Sport.pl

Najlepsze mecze w karierze Marcina Gortata w NBA

Marcin Gortat zagrał już 10 sezonów w NBA. Warto przy tej okazji przypomnieć mecze, które były 'kamieniami milowymi' podczas przygody polskiego centra w najlepszej lidze świata. Od początków w Orlando, gdzie był strażakiem grającym pod nieobecność Dwighta Howarda, przez Phoenix, w barwach którego Gortat stawiał czoła Shaq'owi aż do Waszyngtonu, gdzie jest jednym z liderów zespołu.

6. Philadelphia 76 - Orlando Magic 89:114, 30 kwietnia 2009

Marcin Gortat zagrał już 10 sezonów w NBA. Warto przy tej okazji przypomnieć mecze, które były "kamieniami milowymi" podczas przygody polskiego centra w najlepszej lidze świata. Od początków w Orlando, gdzie był strażakiem grającym pod nieobecność Dwighta Howarda, przez Phoenix, w barwach którego Gortat stawiał czoła Shaq'owi aż do Waszyngtonu, gdzie jest jednym z liderów zespołu.

- Marcinie Gortacie, wiemy, kim jesteś. O tego chłopaka będą się latem bić! Otisie Smith, pokaż mu duże pieniądze - apelowali do dyrektora generalnego Orlando Magic komentatorzy TNT po udanych zagraniach Polaka. - Przyszedł do piaskownicy Dalemberta, zjadł jego kanapkę i zabrał jego zabawki. Jest fantastyczny! - mówili.

Magic, pierwszy klub Gortata w NBA, grali w Filadelfii w meczu pierwszej rundy play-off. Prowadzili w niej 3-2, ale w szóstym meczu nie mógł zagrać ich lider, podkoszowa bestia Dwight Howard. Gortat, który w Magic był strażakiem wzywanym w razie pożaru, czyli właśnie absencji Howarda, po raz pierwszy wyszedł w pierwszej piątce w tak ważnym meczu. I nie zawiódł.

W ciągu 40 minut zdobył 11 punktów i miał 15 zbiórek, grał bardzo pewnie. W obronie starał się utrudniać grę nie tylko wysokim, ale i niskim rywalom. Wymusił faul ofensywny rozgrywającego Andre Millera, przeszkadzał w rzutach liderowi Sixers Andre Iguodali, miał aż cztery przechwyty i nie popełniał niepotrzebnych fauli.

A w trzeciej kwarcie pokazał rywalowi z Sixers Samuelowi Dalembertowi, jak powinien grać wszechstronny środkowy. Najpierw potężnie zapakował piłkę do kosza nad nim i Millerem, później wyprzedził Dalemberta w kontrze i zdobył punkty spod kosza. Polak dwukrotnie trafił też do kosza z półdystansu sprzed nosa środkowego Sixers. Chwilę po jego ósmym punkcie w tej kwarcie Magic prowadzili 85:65. Gospodarze już się nie podnieśli.

- Niesamowite uczucie - powiedział po meczu Gortat. - Cały rok był dla mnie trudny, bo granie za Howardem nie jest łatwe. Cieszę się, że pomogłem drużynie, że nie zawiodłem trenera.

5. Washington Wizards - Toronto Raptors 106:99, 24 kwietnia 2015

Marcin Gortat uzyskał 24 punkty i 13 zbiórek, a jego Washington Wizards w meczu pierwszej rundy play-off koszykarskiej ligi NBA pokonali Toronto Raptors 106:99. Po tym zwycięstwie prowadzili w rywalizacji do czterech zwycięstw 3-0.

Polski środkowy rozegrał jedno ze swoich najlepszych spotkań w play-off, pod wieloma względami rekordowe. Był najlepszym strzelcem i drugim asystującym zespołu oraz najlepiej zbierającym i blokującym meczu. Uzyskał siódme double-double w play-off, a pierwsze w tym sezonie (143. w karierze i 23. w bieżących rozgrywkach).

Przebywał na parkiecie 42 minuty, czyli najdłużej, biorąc pod uwagę wszystkie 60 spotkań w play-off, jakie rozegrał. Trafił 11 z 15 rzutów za dwa punkty i dwa z pięciu wolnych, zebrał 11 piłek w obronie i dwie w ataku, miał pięć asyst, cztery bloki, trzy straty i trzy faule. Wyrównał swoje rekordy play-off w liczbie zbiorek defensywnych, asyst i bloków, a 24 punkty to jego drugie osiągnięcie po 31 uzyskanych w meczu z Indiana Pacers 13 maja 2014 na wyjeździe, wygranym przez Wizards 102:79.

To nie Gortat był jednak największym bohaterem tamtego meczu, a Paul Pierce. 37-letni wówczas weteran na 16,3 sekundy przed jego zakończeniem, przy prowadzeniu gospodarzy 102:99, trafił trzypunktowy rzut tuż przed upłynięciem czasu na przeprowadzenie akcji i doprowadził do dogrywki.

4. Phoenix Suns - Boston Celtics 88:71, 28 stycznia 2011



Suns, do których Gortat przeszedł ledwie miesiąc wcześniej, byli w kryzysie. Mieli bilans 21-24, a podejmowali świetnych wówczas Celtics, którzy mieli 35 zwycięstw i 11 porażek. Ale w Phoenix przegrali, a po meczu to Gortat, a nie Shaquille O?Neal, Kevin Garnett czy Paul Pierce z Celtics, nie Steve Nash, Grant Hill czy Vince Carter z Suns, udzielał wywiadów na żywo telewizjom i stacjom radiowym.

Bo zagrał świetnie, w pierwszej kwarcie wychodziło mu wszystko - dobitki, wsady, rzut z półdystansu. Polak spudłował co prawda dwa z czterech wolnych, ale w ostatniej sekundzie kwarty trafił za trzy! Suns prowadzili aż 30:16, a Gortata i spółkę żegnała owacja na stojąco. Zieloni fani Celtics, na początku meczu zaskakująco głośni i widoczni, przycichli.

Gortat był w tym meczu rezerwowym, to były czasy, gdy Polak był zmiennikiem Robina Lopeza. Ale zdobył aż 19 punktów, czym pobił ówczesny polski rekord w NBA, czyli 17 punktów Macieja Lampego. Gortat miał też 17 zbiórek i dobrze grał w obronie.

W drugiej kwarcie stanął naprzeciwko Shaqa, o rywalizacji z którym przed meczem mówił tak: - Pamiętam słowa trenera Stana Van Gundy'ego z Orlando, który mówił nam, że w grze przeciwko Shaqowi nie ma znaczenia postawa obronna, rotacja, siła czy zastawienie. Liczy się tylko to czy masz jaja, żeby się z nim bić.

I Gortat pokazał, że je ma. Wielki weteran zdobył przeciwko Polakowi dwa punkty, ale potem musiał oddać piłkę, bo Gortat utrzymał pozycję, chwilę później nadział się na blok Polaka.

Po wygranym meczu Gortat promieniał, chwalili go wszyscy. - Rozumiemy się coraz lepiej, on ma wszystko, co trzeba, aby grać na dobrym poziomie.

3. Toronto Raptors - Washington Wizards 129:134, 27 lutego 2014



W tym spotkaniu Gortat przekroczył granicę 30 punktów - w zakończonym dopiero po trzech dogrywkach spotkaniu rzucił ich 31, dodał do tego 12 zbiórek i cztery bloki. Polak grał aż 51 minut i był ojcem zwycięstwa zespołu trenera Randy'ego Wittmana. Wprawdzie rozpoczął spotkanie od pięciu niecelnych rzutów, ale od momentu gdy wreszcie trafił w ostatniej minucie pierwszej kwarty, partnerzy mogli na niego liczyć, i w ataku, i w obronie.

Także w decydujących momentach - Gortat najpierw popisał się w końcówce czwartej kwarty, gdy zdobył ostatnie sześć punktów zespołu, w tym po zbiórce w ataku i dobitce na 5,2 s przed syreną, doprowadzając do remisu 106:106. Uratował też dogrywkę dla drużyny, skutecznie przeszkadzając w ostatniej akcji rywali atakującemu kosz Kyle'owi Lowry'emu.

W podobnej sytuacji pod koniec pierwszej dogrywki, przy wyniku 114:114, przeszkodził w skutecznym rozegraniu akcji Wenezuelczykowi Greivisowi Vasquezowi, który podał niecelnie. W kolejnym dodatkowym fragmencie gry dwa razy zablokował litewskiego środkowego gospodarzy Jonasa Valanciunasa. Sam w ostatnich dziesięciu minutach zdobył siedem punktów. Szczególnie ważna była akcja z faulem i dodatkowym celnym rzutem wolnym, która doprowadziła do remisu 127:127 na 1.45 min przed końcem trzeciej dogrywki.

