Sport.pl

TBL. A gdyby Quinton Hosley i Qyntel Woods zagrali jeden na jednego? [PIĘCIU NA PIĘCIU]

W niedzielę o 17 w Zielonej Górze dojdzie do starcia Stelmetu z AZS Koszalin. Wicemistrzowie Polski na początku sezonu zawodzą, ale skład mają silny. AZS wygrał wszystkie trzy mecze, no i ma w zespole Qyntela Woodsa, który znów błyszczy w Tauron Basket Lidze. Ale teraz Woods zagra przeciwko Quintonowi Hosleyowi, który też zasiadał ostatnio na ligowym tronie. Kto będzie lepszy?
Niedzielny mecz będzie można obejrzeć w serwisie Emocje.tv. My zastanawiamy się nad rywalizacją Hosleya i Woodsa oraz szukamy przewag Stelmetu lub AZS.

1. Quinton Hosley czy Qyntel Woods - na kogo i dlaczego postawiłbyś pieniądze, gdyby ci dwaj koszykarze zagrali dzisiaj jeden na jednego?

Łukasz Cegliński, Sport.pl: Na Woodsa. Z pełną świadomością, że młodszy Hosley jest prawdopodobnie szybszy, bardziej zwinny, bardziej skoczny. I jest lepszym obrońcą niż Woods. Ale w tej chwili lepszą formę, większą charyzmę i pewność siebie prezentuje Woods, który świetnie zaczął sezon. Hosleya wybiła z rytmu podróż na pogrzeb dziadka, a poza tym Amerykanin szuka swojej roli w zespole.

Paweł Łakomski, Ofens!: Na Woodsa. Koszaliński "Q" jest dziś w lepszej formie, więc aby nie stracić pieniędzy, postawiłbym na niego. Quiton Hosley na razie rozczarowuje na całej linii. Nie rozegrał jeszcze ani jednego dobrego spotkania. Woods z kolei wrócił do koszykarskiej rzeczywistości w dobrym - skutecznym - stylu.

Adam Romański, Polsat Sport: Woods. Zdecydowanie, gdyż to zawodnik o większej palecie zagrań z piłką w rękach. Natomiast zupełnie co innego można by powiedzieć, gdybyśmy wybierali zawodników do gry pięciu na pięciu.

Karol Wasiek, Sportowe Fakty: - Swoje pieniądze - i to niemałe - postawiłbym na Qyntela Woodsa. Jak na polskie podwórko jest to gracz o niesamowitych możliwościach ofensywnych. Na taki poziom pod tym względem na pewno nie wzniesie się Quinton. W dodatku atletycznie Woods również wygląda lepiej.

Jakub Wojczyński, "Przegląd Sportowy": W Polsce takie zakłady są raczej nielegalne, więc na żadnego. Ale poważnie: trudne pytanie, raczej na Woodsa. Wyobrażam sobie, że w decydujących chwilach gra z Hosleyem tyłem do kosza, jest silniejszy fizycznie i to załatwia sprawę.

2. Hosley 2013 czy Woods 2009 - który występ MVP finałów Tauron Basket Ligi zrobił na tobie większe wrażenie?

Cegliński: Woods 2009. Chciałem napisać, że Hosley grał bardziej dla drużyny, a Woods olśniewał popisami indywidualnymi, ale statystyki np. zbiórek i asyst obaj gracze mieli zbliżone. Dlatego stawiam na Woodsa (21,4 punktu, 50 proc. z gry), który... No właśnie - zrobił wrażenie. Hosley grał świetnie, momentami doskonale, jego zespół ograł Turów 4-0. Ale to akcje Woodsa, jego znakomity występ z meczu nr 5 z Turowem (4-1) został w pamięci.

Łakomski: Zdecydowanie Woods. Jego postawa w finałach to było coś spektakularnego. Biedny Krzysztof Roszyk z Turowa Zgorzelec starał się jak mógł, ale po prostu nie dał rady. Hosley w finałach 2013 też był świetny, ale nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak Woods.

Romański: Woods w 2009 roku, gdyż po prostu był lepszym koszykarzem. Choć w finale w 2009 roku moim zdaniem przeciwnik był słabszy niż w 2013.

Wasiek: - Woodsa z 2009 roku. Grał na niesamowitym luzie, praktycznie w pojedynkę ogrywając Turów. Jestem wielkim fanem jego umiejętności, mogłem z bliska oglądać najlepsze spotkania amerykańskiego gwiazdora i mimo że upłynęło już kilka dobrych lat, nadal je wspominam. Oczywiście, z dużym szacunkiem podchodzę do występów w finale Quintona Hosleya w 2013, ale mimo wszystko to nie był ten sam poziom.

Wojczyński: Woods 2009 i - jak mówią w USA - it's not even close. Hosley dostał nagrodę MVP jako najlepszy zawodnik wyrównanej drużyny Stelmetu, nie był człowiekiem wybijającym się zdecydowanie ponad poziom ubiegłorocznego finału. Może już niektórzy zapomnieli, ale w pierwszym spotkaniu czteromeczowej serii miał wtedy tylko 5 punktów i skuteczność 1/10 z gry, a Stelmet i tak wygrał. Woods w 2009 roku zdominował i rywali, i swoich kolegów. Koniec, kropka.

3. W jakim elemencie gry Stelmet może mieć największą przewagę nad AZS?

Cegliński: W wykorzystaniu siły podkoszowych. To prawdopodobnie najmniej atrakcyjna strona gry Stelmetu kojarzonego z siłą obwodu, ale - jak pokazał mecz ze Śląskiem - jedna z najskuteczniejszych. Jeśli Łukasz Koszarek, Steve Burtt i cała drużyna będzie konsekwentnie grała pod kosz do Chevona Troutmana, Daniela Johnsona i Adama Hrycaniuka, a oni będą skuteczni, to AZS może mieć problemy, np. z faulami - Szymon Szewczyk, Garrick Sherman i Piotr Stelmach wyglądają na słabsze trio.

Łakomski: Na rozegraniu. Łukasz Koszarek gwarantuje jakość od wielu lat, a Steven Burtt ma zadatki na gwiazdę naszej ligi. Ich przeciwnikami będą Dante Swanson oraz Łukasz Pacocha. Cóż, gdybym miał wybierać komu powierzyć kreowanie akcji, to długo bym się nie zastanawiał. Koszarek i Burtt - zdecydowanie. Mimo tego, że do postawy Amerykanina są spore zastrzeżenia. 

Romański: Stelmet ma znacznie lepszych koszykarzy i wcale nie mówimy tu o Hosley'u czy Woodsie. To zespół z wyższego poziomu, który na razie gra chaotycznie, nie na poziomie Stelmetu. Ale to powinno się zmienić właśnie w niedzielę.

Wasiek: Zdecydowanie na dystansie. Koszarek, Burtt, Zamojski - to może okazać się zbyt wiele dla defensywy AZS. Jestem bardzo ciekaw, czy trener Milicić do krycia Burtta oddeleguje Piotra Dąbrowskiego, który znany jest ze świetnej obrony. Przewagą Stelmetu może być fakt, że jeszcze nie wszyscy zawodnicy się obudzili. Mowa tutaj o wspomnianym Zamojskim, Celu, czy Hosleyu. A może to właśnie w niedzielę odpalą?

Wojczyński: Szeroko pojętego ogrania, choć nie wiem, czy używam tutaj dobrego słowa. Chodzi o to, że AZS na razie rozegrał jeden mecz, w którym musiał się porządnie wysilić, w Szczecinie. Ta drużyna dopiero sprawdzi się w poważnym boju. Nie twierdzę, że tacy gracze jak Woods, Szymon Szewczyk, Dante Swanson spanikują, ale zobaczymy, jak zagrają pod presją końcówki w meczu z wyżej notowanym rywalem.

4. W jakim elemencie gry AZS może mieć największą przewagę nad Stelmetem?

Cegliński: W podejściu do gry. Trener Igor Milicić z pewnością przygotuje na ten mecz dokładny plan, ale ważne będzie podejście do jego realizacji. Stelmet po trzech porażkach z rzędu, z kryzysem czającym się pod drzwiami szatni, musi to spotkanie wygrać. AZS natomiast bardzo chce - różnica jest znacząca. Nie chodzi o to, by drużyna Milicicia beztrosko, jak Polfarmeks w Zgorzelcu, liczyła na Woodsa i rzucała za trzy. Ale podejmowanie ryzyka, odważne atakowanie tablicy, przyspieszanie tempa - to może pomóc.

