Sport.pl

TBL. Gray nie wyjedzie bez pieniędzy

Zablokowany profil na Twitterze i brak kontaktu telefonicznego - to skutki niedawnej afery z udziałem koszykarza PGE Turowa Zgorzelec Justina Gray'a, który domagał się od klubu zaległych wypłat.
Kilka dni temu rozgrywający Turowa napisał na Twitterze, że klub ze Zgorzelca, z którym był związany umową, nie chce wypłacić mu pieniędzy. Gracz uparł się, że nie wyjedzie z kraju do momentu aż nie otrzyma zaległych pieniędzy.

Próby kontaktu z graczem w celu uzyskania jakiejkolwiek wypowiedzi kończyły się fiaskiem. Po wielu pytań przesłanych zawodnikowi z wykorzystaniem Twittera, Gray zablokował dostęp do niego wszystkim, których sam koszykarz nie obserwuje. Nie odpowiadał też na telefony.

Wcześniej konto na Twitterze zablokował inny zawodnik Turowa Brandon Wallace. Źródła związane ze skrzydłowym Turowa twierdzą, że koszykarz zrobił to ponieważ nie chciał, aby ktoś w klubie ze Zgorzelca widział co pisze publicznie. W tej przypadku także chodziło prawdopodobnie o narzekania na klub, który zalega z wypłatami.

Bardzo enigmatycznie o sytuacji z Gray'em wypowiadają się władze Turowa, choć między wierszami da się wyczytać, że chcą ukarać zawodnika za brak zaangażowania w mecze ćwierćfinałowe, w których przeciwnikiem Turowa był Trefl Sopot. Zgorzelczanie - wicemistrzowie ligi w trzech poprzednich sezonach - przegrali rywalizację 1:3 i mimo drugiego budżetu w lidze (8 mln złotych) zajęli dopiero piąte miejsce.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że Gray przed czwartym meczem ćwierćfinałowym, rozpoczynającym się o godzinie 14, około 12 wybrał się na obiad z żoną i dzieckiem. - Muszę podkreślić, że z każdym koszykarzem rozmawialiśmy osobiście - mówił w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" przez Turowa Jan Michalski.

- Gra zespołu nie przysporzyła nam zaszczytów, ale nie traktujemy tego jak rozliczenie. Do niektórych graczy prawie nie było zastrzeżeń, do innych były poważne. Mamy uwagi trenera Andreja Urlepa na ten temat i chyba nie ma lepszego momentu na podsumowanie postawy graczy niż koniec sezonu - dodał prezes.

Michalski nie wspomniał ani słowem o ewentualnych rozliczeniach Urlepa, który bardzo słabo prowadził zespół, a także odpowiedzialnego za nietrafne decyzje transferowe dyrektora sportowego klubu Waldemara Łuczaka.