Od tego momentu solidnie broniący Wizards pozwolili rywalom zdobyć tylko dwa punkty, sami uzyskując siedem. Gortat usiadł na ławce po szóstym faulu na 56 sekund przed ostatnim gwizdkiem sędziów.

2. Los Angeles Lakers - Phoenix Suns 139:137, 22 marca 2011



Cóż to był za mecz Suns! Miejsce - nieopodal Hollywood. Rywal - jeden z najsłynniejszych klubów USA. Gwiazda - przede wszystkim Kobe Bryant, ale także Pau Gasol, Steve Nash. A wśród nich - Gortat, który zdobył 24 punkty i miał 16 zbiórek. Komentatorzy znów nie mogli się nachwalić Polaka. Kevin McHale mówił o nim tylko dobrze - że biega, że broni, że robi sobie miejsce pod koszem, że skutecznie wykonuje rzuty wolne...

W trzeciej kwarcie wydawało się, że Lakers ten mecz łatwo wygrają - zaczęli bronić na najwyższym poziomie, zatrzymali szybkie ataki zespołu z Phoenix. Po trójce Bryanta prowadzili już różnicą 21 punktów (89:68) i kontrolowali spotkanie. Wtedy Suns się przebudzili. Steve Nash trafił trzy kolejne trójki, później cztery ważne punkty zdobył Polak, a jeszcze trzy punkty z dystansu dorzucił Channing Frye i przed czwartą kwartą Suns mieli do odrobienia zaledwie dziewięć punktów. I odrobili!

Pierwszą dogrywkę rewelacyjnie rozpoczął Gortat. Polak zdobył sześć pierwszych punktów dla Suns, w tym po efektownym wsadzie z podania Steve'a Nasha na 36 sekund przed końcem. W drugiej dogrywce Gortat m.in. zablokował Bryanta, ale lider Lakers to jeden z najlepszych koszykarzy na świecie - zdobył w tym meczu 42 punkty, poprowadził swój zespół do wygranej.

Ale już Gasol nie miał łatwo, bo Gortat był aktywny na deskach i solidny w obronie. Hiszpan, by zdobyć punkty przeciwko Polakowi, musiał się niesłychanie natrudzić, rzucał przez ręce, każdy rzut musiał sobie wyrwać. Gasol zdobył 24 punkty, ale trafił tylko 9 z 25 rzutów. Gortat, w tym meczu znów tylko rezerwowy, miał 9/15. Grał 53 minuty.

1. Indiana Pacers - Washington Wizards 79:102, 13 maja 2014



Gortat, który w dwóch poprzednich meczach play-off w 2014 roku z Pacers był niemal niewidoczny, zagrał najlepszy mecz w karierze. W spotkaniu, które decydowało o być albo nie być zespołu, w ataku był niemal bezbłędny, w zbiórkach dominował, a w obronie był nie do przejścia.

Rzucił 31 punktów, co wciąż jest jego rekordem w play-off i wyrównaniem rekordu z sezonu zasadniczego. Do tego dołożył 16 zbiórek (także rekord w play-off), dwie asysty, przechwyt i blok. Został pierwszym graczem drużyny z Waszyngtonu od 27 lat, który mecz play-off zakończył z przynajmniej 30 punktami i 15 zbiórkami. Poprzednim, który tego dokonał, był Moses Malone, trzykrotny MVP ligi.

Polak był nie do zatrzymania, a Wizards to wykorzystywali. Już do przerwy miał 17 punktów i 11 zbiórek. Od samego początku trafiał po akcjach tyłem do kosza, półhakami, po zagraniach pick and roll. Niemal się nie mylił - trafił 13 z 15 rzutów z gry, wykorzystał pięć z siedmiu rzutów wolnych. W walce o zbiórki królował - na początku czwartej kwarty, gdy schodził z boiska, miał jedną zbiórkę więcej niż cały zespół Pacers (16:15). Ostatecznie gospodarze zebrali 23 piłki, a Wizards w sumie 63.

Bez Gortata Wizards by tego meczu nie wygrali, w tej chwili mogliby już planować wakacje.

Więcej o: