Mecz Gwiazd PLK. Slash, mistrz Polski we wsadach: Nikt nie może mi zagrozić

Emil

Emil "Slash" Olszewski (Fot. Archiwum prywatne Emila Olszewskiego)

Nazywa się Emil Olszewski, ma 25 lat, 189 cm wzrostu, gra w jednej amatorskich lig w Warszawie i... jest pierwszym człowiekiem z Europy, który wsadził piłkę do kosza robiąc wcześniej dwa obroty w powietrzu. Czy wygra konkurs wsadów podczas niedzielnego Meczu Gwiazd PLK w Kaliszu? On w to wierzy. Uwaga, nadlatuje "Slash"!
Zczuba.tv: Zobacz, co potrafi zrobić w powietrzu Slash

W niedzielę w Kaliszu odbędzie się Mecz Gwiazd PLK, podczas którego rozegrany zostanie m.in. konkurs wsadów. Wystąpią w nim najbardziej efektowni koszykarze Tauron Basket Ligi - Eddie Miller, Cameron Bennerman, Tony Easley, Bryan Davis i Ted Scott.

- Widziałem, co oni potrafią. Żaden z nich nie może mi zagrozić - odważnie deklaruje jednak Emil "Slash" Olszewski, aktualny mistrz Polski we wsadach, który weźmie udział w sobotnich preeliminacjach dla amatorów. Jeśli je przejdzie, to w niedzielę zmierzy się z Amerykanami w Arenie Kalisz. Transmisja eliminacji do finału od 17 na sport.tvp.pl. Mecz pokaże na żywo TVP Sport od 17.50.

Łukasz Cegliński: Kiedy wykonałeś swój pierwszy wsad?

Emil "Slash" Olszewski: W wieku 15 lat. Miałem wtedy 179 cm wzrostu, kolega podrzucił mi piłkę, wsadziłem ją po wybiciu z dwutaktu. Nic specjalnego, taki klasyczny pierwszy wsad.

Kto ci wtedy najbardziej imponował, jeśli chodzi o wsady?

- Vince Carter, Toronto Raptors, 1998 rok. Był moim największym idolem, zresztą jest nim po chwilę obecną. Wiadomo, że Carter nie gra już w NBA pierwszych skrzypiec, że nigdy nie zdobył mistrzostwa, ale dla mnie to jest ciągle koszykarz nr 1. A teraz na dodatek Marcin Gortat jest jego klubowym kolegą, więc dla mnie to pełnia szczęścia.

Idoli wśród dunkerów mam jednak trzech - na pierwszym miejscu jest Carter, a za nim Kadour Ziani [Francuz nazywany "The Godfather of Dunk"], który został okrzyknięty najlepszym dunkerem na świecie, bo mierzy tylko 178 cm wzrostu, a jego dosiężny wyskok to aż 146 cm. Jest kreatorem, wymyślił wiele wsadów. Mój trzeci idol to Earl "The Goat" Manigault - zawodnik z lat 70., z asfaltowych boisk Nowego Jorku, który nigdy nie dotarł do NBA.

Masz wyskok wrodzony czy wytrenowany?

- Raczej wrodzony. Jak każdy wyskok trenowałem, ale jestem leniem i nie przykładałem się za bardzo do tych ćwiczeń. Teraz mam 25 lat i trochę tego żałuję, trochę zaczynam nad wyskokiem pracować.

Ile masz wyskoku dosiężnego?

- Nie wiem, nigdy nie mierzyłem.

A wolisz skakać z dwóch czy z jednej nogi?

- Z dwóch.

Bo jest łatwiej zrobić ewolucję?

- Wszystko zależy od konkretnego wsadu, ale też indywidualnych preferencji. Ja, jak chyba każdy, zaczynałem wybijać się z jednej nogi, ale potem przeszedłem na dwie, gdzie wybijałem się po sekwencji prawa-lewa. Kiedy jednak okazało się, że mam nowotwór lewej nogi i nie mogę jej tak obciążać, zmieniłem kolejność na lewa-prawa.

