Sport.pl

TBL. Urlep w Słupsku. Od rewolucjonisty do strażaka

Pod koniec lat 90. odmienił koszykówkę w Polsce, złote medale zdobywał na zawołanie. Teraz Andrej Urlep jest trenerem do zadań specjalnych - angażują go drużyny, które mają problemy.
W środę 56-letni Słoweniec pojawił się w Słupsku i poprowadził pierwszy trening Energi Czarnych. Zespołu, który z bilansem zwycięstw i porażek 9-9 zajmuje siódme miejsce w tabeli Tauron Basket Ligi, ale ambicje ma większe. - Głęboko wierzymy w to, że z nowym szkoleniowcem awansujemy do "górnej szóstki", po czym włączymy się do walki o medale - mówi menedżer Czarnych Marcin Sałata.

Wizjoner

Urlep, który w latach 1998-2006 zdobył pięć tytułów mistrzowskich i dwa wicemistrzowskie, przez wielu zawodników nazywany "El Furioso" ze względu na swoją porywczość, zrewolucjonizował polską koszykówkę. - Gdy do was przyjechałem obowiązywał tu model wschodni - koszykówka ataku, bez obrony. Zawodnicy grali bardziej miękko. Nie było walki, mniej liczyła się taktyka - wspominał niedawno w rozmowie z Plk.pl początki w Śląsku Wrocław.

Przestarzały styl gry Urlep zamienił na nowoczesny - taki, który obowiązuje do dziś. - Wprowadziłem coś z koszykówki jugosłowiańskiej. Wtedy to była spora odmiana. Pamiętam, jak graliśmy w pierwszym roku z Anwilem. Po meczu, w którym obie drużyny rzuciły niewiele ponad 50 punktów [61:54] wszyscy byli niezadowoleni. "Co to za koszykówka, tak mało punktów" - krytykowano. A to była po prostu koszykówka bardziej taktyczna - tłumaczył Urlep.

Wizja środowiska zmieniała się szybko, bo Śląsk odnosił sukcesy. Wrocławianie mieli w składzie gwiazdy pokroju Adama Wójcika, Macieja Zielińskiego czy Josepha McNaulla, ale nastawieni byli na defensywę i - za sprawą rozgrywającego Raimondasa Miglinieksa, który przed każdą akcją zerkał na Urlepa - grali pod pełną kontrolą trenera.

Po Urlepa w 1997 roku do Słowenii jeździł Grzegorz Schetyna, ówczesny prezes Śląska. - Zobaczyłem wtedy inne spojrzenie na koszykówkę, na pracę trenera, na szkolenie, na młodzież. Zobaczyłem w nim wizjonera - wspominał po latach późniejszy wicepremier.

Różnica bez renomy

Śląsk Urlepa i Schetyny na przełomie wieków stał się symbolem koszykarskiego boomu w Polsce. Po trenerów z zagranicy zaczęły sięgać inne kluby, a nowe pokolenie polskich szkoleniowców, to już postaci wychowane w urlepowskim duchu. To, co było nowością, stało się powszechne - każdy szkoleniowiec zaznacza, że kluczowa dla wyniku jest obrona, większość rozgrywających rozpoczynając atak, patrzy na to, co sugeruje trener. Z czasem Słoweniec przestał być osobą, od której budowanie drużyny zaczynają ci, którzy chcą walczyć o tytuł.

Ale Urlep, choć nie ma już takiej renomy, jaką miał, gdy trenował Śląsk, Anwil czy reprezentację Polski, którą po 10 latach przerwy wprowadził na mistrzostwa Europy w 2007 roku, wciąż robi różnicę. W ostatnich latach z bardzo dobrym skutkiem pracował w przeciętnych Baskecie Kwidzyn i AZS Koszalin.

Nad drużyną nie zapanował tylko w Zgorzelecu, gdy z Turowem, kandydatem do tytułu, zajął rozczarowujące piąte miejsce. - Drużyna od początku była źle zbudowana, a ja w dodatku miałem tym razem słabą rękę do nowych graczy. Koszykarze, których ściągnąłem, okazali się słabsi od tych, którzy odeszli - tłumaczył Urlep.

Słupsk zamiast Euroligi

Na koszykarzach, którzy ze Słoweńcem mieli okazję pracować po raz pierwszy, Urlep wciąż robi duże wrażenie. - Facet żyje koszykówką, ma ogromną wiedzę i poświęca mnóstwo czasu, by jakiegoś Łączyńskiego uczyć i podnosić jego poziom. Trenerowi zwykle zależy tylko na wyniku drużyny, ale Urlep pracował też z każdym z nas - mówił o nim Kamil Łączyński, 23-letni rozgrywający, który po sezonie w AZS Koszalin trafił do szerokiej kadry reprezentacji.

W poprzednim sezonie średniak z Koszalina sięgnął po bezrobotnego, odpoczywającego w Słowenii Urlepa, na początku grudnia, po serii czterech porażek. - Z nim staliśmy się drużyną - mówił potem Łączyński. AZS nabrał rozpędu i w ćwierćfinale play-off do ostatnich akcji decydującego meczu nr 5 zagrażał Asseco Prokomowi, który potem sięgnął po tytuł.

Dlaczego AZS nie zostawił Urlepa na kolejny sezon? - Bo trener nie wyraził zainteresowania - mówi Marcin Kozak, prezes klubu z Koszalina. - Nie mieliśmy czasu zastanowić się, czy chcemy go dalej, a przecież pod względem sportowym wykonał bardzo dobrą pracę. Trener Urlep od razu po rozgrywkach zakomunikował nam, że ma propozycję z klubu euroligowego i tylko taka praca go interesuje.

Do Euroligi Urlep nie trafił, ostatnio znów odpoczywał w Słowenii. W roli trenera Czarnych Urlep zadebiutuje w niedzielę, w meczu z Treflem w Sopocie. Transmisja w TVP Sport o 17.15.

Więcej o: