Sport.pl

TBL. Po bijatyce w Zgorzelcu. Lawal niczym Kliczko, obdukcja niepotrzebna

- Żaden z trenerów nie skarżył się na to, że trzeba będzie robić jakąś obdukcję, czy coś w tym stylu. Może cała sytuacja jest spowodowana tym, że gracze czują już na plecach oddech zbliżającego się sezonu i są gotowi do walki? - mówi prezes PGE Turowa Zgorzelec Jan Michalski dzień po bójce jego zawodników z koszykarzami Zastalu podczas zamkniętego sparingu.
- Doszło do nieporozumienia i szarpaniny, gracze obu zespołów wyskoczyli na parkiet, ale nie po to, żeby się bić tylko po to, żeby poodciągać partnerów z drużyny od rywali - mówią jednym głosem szkoleniowiec Zastalu Tomasz Jankowski oraz prezes PGE Turowa Jan Michalski.

Co tak naprawdę działo się w Zgorzelcu? Według jednego z wpisów na zgorzeleckim forum Gani Lawal, potężnie zbudowany skrzydłowy Zastalu po jednej z akcji rzucił się z pięściami na Michała Chylińskiego, a następnie w ten sam sposób trafił Artura Mielczarka.

- Lawal z Zastalu wystąpił w roli Kliczki. Ostatecznie było 12 na 12 i boisko zamieniło się w pole bitwy. Leciały ciosy itp. Mecz przerwano przy stanie 74:60 dla Turowa - czytamy w relacji internetowej.

Według nieoficjalnych informacji, do których udało nam się dotrzeć, Lawal miał być prowokowany i bardzo mocno obijany pod koszem przez zawodników Turowa przez całe spotkanie. Na trzy minuty spotkania przy walce o piłkę odepchnął wspomnianego Chylińskiego, który nie wytrzymał i słownie obraził Lawala. Wtedy właśnie doszło do opisywanej na forach szamotaniny i bijatyki. W zdarzeniu udziału nie brał tylko jeden zawodnik z obu zespołów, Dallas Lauderdale, koszykarz Turowa, który ze stoickim spokojem siedział na ławce rezerwowych. Za brak reakcji, partnerzy z drużyny rzekomo bardzo mocno krytykowali środkowego w szatni.

- Nie byłem w momencie zajścia na hali, więc ciężko odnosić mi się do tego co naprawdę się działo. Pomiędzy graczami coś zaiskrzyło i doszło do szamotaniny. Sam byłem tym zdziwiony. Sprawa została wyjaśniona, rozmawiałem z trenerami i władzami Zastalu, między klubami nie ma żadnych nieporozumień i waśni - tłumaczy Michalski.

Zarówno w Turowie jak i w Zastalu nie ucierpiał poważnie żaden z zawodników i wszyscy będą gotowi do gry już na rozpoczęcie ligi, które przypada na 8 października. Kilka siniaków i zadrapań mają tylko wspomniani wcześniej Michał Chyliński i Artur Mielczarek, a także Aaron Cel.

- Żaden z trenerów nie skarżył się na to, że trzeba będzie robić jakąś obdukcję, czy coś w tym stylu. Może cała sytuacja jest spowodowana tym, że gracze czują już na plecach oddech zbliżającego się sezonu i są gotowi do walki? - łagodził sytuację żartem prezes PGE Turowa.

Oba zespoły zmierzą się ze sobą w czwartej kolejce Tauron Basket Ligi już 18 października w Zielonej Górze. Sezon ligowy rozpoczyna się w najbliższą sobotę.

Więcej o: