Sport.pl

Kariera Michaela Ansley'a, czyli z NBA do amatorskiej WNBA

Na przełomie lat 80. i 90. rozegrał 149 meczów w NBA, występował w czołowych ligach Europy, był gwiazdą w Polsce. Od niedawna 44-letni Michael Ansley gra w Warszawskim Nurcie Basketu Amatorskiego.
Dwie dekady temu, kiedy w Warszawie przymierzano się do założenia ligi amatorskiej, Ansley kończył występy w NBA - w latach 1989-92 dla Orlando Magic, Philadelphia 76ers i Charlotte Hornets rzucał po 6,9 punktu, miał po 4,2 zbiórki. Po grze w najlepszych ligach Europy, w 2000 roku trafił do Polski.

W WNBA grało w poprzednich latach wielu byłych koszykarzy ligowych, występowali w niej nawet reprezentanci Polski (np. Jacek Łączyński), ale transfer "Big Mike'a" przebija wszystkie poprzednie! Smaki Podkarpacia, beniaminek I ligi, namówił na występy Ansleya, który jeszcze na początku poprzedniego sezonu występował w Polonii Warszawa i w Sportino Inowrocław w Tauron Basket Lidze.

- Zawodową karierę zakończyłem rok temu, wiem, że to już był ten czas - mówi "Gazecie" Ansley. - Wydawało mi się, że dotrwam do 45 lat, ale wystarczy. Świetnie grało mi się w Polsce, w żadnej innej lidze nie było mi tak dobrze - dodaje Amerykanin, który występował w Sopocie, Krakowie, Zgorzelcu, Ostrowie Wlkp., Kwidzynie, Warszawie i Inowrocławiu.

W WNBA gra na razie w kratkę. Mierzący 206 cm wzrostu i ważący grubo ponad 100 kg Ansley od dawna nie słynął z dynamiki, teraz rusza się jeszcze wolniej - nie biega do kontrataków, unika walki pod koszem, truchta na obwodzie, oszczędza nogi. W pierwszym spotkaniu zdobył 17 punktów, w drugim spudłował cztery rzuty. - Poziom jest niezły, chłopaki naprawdę się starają, dają z siebie wszystko - mówi pytany o poziom ligi.

W lidze amatorskiej Ansley wzbudził zainteresowanie - na drugim spotkaniu Smaków Podkarpacia specjalnie dla niego pojawiło się kilkadziesiąt osób i kilku fotoreporterów. A Amerykanin lubi zainteresowanie - w ekstraklasie porównywaliśmy go do Shaquille'a O'Neala lub Charlesa Barkleya nie tyle z racji postury, ile przede wszystkim gadatliwości, interakcji z kibicami itp.

Jak Ansley trafił do ligi amatorskiej? Smaki Podkarpacia, w których grają m.in. dziennikarze koszykarscy, szukały "transferu z klasą" - w poprzednich sezonach w drużynie grał m.in. mierzący 220 cm Janusz Mysłowiecki, który zaliczał epizody w ekstraklasie. Ansley ma go zastąpić.

- Zadzwonił do mnie znajomy i spytał, czy chciałbym się poruszać. Ufam mu, więc od razu się zgodziłem - opowiada Ansley, który nie wiedział, że przed nim grał Mysłowiecki i bardzo się zdziwił, kiedy otrzymał strój pasujący do jego gabarytów.

"Big Mike" szybko zapalił się do gry, przed drugim meczem już pół godziny wcześniej rozgrzewał się indywidualnie. Po słabszym występie, w którym nie zdobył żadnego punktu, zapowiedział, że zacznie przychodzić na treningi, aby porzucać. Na razie jeszcze nie przyszedł...

Liga amatorska to dla Ansleya jednak także wyzwanie - po pierwszym meczu Amerykanin zrzucił z siebie brudną koszulkę na podłogę w szatni, ale po chwili się zreflektował i upewnił pytającym tonem: - Panowie, stroje to pierzemy sobie sami, tak?

Ansley zadomowił się w Polsce, niedawno się ożenił i mieszka w Warszawie. Chce starać się o polski paszport i mówi nawet, że myśli o ściągnięciu kiedyś do tutejszej ligi swoich synów - 24-letniego Michaela (skrzydłowy o wzroście 201 cm) i 18-letniego Antonio (rozgrywający, 185 cm), którzy obecnie grają w szkołach w USA.

Po zakończeniu kariery nie ma żadnego zajęcia. - Po prostu cieszę się emeryturą. Grałem zawodowo ponad 20 lat, rok sobie odpocznę, ale w następnym sezonie chciałbym zająć się trenowaniem - zapowiada. Jak się czuje jako pierwszy zawodnik amatorskiej WNBA z przeszłością w NBA? - Koszykówka to koszykówka. Staram się dobrze bawić i trzymać formę.