Fot. Mieczya3aw Michalak / AG???????Marzec 2006 roku: Jacek Krzykała właśnie trafił zwycięski rzut dla Stali Ostrów Wlkp. w meczu ze Śląskiem we Wrocławiu
Po rzucie z ponad 20 metrów piłka leci przez 1,8 sekundy. "Rzuca z własnej połowy. Trafił? Trafił! Niebyw... Coś niebywałego!" - krzyczy sylabizując ostatnie słowo Ryszard Łabędź komentujący mecz Nobilesu Włocławek ze Śląskiem Wrocław w TVP 1. Od najsłynniejszego rzutu w historii polskiej ligi koszykarzy, którym Jacek Krzykała wygrał spotkanie dla Śląska, minęło już 13 lat.
Fot. MIECZYSLAW MICHALAK/AGENCJA GAZETA
Jacek Krzykała
Fot. MIECZYSLAW MICHALAK/AGENCJA GAZETA
Mecz Nobiles - Śląsk: o piłkę walczą Joe McNaull z Tomaszem Jankowskim, a przyglądają się Maciej Zieliński, Igor Griszczuk i Raimondas Miglinieks
Fot. KUBA ATYS
Jacek Krzykała
Fot. MIECZYSLAW MICHALAK / AGENCJA GAZETA
Czasy, kiedy Anwil był jeszcze Nobilesem. Już wtedy klubem z Włocławka kierował Zbigniew Polatowski. Na zdjęciu - rzucający Maciej Zieliński.
Fot. Mieczya3aw Michalak / AG???????
Marzec 2006 roku: Jacek Krzykała właśnie trafił zwycięski rzut dla Stali Ostrów Wlkp. w meczu ze Śląskiem we Wrocławiu
3 października 1998 roku, mecz siódmej kolejki sezonu. 86:85 dla Śląska we Włocławku, pięć sekund do końca, rzut sędziowski pod koszem gości. David Van Dyke, środkowy Nobilesu, wygrywa wznowienie i zbija piłkę do tyłu. Dopada do niej Roman Prawica, który po zwodzie i koźle rzuca za trzy. "Trafił! Za trzy! Roman Prawica bohaterem tego spotkania" - krzyczy komentator TVP Ryszard Łabędź, podczas gdy kibice w małej włocławskiej hali niemal spadają z trybun, a tłum graczy i trenerów z Włocławka wyściskuje Prawicę na środku boiska.
- Zegar poszedł do końca, myśleliśmy, że to koniec, że wygraliśmy. Byliśmy w euforii, bo zwycięstwo ze Śląskiem dla Anwilu było czymś wyjątkowym. Radość była niesamowita - wspomina dzisiaj Prawica.
- Jak Romek trafił za trzy, to wpadliśmy na parkiet, rzuciliśmy się mu na szyję, przewróciliśmy go z radości na boisko. Sędziowie cofnęli zegar o sekundę, więc zeszliśmy z boiska, ale stojący obok mnie Arek Makowski cieszył się: "Ale będzie impreza!" - opowiada Hubert Radke, były koszykarz Anwilu.
Impreza była, ale we Wrocławiu.
Goliat, Dawid, chęć rewanżu
Mecze Śląska z Nobilesem były klasykiem, największą ligową rywalizacją w latach 90. Śląsk, krajowy potentat z metropolii, którego największym symbolem był najbardziej utytułowany polski koszykarz i trener Mieczysław Łopatka, medale mistrzostw Polski kolekcjonował regularnie - w przedziale lat 1963-91, który wyznaczają srebrne dla Polski mistrzostwa Europy we Wrocławiu oraz awans do ekstraklasy zespołu z Włocławka, Śląsk z ligowego podium spadł tylko sześć razy!
Nobiles, absolutny debiutant na koszykarskiej mapie z nieco ponad 100-tysięcznego Włocławka, budowany był w błyskawicznym tempie jako jeden z pierwszych po demokratycznych przemianach przełomu lat 80. i 90. Dokładnie w 1990 roku szef firmy Provide wpadł na pomysł, by z trzecioligowej Włocłavii stworzyć silny zespół. Siłę tworzyli najpierw dwaj Białorusini Jewgienij Pustogwar i Siergiej Słaniewski, a także koszykarze kupieni z Koszalina, Bydgoszczy, Torunia i Szczecina. Trenerem został Mirosław Noculak, a gwiazdą - od sezonu 1991/92 - Igor Griszczuk.
Po piorunującym awansie do ekstraklasy Provide zbankrutowało, ale drużynę uratowała w ostatniej chwili fabryka farb i lakierów. Nobiles przeprowadził duże transfery i już w pierwszym sezonie awansował do finału ligi. Z dominującym w latach 90. Śląskiem, którego prowadził znakomity wówczas Keith Williams, przegrał jednak sromotnie - 73:121, 84:92 i 65:101. Dla włocławian to był smutny, ale jednak początek wielkiej rywalizacji.
- W pierwszym sezonie w ekstraklasie chodziłem na wszystkie mecze Nobilesu i doskonale pamiętam to przekonanie wśród kibiców, a nawet w całym mieście, że na pewno zrewanżujemy się Śląskowi w roku kolejnym. W tym kolejnym sezonie się nie udało, ale chęć rewanżu rosła i wytworzyła się ta cała otoczka towarzysząca potem meczom Nobilesu ze Śląskiem - wspomina Radke.
