Sport.pl

Tauron Basket Liga w Warszawie. Taka liga kibiców nie interesuje

Co najmniej tysiąc osób z Warszawy i okolic po kilka razy w tygodniu gra w koszykówkę i zarywa noce, żeby oglądać NBA. Na mecze Polonii większość z nich chodzić jednak nie chce. Dlaczego?
Kuba, lat 34, pracuje w korporacji. W koszykówkę gra trzy razy w tygodniu, ogląda tyle samo meczów NBA. Polską Tauron Basket Ligą (TBL) nie interesuje się w ogóle, na Polonii nie był nigdy. - Upewniam się czasem w telewizji, że liga jest słaba. Na chodzenie na mecze szkoda mi czasu - mówi.

Tomek, lat 35, prowadzi firmę informatyczną - w kosza gra cztery razy w tygodniu, ogląda, w większości na żywo, po cztery mecze NBA i Euroligi, którymi się pasjonuje. Interesuje się też polską ligą, ale na meczu Polonii był ostatnio dwa miesiące temu, gdy grała z Prokomem. - Koliduje mi to z moim graniem, przed halą ciężko zaparkować samochód, a na atrakcyjnym meczu trudno znaleźć miejsce na trybunach. Szczególnie gdy przyjdzie się z małym dzieckiem - mówi.

Piotrek, lat 29, pracuje w dziale IT, w koszykówkę gra regularnie, ogląda NBA. Na Polonii nie był nigdy. - Słaba reklama i rozpropagowanie, brak identyfikacji z drużyną - tłumaczy.

Bartek, lat 30, marketingowiec. Zdarza mu się obejrzeć nawet do dziesięciu meczów NBA w tygodniu, sam gra w kosza co drugi dzień lub częściej. Na Polonii był raz. - Dawno temu, na Torwarze, na meczu play-off ze Śląskiem. Teraz zupełnie mnie to nie interesuje - mówi.

Stracone pokolenie?

Ludzi żyjących koszykówką są w Warszawie setki, a pewnie nawet tysiące. Do gry w czterech amatorskich ligach (WNBA, UNBA, Ursus, Megasport) zgłosiło się w ostatnich miesiącach 1,2 tys. osób - część gra w kilku ligach równolegle, co tę liczbę zaniża, ale z drugiej strony są też tacy, którzy w koszykówkę grają regularnie poza tymi rozgrywkami. Wśród nich jest wielu fanów NBA, niewielu TBL.

Dlaczego? Bo poziom polskiej ligi jest słaby, brakuje jej gwiazd, wyrazistych Polaków, atrakcji pozameczowych, a transmisje w TVP Sport są o dwa poziomy gorsze od piłkarskich w Canal+ lub siatkarskich w Polsacie. "Dzisiejszy telewidz jest wymagający. Nie będzie oglądał dziadowsko zrealizowanego programu" - napisał mi w dyskusji na blogu jeden z kibiców, który akurat ligą polską interesuje się bardziej niż NBA.

To problemy całej ligowej koszykówki, a nie stricte Polonii, ale warszawski klub - jedyny regularnie grający w ekstraklasie w regionie - nie zrobił w ostatnich latach wiele, aby przyciągnąć do siebie ludzi urodzonych na przełomie lat 70. i 80., którzy załapali się na koszykarski boom wywołany jordanowską erą w NBA i pamiętają ekscytację mistrzowskimi zapędami drużyny z Pruszkowa rywalizującej ze Śląskiem.

"Samolot" nie przyleciał

Ostatnie wizjonerskie działania Polonii z myślą o przyciągnięcie kibica, to 2004 r. i próba przedłużenia kontraktu z Vincentem Jonesem - "Samolotem" - jednym z najbardziej efektownych graczy w historii klubu, a nawet całej ligi, którego w drużynie sięgającej po brązowy medal oglądało po 4,5 tys. osób na Torwarze. Trener Wojciech Kamiński nie był zwolennikiem fruwającego Amerykanina, jego umiejętności oceniał nisko, ale uległ naciskom sponsorów i prezesów. "Samolot" - niestety - na przylot się nie zdecydował.

Niedługo potem Polonia pogrążyła się w walce o utrzymanie i od sześciu lat kisi się w hali Koło - jednym z najgorszych obiektów goszczących obecnie ekstraklasowe drużyny. Nie jest winą "Czarnych Koszul", że Warszawa fajnej pięciotysięcznej hali nie ma, nie jest winą klubu, że siermiężny Torwar, hala antywidowiskowa, był nieprzygotowany na koszykarskie starcie Polonii z Prokomem w styczniu. Ale z drugiej strony - jak Polonia chciałaby go wypełnić?

