Sport.pl

TBL. Generał armii LeBrona w Anwilu

Najlepszy koszykarz na świecie LeBron James dowie się, że Anwil pokonał Polpharmę 86:75 w pierwszym meczu półfinału play-off Tauron Basket Ligi. We Włocławku gra jego przyjaciel James Dru Joyce.
W sobotę Joyce rzucił dwa punkty i miał dziewięć asyst (kilka bardzo widowiskowych), a Anwil pokonał Polpharmę Starogard i w półfinałowej rywalizacji do trzech zwycięstw prowadzi 1:0. W poniedziałek o 18 we Włocławku mecz nr 2, który transmitować będzie TVP Sport.

James tej relacji nie obejrzy, ale o wyniku się dowie. - LeBron wie, że gram w Polsce, wysyłam mu klipy z meczami Anwilu - mówi Joyce, na którego mówi się po prostu Dru.

- Mam do niego telefon, w każdej chwili mogę zadzwonić i pogadać - mówi Joyce, choć drogi kariery jego i Jamesa rozeszły się po ukończeniu szkoły średniej w 2003 roku. LeBron z nr. 1 draftu trafił do Cleveland Cavaliers i od siedmiu lat jest gwiazdą NBA z dochodami na poziomie kilkudziesięciu milionów dolarów. Niedawno po raz drugi z rzędu został wybrany na gracza sezonu w NBA.

-Trudno w to uwierzyć, ale ja pamiętam LeBrona jako chudego dzieciaka - śmieje się Joyce, o miesiąc młodszy od 25-letniego gwiazdora NBA. Na zdjęciach z czasów podstawówki widać ich świetnie - wyrośnięty James stoi w gronie podobnych do niego szczawików. Najmniejszy z nich to Joyce - syn trenera ich młodzieżowej drużyny o nazwie Rzucające Gwiazdy i najlepszy przyjaciel Jamesa.

Joyce stał się zawodnikiem przeciętnym - ukończył uniwersytet w rodzinnym Akron, bezskutecznie próbował się dostać do NBA, grając w ligach letnich w Cavaliers. Przez dwa lata grał w niemieckim Ratiopharm Ulm (z innym kolegą z paczki z Akron Romeo Travisem). W tym sezonie - po krótkim pobycie w Enerdze Czarnych Słupsk - jest w Anwilu. We Włocławku zarabia kilka tysięcy dolarów miesięcznie.

"Był najmniejszy z nas, mówiliśmy na niego » Mały Dru «. Miał wielkie uszy, które odstawały jak ogromne głośniki, ale sam był cichutki. Czasem myślałem, że będzie jednym z tych milczących mnichów. Na boisku był jednak generałem. Perfekcjonistą z niewyczerpaną wolą walki" - tak James wspomina Joyce'a w książce pt. "Rzucające Gwiazdy".

- Byliśmy wtedy dziećmi i graliśmy z LeBronem na podobnym poziomie - opowiada Joyce. - Walczyliśmy dla drużyny, ale rywalizowaliśmy też ze sobą, bo chcieliśmy być najlepsi. Na boisku zachowywałem się jak generał armii, bo byłem wymagający w stosunku do siebie i kolegów - dodaje koszykarz Anwilu.

To Joyce zdecydował, do której szkoły pójdzie cała paczka kumpli. "Dru wybrał inną niż ta, o której myśleliśmy. Początkowo z nim się nie zgadzaliśmy, ale byliśmy lojalnymi przyjaciółmi. Poszliśmy za nim" - wspomina LeBron w książce.

To w liceum Świętego Wincentego i Świętej Marii talent Jamesa eksplodował. - W 2002 roku zobaczyłem go na okładce "Sports Illustrated" i zrozumiałem, że będzie gwiazdą NBA. Był 17-letnim dzieciakiem, a pojawił się w miejscu zarezerwowanym dotąd dla Shaquille'a O'Neala, Kobe Bryanta czy Kevina Garnetta - mów Joyce.

"Sports Illustrated" nazwał Jamesa "Wybrańcem" i od tej pory licealna drużyna wzbudzała ogromne zainteresowanie - nawet przeciwnikom zdarzało się brać autografy od młodej gwiazdy. - LeBron na każdym kroku podkreślał, że jesteśmy częścią jego sukcesu. Dzielił się nim z nami - mówi Joyce.

"Staliśmy się zarozumiałymi palantami, ja w szczególności. Czuliśmy się jak gwiazdy rocka" - pisał James. Razem z kolegami zdarzyło mu się palić marihuanę.

O czterech latach w liceum, na których zakończenie James i Joyce zdobyli mistrzostwo USA, opowiada film dokumentalny "Więcej niż mecz", który zna każdy fan koszykówki. - W 2008 roku spotkaliśmy się całą paczką na festiwalu w Toronto, gdzie po raz pierwszy obejrzeliśmy ten film. To było niesamowite - widzieć siebie na ekranie w szkolnych czasach - mówi Joyce pytany przez nas o najbardziej wyraziste wspomnienie związane z Jamesem.

Po sezonie spotykają się w rodzinnym Akron, gdzie zdarza im się wspólnie trenować. Tegoroczne lato będzie wyjątkowo gorące, bo Jamesowi kończy się kontrakt z Cavaliers. Gwiazdor NBA będzie mógł wybierać w milionowych ofertach, które szykuje kilka klubów, m.in. New York Knicks.

- Gdzie zagra James? - zadałem Joyce'owi najważniejsze pytanie koszykarskiego świata. - Tego to nawet ja nie wiem. Czekam na jego decyzję razem z wami - śmieje się koszykarz Anwilu.

James walczy o mistrzostwo NBA, Joyce chce tego samego w Polsce. - Pokonanie Prokomu jest możliwe, ale teraz koncentrujemy się tylko na rywalizacji z Polpharmą - mówi rozgrywający z Włocławka, który zdobywa średnio po 7,5 punktu i ma 3,7 asysty na mecz.

W finale TBL Anwil lub Polpharma spotkają się z Asseco Prokomem Gdynia lub Treflem Sopot. W niedzielnym meczu tej drugiej pary Prokom wygrał 82:74. Drugi mecz we wtorek (transmisja o 18 w TVP Sport).