Kilka metrów Griszczuka
Po trafieniu Prawicy Włocławek jest ekstazie, ale szybko okazuje się, że spotkanie jeszcze się nie skończyło. - W momencie rzutu sędzia stolikowy nacisnął na przycisk zatrzymujący czas, ale czas nie stanął. Dlatego po konsultacjach z sędziami pozwoliliśmy dograć Śląskowi sekundę - wyjaśniał po meczu komisarz Eugeniusz Kuglarz.
Zamieszania nie byłoby, gdyby nie fakt, że właśnie z początkiem sezonu 1998/99 wprowadzono przepis o zatrzymywaniu czasu gry w ostatnich dwóch minutach po zdobytym koszu. Teraz, podczas oglądania powtórki końcówki na YouTube, widać, że w momencie, w którym piłka wpada do kosza po rzucie Prawicy, na zegarze są dwie sekundy. Wówczas, w gorącej atmosferze, sędziowie cofnęli zegar o jedną.
Trener Nobilesu Eugeniusz Kijewski prosi o czas. - Dokładnie pamiętam tę przerwę - mówiłem koszykarzom, że musimy kryć rywali tak, żeby piłkę dostali stojąc tyłem do kosza, a nie przodem - wspomina teraz Kijewski. - Mieliśmy postawić strefę pod własnym koszem i próbować bez faulu przechwycić lub choćby wybić długie podanie - dodaje Prawica.
Trzech koszykarzy Nobilesu pilnuje gości na własnej połowie, Alan Gregov wyszedł wyżej i kontroluje zasłonę, którą Jarosław Zyskowski wykonuje Andrzejowi Adamkowi. Piłkę zza linii końcowej wybija Raimondas Miglinieks - przez ułamek sekundy rozważa długie podanie, ale w końcu daje piłkę najbliżej stojącemu Krzykale, od którego na kilka metrów odszedł Griszczuk. - Akurat Igor przestraszył się, że Krzykała go wyprzedzi i cofnął się o kilka metrów. Jednocześnie bał się, że Śląsk wykona długie podanie. Gdyby Krzykała dostał piłkę tyłem do kosza, to w sekundę nie zdołałby się odwrócić i oddać rzut - analizuje po latach Kijewski.
Mafia, Teleexpress, śruba i "Rumunia"
Kibice o rywalizacji Śląska z Nobilesem mówią "święta wojna", w Wikipedii jest nawet strona "Mecze Anwilu Włocławek ze Śląskiem Wrocław". Wynika z niej, że było 88 takich spotkań, z których 54 wygrali wrocławianie. Aż 42 mecze odbyły się w play-off, aż 25 w pięciu finałach, z których w każdym zwyciężał Śląsk.
- Jak Śląsk przyjeżdżał do Włocławka, to działy się rzeczy niespotykane na innych meczach - opowiada Radke. - Na starej hali we Włocławku kibice zasypywali serpentynami połowę boiska, na której miał się rozgrzewać Śląsk uniemożliwiając bieganie i dwie drużyny musiały się wspólnie rozgrzewać na jeden kosz. Porządkowi serpentyny sprzątali, ale kibice rzucali nowe.
Pamiętnych meczów było mnóstwo. W pierwszym spotkaniu wspominanego finału z 1992 roku Jarosław Zyskowski ze Śląska tak niefortunnie uderzył w podkoszowej walce Griszczuka, że Białorusin doznał ciężkiego urazu odcinka piersiowego kręgosłupa. Griszczuk mówił wówczas, że takie zagrania się zdarzają, ale dla kibiców z Włocławka Zyskowski był wrogiem nr 1.
W półfinale w 1996 roku, w trzecim meczu we Wrocławiu, Griszczukowi odgwizdano piąte przewinienie już w 32. minucie, a Nobiles przegrał zaciętą końcówkę. Faule Białorusina były wątpliwe, a ten - zawsze w gorącej wodzie kąpany - miał wtargnąć do szatni sędziów i grozić im białoruską mafią.
Heh, łezka sie w oku zakręciła. Widziałem ten mecz na żywo. Tzn na żywo w tv. Po tym rzucie za 3 pkt na 1 sek przed końcem zacząłem sie umierać i zbierać do wyjścia "na podwórko rypać w gałę" (miałem wtedy jakieś 14 lat). Smutny, że mój Zepter przegrał, chwytam za piilot, żeby wyłączyć tv a tu piłka leci. I wpada :)
goodwater
0
To było świetne, wisząca ściana kibiców, wspaniała atmosfera. Dzięki za ten artykuł.
thebutcher
0
To było genialne. Zresztą cała rywalizacja Śląska, zarówno z Mazowszanką i Nobilesem/Anwilem, jak i Prokomem była wspaniała. Do dziś mam bilety z finałów w 2001 roku. O Eurolidze już nawet nie wspominam.
Dobrze, że Śląsk wraca do ligi, czas żeby król powrócił na tron :)
Gość: Zuchwa
0
To był rewelacyjny mecz.
szmeterlok12
0
Oglądałem to w telewizji. Coś niesamowitego...
michal0510
0
W latach 90 takie pojedynki jak Śląsk - Anwil, czy Śląsk - Mazowszanka bardzo przyjemnie się oglądało i wtedy bardzo dużo osób koszykówką się interesowało.
Dzisiaj koszykówka w Polsce wśród sportów drużynowych jeśli chodzi o popularność jest gdzieś na szarym końcu.