Sport.pl

Znów demolka w finale NBA. Tym razem górą LeBron James i spółka

Zmiana nastrojów w finale NBA! Wciąż prowadzą oczywiście Golden State Warriors, ale po wysokiej porażce w Cleveland z odrodzonymi Cavaliers, ich 2-1 nie wygląda już przekonująco. LeBron James i jego ekipa wrócili do walki o tytuł z wielką energią, mecz nr 3 wygrali aż 120:90.
120 : 90
Informacje
NBA - 2015/2016 - Wielki finał
Czwartek 09.06.2016 godzina 03:00
Wyniki szczegółowe
Wynik
Cleveland Cavaliers
120
Golden State Warriors
90
Po tym, jak Warriors wygrali dwa pierwsze spotkania łączną różnicą 48 punktów, byli tacy, którzy zastanawiali się, czy obrońcy tytułu nie rozgromią Cavaliers w tym finale 4-0. Zespół z Cleveland wyglądał w Oakland bardzo źle - w ataku polegał na przewidywalnych akcjach indywidualnych, a w obronie, choć nieźle ograniczał Stephena Curry'ego, to zostawiał dużo miejsca i możliwości do gry innym, także drugoplanowym graczom rywala.

Ale w środę obejrzeliśmy zupełnie innych Cavaliers. Osłabionych brakiem Kevina Love'a, który w meczu nr 2 doznał wstrząśnienia mózgu, ale zdecydowanie lepszych. Zaatakowali od pierwszych minut, znakomicie grał Kyrie Irving, po jego trójce było 33:13 pod koniec pierwszej kwarty. Rozgrywający gospodarzy rzucił w tej części aż 16 punktów, osiem dodał James. We dwóch trafili 11 z 13 rzutów w pierwszej kwarcie, cały zespół miał 15 na 21 z gry.

I ten świetny początek ustawił mecz, choć Warriors się nie poddali, w drugiej kwarcie zmniejszyli straty do siedmiu punktów (41:48). Obrońcy tytułu mieli jednak za mało armat, bardzo słabo grał Stephen Curry, który trafiać zaczął dopiero w połowie trzeciej kwarty, gdy Cavaliers mieli ponad 20 punktów przewagi. Wcześniej był moment, w którym MVP miał więcej fauli (trzy) i strat (cztery) niż punktów (dwa).

Obniżony skład Warriors sprawiał trochę problemów Cavaliers, gdy trafiać zaczął Klay Thompson (10 punktów w drugiej kwarcie), ale drugą połowę trener gości Steve Kerr zaczął z wysokim Andrew Bogutem i gospodarze znów uciekli. Dobre momenty mieli Irving oraz odrodzony po dwóch słabych meczach J.R. Smith, w końcu kontrolę nad grą przejął James. Lider Cavaliers zdobył 32 punkty, miał 11 zbiórek i sześć asyst, momentami grał znakomicie.

- Trener przygotował świetny plan na ten mecz, a my egzekwowaliśmy go przez 48 minut. Kyrie grał dziś wyjątkowo dobrze, ale musimy być w tej serii wyjątkowi. Ja też byłem w dobrym rytmie, koledzy dobrze mnie znajdowali, pomagali mi. Bez nich nic nie osiągnę - mówił James na gorąco, w krótkiej rozmowie na boisku tuż po zakończeniu meczu.

Wsparcie kolegów było w środę szalenie ważne - Irving skończył mecz z 30 punktami oraz zaliczył osiem asyst, Smith rzucił 20 punktów. Pod tablicami wielką pracę wykonał Tristan Thompson, który zdobył 14 punktów i miał 13 zbiórek, z czego aż siedem w ataku - w drugiej kwarcie to jego zbiórki w ataku przerywały pogoń Warriors i dawały gospodarzom szansę na punkty z ponowienia.

W Warriors wyróżnić można tylko walecznego Harrisona Barnesa, który rzucił 18 punktów i miał osiem zbiórek. Reszta zagrała dużo słabiej - Curry zdobył 19 punktów, ale popełnił też sześć strat, Thompson nie wyszedł poza 10 punktów z drugiej kwarty, a Draymond Green rzucił tylko sześć (miał także po siedem zbiórek i asyst). Warriors mieli tylko 9/33 za trzy, zostali zdemolowani 32:52 w walce o zbiórki, popełnili też 18 strat przy tylko 13 gospodarzy.

Mecz nr 4 odbędzie się w nocy z piątku na sobotę czasu polskiego w Cleveland. Rywalizacja toczy się do czterech zwycięstw.

Złote czasy dla klubów NBA. Ile warte są najlepsze drużyny?






