Sport.pl

Roman Ludwiczuk: koszykarski Nikodem Dyzma

Opinia publiczna czuje zażenowanie, być może przeżywa nawet szok, słuchając oratorskich popisów Ludwiczuka, ale koszykarskie środowisko zaskoczone nie jest. Z podobnym zachowaniem spotykało się przez cztery lata jego rządów w PZKosz. - pisze Łukasz Cegliński z "Gazety Wyborczej".
Roman Ludwiczuk, senator PO, ale także prezes PZKosz, próbował skorumpować politycznego konkurenta. Przed drugą turą wyborów prezydenckich w Wałbrzychu Ludwiczuk - szef kampanii kandydata PO - zaproponował Longinowi Rosiakowi, współpracownikowi rywala, zagraniczną wycieczkę, stanowisko dla niego i pracę dla żony za zmianę frontu.

Rosiak wywód nagrał, a dziennikarze TVN 24 go zanalizowali - senator PO użył 141 wulgaryzmów na "k", 14 na "ch", 18 na "j". Tych na "p" woleli nie zliczać.

Opinia publiczna czuje zażenowanie, być może przeżywa nawet szok, słuchając oratorskich popisów Ludwiczuka, ale koszykarskie środowisko zaskoczone nie jest. Z podobnym zachowaniem spotykało się przez cztery lata jego rządów w PZKosz.

Krzyczącą niekompetencję wytykaliśmy Ludwiczukowi na sportowych stronach "Gazety" wielokrotnie. Pisaliśmy o autorytarnym stylu zarządzania, przez który ze związku odchodzili wartościowi pracownicy. I o finansowej klapie mistrzostw Europy w Polsce, które - dzięki aktywności senatora - wsparły spółki skarbu państwa, ale nawet tu Ludwiczuk się skompromitował, bo podpisał umowy, których związek nie był w stanie wypełnić.

Krytykowaliśmy Ludwiczuka za brak zrozumienia problemów polskiej koszykówki - stopowanie pomysłów promocyjnych i ograniczanie wydatków na tak potrzebny dyscyplinie marketing. Narzekaliśmy na zagarnianie przez niego coraz większej władzy, rażące zwłaszcza w połączeniu z brakiem jakichkolwiek zasług - sponsorów dla związku prezes znaleźć nie umiał, podobnie jak świetnych trenerów dla reprezentacji.

Ludwiczuk jaki jest, słyszy teraz każdy. Chaos w głowie, chaos w języku, tupet zalany wulgarnością. Nikodem Dyzma koszykówki.

Czy został ostatecznie zdemaskowany? Przed styczniowymi wyborami na prezesa PZKosz Ludwiczuk wytrącił sobie z ręki jedyny, wątpliwy atut - groźby lub obietnice wynikające z pozycji politycznej i znajomości z Grzegorzem Schetyną. W czwartek zrezygnował z członkostwa PO. Gdyby ten decyzyjny dwutakt dokończył, rezygnując z udziału w styczniowych wyborach, wykonałby swoją pierwszą udaną koszykarską akcję. I zasłużyłby na oklaski.