Czy istnieje podział wsadów?

- Oczywiście! Są power dunki, czyli wsady, w których najważniejsza jest jak największa siła, a także wysokość. Są wsady z obrotami, czyli wszystkie próby, w których obracamy się o 180, 360, 540 czy 720 stopni - one są bardzo trudne, bo wymagają niesamowitej koordynacji. Są też tzw. młynki, przy których klasyfikacja się miesza, bo można je wykonać jedną lub dwoma rękami, z obrotem lub bez. Możesz też nad kimś przeskoczyć.

A te, które zapoczątkował Julius Erving, a spopularyzował Michael Jordan - po długim locie z linii rzutów wolnych?

- To też inna klasa wsadu, podobnie jak tzw. hangtime, który polega na jak najwyższym wyskoku i rozpoczęciu wsadu w momencie, w którym znajdujesz się w jak najwyższym punkcie. Styl jest wtedy mniej ważny.

A jaka jest twoja domena? Jesteś drugim człowiekiem na świecie, który wykonał wsad z obrotem o 720 stopni, więc pewnie coś w tym stylu?

- Nie, mój ulubiony typ wsadu to młynek. Co roku staram się wprowadzać jeden nowy wsad, co łatwe nie jest, bo mamy przecież sporą konkurencję, którą trzeba zagiąć. W tym roku planuję wsad, w którym przeskoczę nad gościem, wezmę piłkę, którą on trzyma w rękach, przełożę ją pod nogami i wsadzę do kosza.

Co planujesz na sobotnie preeliminacje w Kaliszu?

- Zaprezentuję kombinacje wsadów, które każdy gdzieś już pewnie widział. Jeżeli awansuję jednak do niedzielnego konkursu, to pokażę coś nowego.

Jako mistrz Polski wsadów 2010 jesteś faworytem preeliminacji.

- Jestem, ale konkurencja w Polsce jest potężna. Polska i Francja to europejskie potęgi, jeśli chodzi o wsady, chociaż ludzie - nawet ci interesujący się koszykówką - często o tym nie mają pojęcia. Piotr "Pepa" Nawojski, Mirosław "Śledziu" Śleziak i Łukasz Biedny, czyli po prostu "Biedny", to naprawdę niesamowici dunkerzy.

Psychika jest w takim konkursie wsadów ważna?

- Bardzo ważna. Wręcz najważniejsza. Można skakać najwyżej ze wszystkich, na filmikach na Youtube można być najlepszym na świecie, ale musisz umieć to udowodnić na konkursie. A żeby to zrobić, to musisz mieć lata doświadczenia z tłumem. Ja w konkursach biorę udział od pięciu lat, od 2007 roku jestem w Polsce praktycznie niepokonany i jestem na tyle doświadczony, że mogę sobie pozwolić uciszyć ludzi, którzy chcą przed każdym wsadem klaskać do rytmu. To bywa ważne.

Dlaczego akurat Polacy i Francuzi są tacy dobrzy we wsadach?

- Nie mam pojęcia. Może dlatego, że w obu tych krajach rozwinięty jest streetball? W Polsce on jest naprawdę na wysokim poziomie, tylko, że nie jest reklamowany, bo koszykówka nie zajmuje należnego jej miejsca w hierarchii sportów. Z kolei Francja jest moim zdaniem najbardziej zamerykanizowanym krajem, jeśli chodzi o mentalność. Jest tam dużo czarnych koszykarzy, którzy grają na okrągło. Mają świetne turnieje, np. Quai 54 w Paryżu, na który przyjeżdżają już streetballowcy z USA. To jedyny uliczny turniej na świecie, który jest sygnowany marką Jordana. W Polsce potencjał jest taki sam, tylko, że nie ma środków.

Jeśli awansujesz do niedzielnego konkursu podczas Mecz Gwiazd PLK, to będziesz rywalizował z Eddim Millerem, Cameronem Bennermanem, Tonym Easley'em i Tedem Scottem. Widziałeś, co oni potrafią?