Z frekwencją "na Kole" bywa różnie - na meczach z silniejszymi rywalami na trybunach siada ponad tysiąc osób, na tych słabszych - kilka marnych setek. Polonia - akcją "Uśmiechnij się na sportowo" - zaczęła przyciągać na spotkania dzieci z domów dziecka i ośrodków specjalnych. Za to klubowi należą się brawa, ale problemem Polonii są wciąż ci, którzy na jej mecze nie chodzą.

Tradycja to za mało

Ostatnie poważniejsze badania profilu kibica "Czarne Koszule" robiły na Torwarze w medalowych latach 2004-05. W kolejnych sezonach, po finansowym krachu, kiedy najważniejsze było utrzymanie i spłacanie długów, klub nie zaprzątał sobie głowy przyciąganiem fanów. Wśród potencjalnych kibiców powstała dziura, wiele z przepytywanych przeze mnie osób grających w Warszawie w kosza nie potrafi wymienić żadnego polonisty!

Kiedy w październiku napisałem, że Polonia rozpoczyna kolejny sezon walki o przetrwanie, o tym, że marazm w stołecznym klubie trwa już pięć lat, prezesi klubu Piotr Pawlak i Wojciech Kozak poprosili o spotkanie. Rozmawialiśmy blisko dwie godziny - o specyfice Warszawy, która nie ma odpowiedniej hali, o jej mieszkańcach, którzy na weekend wyjeżdżają, o niezliczonych atrakcjach - ciekawszych niż mecz koszykówki - czekających na tych, którzy zostają. O niechęci sponsorów, których prezesi odwiedzili bez liku, o słabej kondycji całej ligi itd.

W końcu spytałem prezesów, jak zareklamowaliby mecz "Czarnych Koszul", dlaczego warto przyjść na Polonię? - Bo mamy bogatą tradycję - odpowiedział Pawlak. Załamałem ręce. Pielęgnować tradycję przyjdzie kilkaset osób, tysiące trzeba umieć zachęcić inaczej.

Jak? Najprościej, czyli aktywną współpracą z ligami amatorskimi - urządzeniem wspólnego konkursu wsadów tuż przed meczem Polonii czy spotkaniem reprezentacji tych lig z drużyną złożoną z koszykarzy, trenerów i kibiców "Czarnych Koszul". Tymczasem, jak mówi prezes WNBA Rafał Nowakowski, jedyna interakcja, czyli przekazywanie puli biletów dla koszykarzy amatorów, ze strony "Czarnych Koszul" skończyła się pięć lat temu.

Jak przeszkadza szyld?

Część amatorów z warszawskich lig zauważa też jednak inny problem - nazwę "Polonia". Dla wielu mieszkańców Warszawy "Czarne Koszule" są "tym drugim" klubem po Legii, w porównaniu z nią mają garstkę kibiców. Cytat z bloga: "Jak ktoś, kto śledzi od dziecka grę piłkarskiej Legii może iść na mecz i skandować »Polonia! «? [...] Iść i obejrzeć mogę. Kibicować? Wątpię. Niech się nazywają Warszawianka, Syrenka czy jak tam sobie chcą, ale nie Polonia. [...] Już bardziej kibicuję siatkarskiej Politechnice, chociaż siatkówką tak bardzo się nie interesuję. Ale z nimi czuję się jakoś bardziej związany, jako że skończyłem tą uczelnię".

Nie jest to głos pojedynczy, choć medalowe sezony i wypełniony przed kilku laty Torwar jasno wskazują na to, że dobry poziom drużyny bierze górę nad niechęcią do jej szyldu.

Kibiców koszykówki w Warszawie jest wielu, i to w różnym wieku, bo przecież są też tacy, którzy pamiętają 20 medali (w tym siedem złotych!) Legii, AZS AWF i Polonii z lat 50. i 60. Problem w tym, że i młodszych, i starszych obecna Polonia po prostu nie interesuje.

PS Władze ligi nigdy nie zrobiły badań, w których szukałyby odpowiedzi na pytanie: "Dlaczego kibice koszykówki nie interesują się polską ligą?". Chciały zrobić to w obecnym sezonie, ale zabrakło im pieniędzy.

Zapraszam do dyskusji lukaszceglinski.blox.pl