Sport.pl

Liga wyrzucona do kosza

Lidze koszykarzy spadnie za chwilę z nieba sporo sponsorskich pieniędzy, ale wygląda na to, że znów wyda je źle, zmarnuje kolejny sezon, pozostanie skansenem, który obchodzi tylko niknącą garstkę kibiców
W czwartek prezes PLK Jacek Jakubowski ogłosił podpisanie nowej umowy sponsorskiej z Tauronem, dzięki której - według nieoficjalnych informacji - liga ma dostawać 1,2 mln zł rocznie. Znaczną część tej sumy przeznaczy na transmisje w TVP Sport, za które liga musi płacić po 15 tys. za mecz.

Pieniądze miały iść także realizację pomysłów działu marketingu, który zarząd ligi organizował od lipca. Plany obejmowały promowanie transmisji, relacje internetowe z wybranych spotkań, opracowanie współpracy z mediami m.in. poprzez umowy patronackie itp. Słowem - to, co liga, której średnia oglądalność finału wynosi marne 15 tys., robić powinna, aby myśleć o wyjściu z zapomnianej przez entuzjastów sportu niszy.

Czy lidze jednak na tym zależy? - Na dwóch kolejnych posiedzeniach rady nadzorczej nikt nawet nie chciał obejrzeć specjalnie przygotowanych przez nas prezentacji planów marketingowych na kolejny sezon. Potem usłyszałem od prezesa Jakubowskiego, że rada bez zapoznania się z naszymi pomysłami drastycznie ograniczyła środki na promocję - mówi Jakub Kacprzak, od 1 sierpnia dyrektor ds. marketingu w PLK, który właśnie zrezygnował z pracy w lidze.

- Odszedłem, bo w lidze kierowanej nie przez zarząd, lecz niekompetentną i wrogo do niej nastawioną radę nadzorczą nie ma szans na realizowanie jakiejkolwiek polityki marketingowej - wyjaśnia.

Zarząd - poza Jakubowskim jest w nim Grzegorz Bachański, kandydat na nowego prezesa PZKosz - zaakceptował promocyjne projekty i znalazł na nie miejsce w budżecie ligi. Przychody przekraczały w nim wydatki, ale budżet - zgodnie ze statutem - zatwierdza rada nadzorcza, w której rozgrywającymi są prezes PZKosz Roman Ludwiczuk, Zbigniew Polatowski (prezes Anwilu Włocławek) i Andrzej Twardowski (prezes Energi Czarnych Słupsk).

Oni zmian nie chcieli. - Na dwóch kolejnych posiedzeniach w sierpniu rada odrzucała budżet, kierując go do poprawki. Największy sprzeciw budziły projekty działu marketingu - mówi Bachański.

Ludwiczuk: - Niczego nie zmniejszaliśmy, zaakceptowaliśmy to, co przedstawił prezes Jakubowski. A marketingowych prezentacji nie oglądaliśmy, bo nie jesteśmy od tego.

- Sugerowano poprawki, na które się zgodziłem - przyznaje jednak Jakubowski. - Wydatki na marketing zostały skorygowane, budżet jest teraz bardziej przyjazny klubom - dodaje prezes, który kilka dni wcześniej mówił: - Jestem w trudnej sytuacji, bo biorąc pod uwagę układ właścicielski [PZKosz obejmie niebawem 61 proc. akcji ligi], jestem uzależniony od związku.

Precyzując: związku, czyli Ludwiczuka. Prezes PZKosz wywiera wpływ na ligę, bo Jakubowski okazał się tak samo uległym prezesem jak jego poprzednik Janusz Wierzbowski, a Bachański jest jego rywalem w walce o prezesurę w związku.

Kompetencyjny spór, uległość prezesa i rezygnacja z projektów działu marketingu sprawiają, że w lidze koszykarzy wszystko zostanie po staremu. Kolejny sezon może być stracony, znów nie dojdzie do oczywistych reform. Pieniądze nic nie zmienią - rada nie wyciągnęła wniosków z poprzednich lat, kiedy klubom dawano ryby zamiast wędki. Efektem szybkiej konsumpcji były ości w przełyku i zatrucie pokarmowe, lecz teraz znów złamano wędkę. Marketing to jedyna szansa na pieniądze dla ligi, jej promocję w mediach, większą popularność, zainteresowanie sponsorów.

Jak liga ma się odbić od dna, skoro oczywiste środki zaradcze blokują działacze z rady nadzorczej, których nie interesuje popularyzowanie dyscypliny, przyciągnięcie do niej pieniędzy, podnoszenia sportowego poziomu ligi i reprezentacji. Oni chcą wyłącznie wpływu na działania ligi, przez co mogą realizować własne ambicje. Na stanowisko prezesa ligi, które objął Jakubowski, liczył Twardowski, a Polatowski od lat rozdaje karty z wygodnego drugiego rzędu. Ludwiczuk o prezesurę w związku będzie walczył z Bachańskim.

Blokując plany zarządu, Ludwiczuk i jego sekundanci pokazują, że nie zależy im, aby widowiskowa dyscyplina, która na świecie ustępuje tylko piłce nożnej, opuściła peryferie polskiego sportu.

W badaniach Pentagon Research koszykówka bije się o dziewiąte miejsce z boksem. Z Ludwiczukiem na ringu oraz Polatowskim i Twardowskim w narożniku nie wygra nawet tej walki.



Więcej o: