Takich spotkań bez stawki wszyscy trenerzy zawsze się obawiają. Ileż mamy przykładów z historii, z różnych hal, czy stadionów, gdzie pojedynki "o pietruszkę" nie kończą się tak jak wszyscy by sobie życzyli. Niestety w środę pech dopadł ekipę KSSSE AZS PWSZ. Gorzowianki zagrały z Lotosem w Gdyni bardzo dobry mecz. Bez problemów, na zakończenie sezonu zasadniczego, rozbiły aktualne mistrzynie Polski 76:54. Byłoby naprawdę pięknie, gdyby nie zdarzenie z końcowej fazy spotkania...
W 3. min czwartej kwarty Kasi Dźwigalskiej odbiera piłkę Erin Phillips. Australijka biegnie na nasz kosz, a gorzowianka, znana z tego, że nigdy nie odpuszcza, ambitnie próbuje jeszcze coś zdziałać. W końcu fauluje rywalkę. Phillips przypadkowo spada na prawą stopę rozgrywającej akademiczek. Dźwigalska, z pomocą Izy Piekarskiej i masażysty Roberta Brałki, opuszcza boisko z grymasem bólu, za chwilę do nogi przykłada lód. Z twarzy trenera Dariusza Maciejewskiego uśmiech znika na dobre. - Taki mecz chcesz skończyć zwycięsko, ale przede wszystkim bez kontuzji - opowiadał nasz szkoleniowiec po meczu. - Niestety to drugie nam się nie udało. Teraz mam w głowie tylko zdrowie Kasi. Oby to nie było nic poważnego.
Końcówkę meczu w Gdyni rozgrywamy bez "jedynki" - nasz szkoleniowiec oszczędza Sam Richards, bo urazy obu rozgrywających przed najważniejszą częścią sezonu to byłaby już prawdziwa tragedia. Wczoraj od ósmej rano Dźwigalską zajmują się gorzowscy lekarzy, a drużyna czeka na diagnozę jak na wyrok. Wieści nie są tragiczne: nie ma złamania, nawet pęknięcia. Występ rozgrywającej w sobotę jest wykluczony. Za to 30 marca - wtedy wystartują półfinały play-off - bardzo możliwy. - Musimy być dobrej myśli, wierzyć, że Kasia szybko dojdzie do pełni sił - stwierdził Maciejewski. - Wypada nam "jedynka", Polka do rotacji, bez niej cały sezon może pójść na marne. W nocy nie zmrużyłem oka i wciąż się niepokoję, bo to pierwszy uraz w karierze tej dziewczyny. Mam nadzieję, że organizm sprawnie sobie z nim poradzi.
W ćwierćfinałowej serii do dwóch zwycięstw zagramy z ROW Rybnik. Zaczynamy w sobotę o godz. 18 u siebie. Wybijmy sobie z głowy łatwy sukces, taki jak w lutym w Pawłowicach (tam ROW rozgrywa mecze jako gospodarz) - 85:49 dla KSSSE AZS PWSZ. To jest play-off, gra o wszystko. - Wiedząc o naszych kłopotach rywalki na pewno poczują krew - zakończył nasz trener. - W piątek na treningu zdecydujemy z jakich rozwiązań skorzystamy w tym pojedynku i pewnie w całej serii. Będą to zupełnie nowe ustawienia, być może także z pomocą najmłodszych zawodniczek. Życie przed decydującymi grami nas nie rozpieszcza, ale może na koniec walki w play-off, z Kasią w składzie, będziemy pełni szczęścia.
Ćwierćfinałowe terminy:
sobota 20 marca (godz. 18): KSSSE AZS PWSZ - ROW Rybnik;
środa 24 marca: ROW - KSSSE AZS PWSZ;
ewentualnie sobota 27 marca: KSSSE AZS PWSZ - ROW.