Sport.pl

Koszykówka. Kompania braci, czyli drużyna wyjątkowa

Młodzieżowa reprezentacja Polski, której trzon stanowią koszykarze urodzeni w 1993 roku, już trzeci sezon z rzędu olśniewa i grą, i wynikami. "Chłopaczki", jak mówi o swoich zawodnikach trener Jerzy Szambelan lub "Kompania braci", jak nazwał ostatnio siebie i kolegów kapitan zespołu Michał Michalak, to w polskiej koszykówce drużyna wyjątkowa.
W 2009 roku doszli do półfinału mistrzostw Europy do lat 16 - w turnieju na Litwie zajęli ostatecznie czwarte miejsce. Rok później jak burza szli przez mistrzostwa świata do lat 17 - w Niemczech przegrali tylko jeden mecz. Ten ostatni, czyli finał z USA, którzy demolowali każdego rywala.

Teraz - będąc drużyną o rok młodszą niż przeciwnicy - zapewnili sobie miejsce w ćwierćfinale MŚ do lat 19 na Łotwie. Pod koniec lipca będą faworytem ME do lat 18, które odbędą się we Wrocławiu. Młodzi Polacy kroczą od popisu do popisu, od zwycięstwa do zwycięstwa. Od 2009 roku w meczach mistrzowskich mają bilans 16-6.

Ekscytowanie się wynikami drużyn młodzieżowych bywa jednak niebezpieczne - w rywalizacji nastolatków, w młodzieżowym sporcie w ogóle, wygrywanie nie jest albo przynajmniej nie powinno być celem samym w sobie. Trenerzy, zamiast prowadzić zawodników od zwycięstwa do zwycięstwa w każdym meczu i turnieju, powinni skupiać się na detalach, dbać o indywidualny rozwój graczy, pracować nad tym, by kilku z nich stało się kiedyś kluczowymi postaciami pierwszej reprezentacji. Wyniki juniorów są sprawą drugorzędną, a sportowymi potęgami są te kraje, które potrafią z talentów zrobić klasowych graczy i zwyciężać w dorosłym sporcie.

Nie jest jednak tak, że wyniki juniorów w ogóle nie mają znaczenia. Przeciwnie - mają ogromne! Jasne jest przecież, że zawodnicy prezentujący dobry poziom muszą szukać nowych wyzwań, muszą rywalizować z lepszymi od siebie. Ba, nie tylko rywalizować, ale uczyć się wygrywać. Krok po kroku przekonywać się, że praca z treningów daje efekty w warunkach bojowych. I to warunkach jak najtrudniejszych - na mistrzostwach Europy i świata, gdzie pojawiają się i presja, i kibice, i własne ambicje. Aby w przyszłości stać się dobrymi liderami reprezentacji seniorów Mateusz Ponitka i Michał Michalak muszą już teraz brać odpowiedzialność za wyniki ambitnej drużyny, która chce pokonać każdego rywala. W świetnie funkcjonującej drużynie Szambelana mają ku temu okazję i na razie często ją wykorzystują.

Pogoń za zwycięstwem, za triumfem może być jednak pułapką, jeśli dążenie do wygranej zmieni się w podporządkowywanie wszystkiego sukcesowi drużyny. Jeśli będzie bezwzględnym parciem na medal kosztem zdrowia i umiejętności młodych zawodników. Reprezentacja Szambelana z taką pokusą zmagać się może, bo z racji braku sukcesów jakiejkolwiek innej polskiej drużyny młoda "Kompania Braci" odpowiada na zapotrzebowanie na sukces kibiców i całego koszykarskiego środowiska w Polsce. Czy uda jej się tej pokusie przeciwstawić?

Wnikliwy rzut oka na funkcjonowanie drużyny Szambelana mógłby rodzić takie obawy - dobra organizacja, wykorzystywanie turniejów dla starszych roczników jako przetarcia przed imprezami priorytetowymi, dokładne rozpracowywanie przeciwników, skauting rozkładający na czynniki pierwsze ich atuty, umiejętność zrewanżowania się rywalowi mocnym faulem za niesportowe zagranie w stosunku do kolegi w sytuacji, gdy prowadzi się różnicą ponad 20 punktów...

Ale czy przypadkiem właśnie nie tak powinno wyglądać przygotowanie młodych koszykarzy do zawodowego sportu, w którym o prawdziwym sukcesie coraz częściej decydują detale? Czy właśnie nie tak powinna przebiegać nauka wygrywania? Utalentowani zawodnicy mają przecież nie tylko dobrze grać, oni muszą także zwyciężać! Wydaje się, że właśnie tego uczy ich doświadczony Szambelan, który wychował już niejedno pokolenie koszykarzy - trener lubi powtarzać, że na początku pracy z rocznikiem '93 poinformował zawodników, że wymaga bezwzględnego przestrzegania sześciu zasad: słuchania, dyscypliny, pokory, pracy, zaangażowania i ambicji.

Młodziutcy Ponitka, Michalak, Przemysław Karnowski i spółka te zasady przyjęli bez wahania i być może z tego względu są jedną z niewielu, a być może nawet jedyną polską reprezentacją, która ma stabilny skład, ustalone i akceptowane hierarchię i podział ról, a także styl, w którym gra zaczyna się od twardej obrony, a kończy na zespołowym i odważnym ataku. Kapitan Michalak w prostych, ale znaczących słowach mówił w udzielanym po angielsku wywiadzie po jednym z meczów na Łotwie, że siłą jego drużyny jest to, że koszykarze grają ze sobą od kilku lat, świetnie się znają, walczą jeden za drugiego. Pół żartem, pół serio nazwał swój zespół właśnie "Kompanią braci".

I kto wie, może właśnie to ta grupa będzie zalążkiem lepszych czasów w polskiej koszykówce? Deklaracje i ruchy selekcjonera Alesa Pipana i menedżera reprezentacji Waltera Jeklina wskazują na chęć zaszczepienia kadrze seniorów właśnie tych wartości, które są obecne u juniorów - chęci gry, podporządkowania się grupie, dbałości o szczegóły. Ideałem byłoby, gdyby każda z reprezentacji - od seniorów po tą do lat 16 - działała według podobnych zasad. Ustalonych, przewidywalnych, ułatwiających adaptację po pokonaniu kolejnego etapu.

Sęk w tym, że młodzieżowa "Kompania" prawdziwy test przejdzie dopiero wtedy, kiedy "Kompanią" być przestanie. Za kilka lat po juniorskich czasach pozostanie tylko wspomnienie. Po skończeniu szkoły, po przeprowadzce, po zmianie klubu, po podpisaniu kontraktu i zarobieniu pierwszych poważnych pieniędzy Ponitka, Michalak, Karnowski, Piotr Niedźwiedzki i reszta błyskotliwych obecnie koszykarzy będzie musiała dostosowywać się do hierarchii i podziału ról w nowych klubach. Wstrząsy mogą być mniejsze lub większe, a reakcje zawodników lepsze lub gorsze. Dzisiejsze talenty za kilka lat mogą być zmanierowanymi graczami przeciętnej ligi.

Na razie przygotowanie do tego, by wyjście spod klosza obyło się bez szoku, wydaje się jednak przebiegać zgodnie z najlepszym planem.

Więcej o: