Sport.pl

TBL Defensywnie: Nie da się kochać jednego syna bardziej!

Ponitka czy Michalak? Widzieć ich na żywo to prawdziwa przyjemność, bo ogląda się przyszłość koszykówki. Diamenty - jak twierdzi ich trener i wychowawca, Mladen Starcević.
Wybaczcie drodzy czytelnicy i setki tysięcy fanów czytających TBL Defensywnie, ale ten odcinek będzie nieco dla mnie, choć oczywiście w 99 procentach w dalszym ciągu skupiam się na zaspokojeniu Waszych potrzeb i pragnień związanych z ciekawością i chęcią poznawania pięknego świata koszykówki.

Kogo nie interesują popisy statystyczne? Nawet stosują filozofię i teorię Paula Ardena, który twierdził - "Cokolwiek myślisz, pomyśl odwrotnie", odsetek populacji niezainteresowany setką Wilta Chamberlaina jest raczej bliski zeru, wybuch Krzysztofa Szubargi w ostatniej kolejce i 10 punktów, 6 zbiórek, 7 asyst oraz 5 przechwytów także nie przejdzie bez echa. Fajnie byłoby zobaczyć na żywo 37 punktów rzuconych przez J.J. Montgomery'ego. Cudownym uczuciem byłoby być w hali we Włocławki i Słupsku kiedy jedne z najbardziej pamiętnych rzutów oddawali Krzysztof Szubarga i Krzysztof Roszyk. Chciałbym widzieć 11 asyst rozdawanych przez mało znanego (boję się użyć słowa nieznanego) Łukasza Wilczka, albo widzieć jak Djordje Micić bije jego rekord i śrubuje go do 14 podań kończących. Pół Polski zanosiło się śmiechem kiedy oczy Tomasa Pacecasa wybuchały, gdy beznadziejnie głupi faul popełnił Alonzo Gee i przegrał tym samym mecz o Superpuchar Polski, to akurat widzieliśmy w telewizji, ale jak magicznym uczuciem byłoby być wtedy w Starogardzie.

I kluczowym tu jest, te mniej i bardziej wiekopomne chwile chcielibyśmy przeżywać w hali, nie przed ekranem komputera, czy telewizora. A już na pewno nie dowiadując się o nich z internetu i co najgorsze z suchych statystyk.

Wybryki indywidualne, głupie akcje, śmieszne zagrania, które zapamiętamy na długo to jednak nic, w porównaniu do tego, jak wiele radości i uciechy przynosi w tym sezonie obserwowanie na żywo młodych i zdolnych koszykarzy ze srebrnego rocznika 1993.

I tu bańka przebojowości z pierwszego akapitu pęka, wchodzi za to ekscytacja możliwością zobaczenia - pierwszy raz od lipca - Mateusza Ponitki i Michała Michalaka na żywo. Całkowicie z boku stał wynik, sam mecz i to co dzieje się na parkiecie. W świetle reflektorów byli tylko dwaj wymienieni juniorzy. Oklaski i zachowanie 13-letniej fanki Britney Spears udzielało się przy parkiecie, kiedy w pierwszej piątce wyszli moi faworyci. Wrzaski z łaciną w tle chodziły po głowie, kiedy Mladen Starcević realizując koncepcję gry sadzał ich na ławce.

Ponitka w starciu ze Śląskiem grał mało i miał problemy z silniejszymi rywalami, ale Michalak, ah co to była za przyjemność patrzenia na tego gracza. Reprezentant Polski był miodem, cudem nad Wisłą, bezchmurną nocą i gwiaździstym niebem podczas najważniejszej randki naszego życia, na której udało nam się pocałować szkolną miłość, a w przyszłości kolejną i kolejną - gdyby ta pierwsza okazała się jednak niewypałem.

Ponitka, czy Michalak? Od na pewno kilku miesięcy trwa typowa sportowa rozmowa, który jest lepszy. Pytają dziennikarze, zastanawiają się kibice, trenerzy i inni zawodnicy. Niech odpowie Mladen Starcević, który obu trenuje.