Łakomski: Różnorodność w ataku. Igor Milicić w ofensywie ma sporo możliwości. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, jakim arsenałem dysponują Qyntel Woods czy Szymon Szewczyk. Amerykanin z piłką potrafi zrobić wszystko, a kapitan kadry Polski to klasa sama w sobie. Do tego ciekawym graczem jest Chorwat Goran Vrbanc - ma dobry rzut z dystansu. 

Romański: Trudno mi znaleźć taki element. Może będzie nim Woods, ale ja nie wierzę, że on zagra niewiarygodny mecz w niedzielę. Zobaczymy.

Wasiek: Doświadczenie Woodsa oraz Szewczyka. Tych dwóch zawodników stać naprawdę na duże rzeczy w Tauron Basket Lidze, co zresztą pokazali w pierwszych spotkaniach.

Wojczyński: AZS nic nie musi. Jeśli przegra w Zielonej Górze, to nic się nie stanie. Nawet jeśli przegra różnicą 40 punktów, bo to akurat byłby kubeł zimnej wody na rozgrzane głowy kilku osób z Koszalina. Z punktu widzenia Stelmetu sytuacja wygląda inaczej - niby to w kontekście całego sezonu mecz bez wielkiego znaczenia, ale po ostatnich porażkach w lidze (jedna) i pucharach (dwie) władze klubu są już pewnie coraz bliżej decyzji o zmianach kadrowych. 

5. Gdybyś miał teraz wybrać najlepszą piątkę TBL z logicznym podziałem na pozycje, to jakby ona wyglądała?

Cegliński: Łukasz Koszarek, Kyle Shiloh, Quinton Hosley, Qyntel Woods, Damian Kulig. Na zarzut, że zbyt ofensywna, wskażę Hosleya, który może być plastrem, a przecież Shiloh - fakt, kiedyś - był wybierany na najlepszego gracza na uczelni.

Łakomski: Robert Skibniewski, Michał Chyliński, Qyntel Woods, Vlad-Sorin Moldoveanu, Damian Kulig. Nie był to łatwy wybór. Szczególnie na pozycji silnego skrzydłowego. Ostatecznie wybrałem Moldoveanu, który w poniedziałek załatwił "trójeczką" Polfarmex Kutno. Reszty chyba nie trzeba tłumaczyć. Chyliński i Kulig są w wielkiej formie. Skibniewski trzyma poziom od lata, gdzie był jednym z liderów kadry. A Woods? Woods to Woods. Całe szczęście. Choć już trochę siwiutki.

Romański: Nie podejmę się. Najlepsza piątka po trzech kolejkach to nie jest zabawa z sensem. Za krótki okres, żeby coś podsumować. Mogę podać zestaw zawodników, dla których najbardziej warto moim zdaniem włączyć przekazy/transmisje z meczów TBL w tym sezonie: Koszarek, Mitchell, Woods, Kulig, Galdikas z Collinsem, Corbettem, Hosleyem, Szewczykiem i teraz Crosariolem jako rezerwowymi.

Wasiek: Łukasz Koszarek, Roderick Trice, Qyntel Woods, Szymon Szewczyk, Ovidijus Galdikas. Koszarek to dla mnie zdecydowanie najlepszy rozgrywający ligi, Trice też niejednokrotnie udowodnił swoje nieprzeciętne umiejętności. Pierwszej piątki nie wyobrażam sobie bez Woodsa i Szewczyka, którzy są gwiazdami TBL. Na pozycję środkowego wybrałem Galdikasa, na którego de facto nie ma odpowiedzi w TBL. Litwin bardzo dobrze radzi sobie w lidze - jest postrachem obrońców, dominatorem w strefie podkoszowej.

Wojczyński: Łukasz Koszarek, Mardy Collins, Qyntel Woods, Damian Qlig, John Turek. I nawet udało mi się dostosować do przepisu o dwóch Polakach na boisku. Niech mi wybaczą fani Kwamaina Mitchella czy Kyle'a Shiloha - szczególnie na początku sezonu jestem sceptycznie nastawiony do amerykańskich obwodowych superstrzelców w drużynach z dołu i środka tabeli.

Kto wygra niedzielny mecz?
Więcej o: