanowić przełomu w sporcie. Jest przypadkiem odrębnym - teraz trudno sobie wyobrazić, że jest na świecie drugi człowiek, który tak jak on używa protez od oseska i czuje się z nimi tak naturalnie, jak zdrowi ze swoimi nogami.

- Nie. Chyba pan nie docenia liczby potencjalnych przypadków. Na świecie jest mnóstwo osób, które zechcą w ten sposób wejść do sportu pełnosprawnych. To po prostu bezsensowny wyłom i mieszanie dwóch porządków. Do tej pory udawało się jakoś ten porządek utrzymywać. Choćby w ten sposób, że maratończycy nie ścigają się w tej samej konkurencji ze sportowcami na wózkach, choć gdyby wgryźć się w temat, być może okazałoby się, że na początku czasy w obydwu kategoriach były bardziej zbliżone niż teraz. Stworzono olbrzymią gałąź sportu paraolimpijskiego, któremu przypadek Pistoriusa dodaje gigantycznej pozytywnej energii.

Ale ten przypadek burzy też pewien porządek - podobnie jak w drugą stronę i na mniejszą skalę robił to przypadek tenisistki stołowej Natalii Partyki. Startowała na igrzyskach i paraigrzyskach z amputowaną ręką - rakietkę trzymała w zdrowej. Na paraigrzyskach zdarza się zresztą, że wyniki są porównywalne z osiągami pełnosprawnych lub je przewyższają, mimo że środki, jakimi dysponują sportowcy niepełnosprawni, są ułamkiem tego, czym dysponują zdrowi olimpijczycy. Tak że może się okazać, że za kilka, kilkanaście lat w finale igrzysk na 400 albo 800 m wystartują tylko oprotezowani.

Dlatego Pistorius to coś większego. Spójrzmy: w sporcie obsesyjnie walczy się o równość szans, standaryzując przepisy, określając normy, widełki. W pływaniu właśnie wycofano się z kostiumów pewnego rodzaju, bo były zbyt zaawansowane technologicznie i rywalizacja w basenie zaczęła niebezpiecznie przypominać wyścig technologii. Standardy sprzętu, strojów obowiązują we wszystkich dyscyplinach sportowych. W przypadku Pistoriusa mamy dopuszczony sprzęt, którym dysponuje tylko on, nie wiemy, jak to działa, z czego jest zbudowane. Czy sędzia dopuszczający Pistoriusa do zawodów ma zbadać jego protezy tak jak sędziowie sprawdzają i metkują kostiumy skoczków narciarskich? Czy ma stemplować te protezy przed sezonem? Czy sędzia ma przejść kurs materiałoznawstwa, aby stwierdzić, czy te protezy są uprawnione? Czy może stosować protezy jednego producenta, czy kilku? Jeśli kilku - bo dlaczego nie może czegoś lepszego o tym samym kształcie i wadze zaproponować konkurencyjny koncern za lepszą cenę - to jaki jest wzór materiałów, które można zastosować?

Jakie jest wyjście z sytuacji?

- Cofnąć decyzję Trybunału Arbitrażowego i utrzymać rozdzielenie rywalizacji sportowców wspomaganych nowoczesnymi technologiami od sportowców dysponujących wyłącznie pełnosprawnym organizmem.

Polacy pod specjalnym nadzorem przed lekkoatletycznymi MŚ »