Szczepan Radzki: Ta rozmowa będzie się nasilała, zapytam więc wprost. Który z dwójki zawodników, Mateusz Ponitka - Michał Michalak jest lepszy, ma większy potencjał i osiągnie więcej, ma lepsze warunki fizyczne, psychiczne, lepsze podejście mentalne?

Mladen Starcević: Chyba musimy usiąść, bo jak zaczniemy wchodzić tak głęboko i tak daleko, to nie starczy nam dnia, a panu skończy się miejsce na dyktafonie (śmiech). Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, bo to tak jakby ktoś spytał ojca, którego syna kocha bardziej?

Rozumiem, że to niewygodne, może więc zacznijmy od tego, który jest bardziej gotowy do gry na poziomie seniorskim? W juniorach bardziej widoczny był Ponitka, Michalak teraz wydaje się być dojrzałym graczem.

- Nie odpuści Pan (śmiech). Ok, zacznę od tego, że obaj zawodnicy grają na zupełnie innych pozycjach. Michał to rzucający obrońca, który może przejąć też rolę rozgrywającego. Mateusz z kolei gra jako rzucający obrońca, ale szybciej zagra jako niski skrzydłowy niż rozgrywający.

Gra więc przeciwko silniejszym od siebie graczom i dlatego jego występy mogą teraz nie powalać. Ponitka jest silny, ale jeszcze chyba nie do końca przestawił się na nieco inne granie.

Ale postępy są? W obu widać bowiem to, że nie boją się wyjść na parkiet i grać, a do tego przygotowało ich chyba wiele minut spędzonych na parkiecie w rozgrywkach juniorskich.

- Proszę pamiętać jednak, że nie możemy mówić o seniorach i juniorach i porównywać grania na tych poziomach. To jest zupełnie inna koszykówka. Obaj są diamentami koszykówki w Polsce, czeka ich ciężka i długa droga, ale postępy są. Jest też jednak kilka innych spraw o czym wielu zapomina. Mateusz i Michał oprócz tego, że grają to chodzą jeszcze do szkoły, mają sporo zajęć, są w klasie maturalnej. Być nimi jest bardzo trudno, bo trzeba wstać wcześnie rano na trening, potem iść do szkoły, wrócić do domu i momentalnie iść na kolejny trening. To wszystko jest trudne do pogodzenia, ale taki ich los, taką karierę wybrali, są ambitnymi chłopakami, mają wielki potencjał, a stabilizacja w grze przyjdzie. Musimy tylko poczekać, ale przed nimi długa droga, wręcz autostrada. Świetnej jakości, ale do celu trzeba dotrzeć i nie da się tego zrobić na skróty.

Mówił Pan o potencjale obu, ambicjach. Ponitkę interesuje tylko granie w NBA, on tam widzi swoje miejsce. Takie podejście jest czymś niespotykanym, ale jak bardzo cieszącym, że tak młody chłopak stawia sobie bardzo wysokie cele.

- Jeśli nasz chłopak, wychowany, urodzony w Polsce, ma takie ambicje to czym my się przejmujemy? Powinniśmy go oklaskiwać, dopingować, żeby mu się udało. Jeśli ktoś stawia sobie poprzeczkę wysoko, to jedyne co musi zrobić, to realizować swoje marzenia. My jako trenerzy chcemy pomóc wszystkim swoim graczom w postawieniu kolejnego kroku w stronę wielkiej kariery.

Na Michalaku i Ponitce skupia się światło reflektorów, jak oni znoszą presję? Pracujecie z nimi nie tylko typowo sportowo?

- Tak, bo koszykówka, sport, to nie tylko lewy i prawy dwutakt. Bardzo dużo i często rozmawiamy, pracujemy nad tym by byli gotowi i staramy się, aby nic co dzieje się wokół tych graczy, nie było dla nich niespodzianką. Tych chłopców trzeba wysłuchać, zrozumieć, bo oni też mają swoje potrzeby i problemy. Musimy być na bieżąco. Ale to nie tyczy się tylko nich, bo mamy w zespole wielu młodych zawodników i pracujemy ze wszystkimi w ten sam sposób.

Więcej o: