Gdy dwa miesiące temu Urlep ogłaszał skład kadry, zabrakło w niej dwóch koszykarzy, którzy pomogli drużynie wywalczyć awans - skrzydłowego Jeffa Nordgaarda i środkowego Kordiana Korytka. W sytuacji, w której nie ma w kadrze Gortata i Lampego, szczególnie sporym wzmocnieniem byłby ten drugi. Występujący na co dzień w barwach Kagera Gdynia Korytek wie jednak, że na telefon od Urlepa nie ma co liczyć.
- Rok temu, gdy drużyna była w potrzebie, zaryzykowałem wszystko i przyjechałem na zgrupowanie. Nie miałem jeszcze podpisanego kontraktu, ale zgodziłem się pomóc, bo trener mnie o to prosił. Po wrześniowych eliminacjach już nie zadzwonił. I wiem, że nie zadzwoni, bo honor mu na to nie pozwala - mówi Korytek w rozmowie z "Życiem Warszawy".
Koszykarz nie kryje urazy do Urlepa i zapowiada wyjazd do Hiszpanii, ale w innym charakterze.
- Mam żal do Urlepa, że najpierw namawiał mnie na kadrę i grę w Śląsku,a potem zerwał kontakt. To kwestia kultury osobistej. Mam w kadrze wielu przyjaciół i planuję wyjazd w roli kibica - stwierdził Korytek.
W takiej samej sytuacji jak Korytek znalazł się Nordgaard, który w kadrze był zmiennikiem kontuzjowanego Roszyka.
Posługujący się podwójnym obywatelstwem Amerykanin podziela zdanie swojego kolegi.
- Urlep nie zadzwoni. On zna się na koszykówce i widzi, w jak trudnej sytuacji się znalazł, ale ma przekonanie o tym, że jak raz podejmie decyzję, to nie może jej zmienić. - rozkłada ręce Nordgaard.