- Widziałem. Żaden z nich nie może mi zagrozić.

Poważnie?

- Poważnie. No chyba, że zaskoczą mnie ewolucjami, których nigdy nie widziałem. Ale oglądałem ich ostatnio - nie widziałem tylko Scotta, który jest niższy ode mnie - i nie jest to jakiś superpoziom. Wiem, jak wsadza Miller, dużo o nim słyszałem od znajomych, ale on jest minimalnie ode mnie wyższy, więc raczej się go nie obawiam. Największym zagrożeniem są zawsze niżsi koszykarze - jeśli gość o wzroście około 180 cm robi w powietrzu coś fajnego, to zawsze to lepiej wygląda.

Konkursy podczas Meczu Gwiazd PLK mają jednak swoją specyfikę - wsady oceniają prezes ligi, wiceprezydent miasta, jakiś działacz, jakiś przypadkowy człowiek. Nie obawiasz się, że ich brak znajomości tematu przeważy na korzyść znanego ligowca?

- Mam przygotowany specjalny zestaw wsadów dla sędziów polskiej ekstraklasy. Niestety. Niestety, bo - nad czym ubolewam - na tego typu konkursach trzeba się uciekać do wsadów, w których przeskakuje się nad kilkoma osobami lub ławką, przy której siedzi jury. Prezes ligi może kochać koszykówkę, ale pewnych rzeczy nie zauważyć - ja zrobię 360 stopni, a dla niego będzie to po prostu obrót.

Kto jest teraz najlepszym dunkerem na świecie?

- Justin Darlington.

No dobra, chodziło mi o NBA i Euroligę.

- Hmm... W NBA... Kurczę... Podoba mi się Blake Griffin, który teraz szaleje, ale to wysoki i atletyczny gracz, więc to nie do końca to. Podoba mi się Russell Westbrook. A w Europie imponują mi Gerald Green, który kilka lat temu jako koszykarz Boston Celtics wygrał konkurs wsadów NBA oraz James White, który zwyciężył kiedyś w konkursie NCAA.

Jako poglądy polityczne podajesz "Dunk or die". Rozumiem, że zwykły rzut o tablicę w trakcie meczu odpada?

- Oczywiście, że odpada.

Potrafisz w konkretnej akcji skomplikować sobie sytuację po to, żeby wsadzić piłkę do kosza, zamiast ją wrzucić?

- Zawsze ją sobie komplikuję, no chyba, że jest to mecz o dużą stawkę, a przewaga punktowa nie jest jeszcze bezpieczna.

Postrzegasz siebie jako dunkera czy koszykarza? Jest w ogóle takie rozróżnienie?

- Jest, bo większość koszykarzy umie zrobić jakieś tam wsady, a bycie dunkerem to styl życia. Myślisz o wsadach, śnisz o nich, wykonujesz je, kiedy możesz. Robisz wszystko, żeby one były lepsze. Nie myślisz o tym, że wychodzisz na mecz po to, żeby zdobyć ileś punktów, czy podporządkować się interesowi drużyny. Koncentrujesz się tylko i wyłącznie na wsadach, bo to twoja pasja, ty tym żyjesz. Bycie dunkerem, to trochę jak bycie muzykiem - wsady czy muzyka są po prostu religią.

Często słychać opinie, że dunkerzy czy streetballowcy koncentrują się na fajerwerkach, pojedynczych zagraniach, a w koszykówkę grają słabo. Zgadzasz się z tym?

- Oczywiście, a wytłumaczę to w ten sposób - w Polsce największy boom na koszykówkę był w drugiej połowie lat 90. Wszyscy chcieli grać, trenować i ćwiczenia, często w klubach, zaczynali od podstawowych elementów technicznych itp. Teraz podejście się zmieniło i dzieciaki, które zaczynają grać w kosza, od razu uczą się właśnie od trików i szybko stają się w nich świetni. Goście z Polski potrafią robić z piłką takie rzeczy, że wyglądają na najlepszych na tle rywali z całej Europy, ale mają braki w podstawach.

Ja załapałem się jeszcze na granie w koszykówkę, a nie tylko triki. Wsady przyszły z czasem, a potem przejęły kontrolę nad moim graniem, choć jestem zawodnikiem pierwszoligowego zespołu amatorskiej ligi UNBA w Warszawie. Wciąż myślę o jednak tym, żeby w koszykówkę grać zawodowo - ostatnio brałem udział w przedsezonowych przygotowaniach Znicza Basket Pruszków. Od wielu osób słyszę, że jestem niezłym graczem i trzymam poziom, choć z drugiej strony jestem też samoukiem z boisk ulicznych, więc brakuje mi pewnych podstaw. To jest jednak do nadrobienia i liczę, że uda mi się znaleźć miejsce w drużynie, w której będę mógł dostawać pieniądze za grę. Niedawno dostałem ofertę z drużyny Dallas Texas Hurricanes [klub z lokalnej Texas Professional Basketball League] i zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Jak znalazł cię klub z Dallas?

- Ja wiele podróżuję po Europie - biorę udział w konkursach i pokazach wsadów. Trener Hurricanes napisał do mnie, że o mnie słyszał, a odzywa się dlatego, że zależy mu na posiadaniu w drużynie zawodnika z Europy, żeby wnieść do niej coś nowego. Wysłałem mu filmy z moimi meczami z ligi amatorskiej.

Z konkursów wsadów są pieniądze?

- Z konkursów nie, ale z pokazów tak. I w Polsce, i w Europie. Ja prezentuję wsady na różnych imprezach masowych, ciągle czekam na kolejne propozycje. Prowadzę np. rozmowy w sprawie pokazu podczas Meczu Gwiazd Euroligi kobiet w Gdyni, rozmawiam też o wsadach podczas Meczu Gwiazd w Niemczech.

Czym zajmujesz się na co dzień?

- Jestem reprezentantem ekipy Diil Gang i organizuję pokazy koszykówki ulicznej, trików i wsadów. Robimy też pokazy trików z piłki nożnej, breakdance i innych jako Streetstars.pl. Do niedawna pracowałem dla kogoś jako specjalista ds. handlu.

Zobacz także
  • Andrzej Kierlewicz (w środku) był asystentem Wojciecha Kamińskiego (z lewej) w ekstraklasowej Polonii Cegłą do kosza: Ekstrema polskie (i nie tylko)
  • Mecz Gwiazd 2010 w lubelskiej Hali Globus TBL. Składy na Mecz Gwiazd. Slash, Biedny lub Pepa w konkursie wsadów?
  • Walter Hodge w euforii po udanej akcji Cegłą do kosza: Kobe Bryant z Zastalu

Energa Basket Liga 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Bilans Zw. Por.
1 Stelmet Zielona Góra 16 29 1470:1251 13 3
2 Polski Cukier Toruń 16 29 1428:1247 13 3
3 Anwil Włocławek 15 27 1363:1240 12 3
4 BM Slam Stal Ostrów Wlkp. 15 25 1300:1173 10 5
5 Arka Gdynia 14 25 1234:1179 11 3
6 MKS Dąbrowa Górnicza 16 25 1359:1334 9 7
7 Polpharma Starogard Gd. 15 24 1429:1388 9 6
8 Legia Warszawa 15 23 1155:1184 8 7
9 TBV Start Lublin 15 22 1220:1228 7 8
10 King Szczecin 15 21 1303:1294 6 9
11 GTK Gliwice 15 20 1252:1347 5 10
12 AZS Koszalin 16 20 1270:1399 4 12
13 Rosa Radom 15 20 1153:1285 5 10
14 Trefl Sopot 15 18 1229:1311 3 12
15 Miasto Szkła Krosno 15 18 1184:1334 3 12
16 Spójnia Stargard 14 17 1042:1197 3 11

  • Awans do play-off