Kto będzie mistrzem NBA?
Więcej o:

NBA tabela

Dywizja/ZespółZw.Por.bilans
EASTERN CONFERENCE
SOUTHEAST
Orlando42400.512
Charlotte39430.476
Miami39430.476
Washington32500.390
Atlanta29530.354
ATLANTIC DIVISION
Toronto58240.707
Philadelphia51310.622
Boston49330.598
Brooklyn42400.512
New York17650.207
CENTRAL
Milwaukee60220.732
Indiana48340.585
Detroit41410.500
Chicago22600.268
Cleveland19630.232
WESTERN CONFERENCE
SOUTHWEST
Houston53290.646
San Antonio48340.585
Memphis33490.402
New Orleans33490.402
Dallas33490.402
PACIFIC
Golden State57250.695
L.A. Clippers48340.585
Sacramento39430.476
L.A. Lakers37450.451
Phoenix19630.232
NORTHWEST
Denver54280.659
Portland53290.646
Utah50320.610
Oklahoma City49330.598
Minnesota36460.439

Komentarze (34)
Znów demolka w finale NBA. Tym razem górą LeBron James i spółka
Zaloguj się
  • 23tryt

    Oceniono 14 razy 14

    człowiek się budzi na III kwartę, a tu już nie ma co oglądać ...... drugi raz z rzędu

  • najlepszaligaswiata

    Oceniono 8 razy 8

    Dziwne te Finały jak na razie od blowoutu do blowoutu, ale mimo wszystko fajnie byłoby zobaczyć 7 meczów:). Więcej o NBA na www.najlepszaligaswiata.pl

  • Pawel Brzana

    Oceniono 6 razy 6

    Myślę że GSW na miękko się wybrali do Cleveland, moim zdaniem wojownicy dali im wygrać a raczej nie dali z siebie wszystkiego lub pozwolili sobie na ciut mniejsze zaangażowanie, zobaczymy 3 mecz ale ja obstawiam że GSW go wygrają i zamkną serię u siebie 4-1 a to jedno zwycięstwo tak na osłodę no i po to aby zdobyć tytuł we własnej hali

  • Tom Stu

    Oceniono 4 razy 4

    cleveland było wzmocnione brakiem kevina...

  • orstes

    Oceniono 3 razy 3

    A więc okazało się, że Cavs potrafią grać szybciej i rzucać za 3, pytanie tylko jaki wpływ na ich nastawienie do meczu miała hala, a jaki przepracowana przerwa między meczem numer 2 a 3, patrząc na 2 kwartę gdzie LBJ miał 1 celny rzut z gry na 10 prób (1/2 FT) co do tego drugiego można mieć wątpliwości.. Kolejna kwestia jak podziała na nich powrót Love, bo że wróci raczej pewne, że grał średnio przez półtorej meczu też.
    Co do GSW to jak w każdej rundzie przegrali pierwszy mecz na wyjeździe i patrząc na to jak gdzieś tak w połowie 3 kwarty wyraźnie odpuścili obronę i zaczęli szukać li i jedynie rytmu w ataku można przypuszczać, że to przemyślana taktyka Steva Kerra, spinanie się na dwa mecze na wyjeździe i przegranie obu, zwłaszcza gdy gramy co 48h średnią taktyką jest. Czy plan wypali i wrócą do siebie z bilansem 3-1 czas pokaże, ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana;)

  • fresh.mk

    Oceniono 4 razy 2

    Chciałbym się mylić, ale wydaje mnie się że GSW chcą po prostu świętować obronę tytułu we własnej hali.

  • Tomek Tomala

    Oceniono 1 raz 1

    Nie narzekać! Podobnie zaczęły się finały NBA w 2005, gdy 4 pierwsze mecze to były 4 zdecydowane wygrane: 2 u siebie Spurs i 2 u siebie Pistons. Wszystko zaczęło się w meczu 5, a finał skończył się na 4-3 dla Spurs. U mnie w głowie tamta rywalizacja zapisała się jako jedne z bardziej emocjonujących finałów, bo "koniec wieńczy dzieło", "nie ważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy" itd... :) Stawiam, że teraz będzie też 2-2, a potem zobaczymy...

  • niezajetylogin2

    Oceniono 3 razy 1

    Ehh... nie zapomniejmy po co i o co grają oba zespoły? Mianowicie, nie odkryję tutaj Ameryki, jeżeli powiem, że grają o Puchar, a właściwie to o pieniądze. I to nie małe! Po co więc kończyć rywalizację w 4 meczach, jak można np w 6? W tym momencie GSW idą na wynik 4:1 i decydujący mecz mają u siebie. Mecz więcej = dużo $$$$$. Nie wiem, czy będą ryzykować i grać więcej meczy... Ameryka kocha sport. Zawodnicy kochają pieniądze! A popcorn i cola muszą się lać! Sport się skończył. Niestety :/

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX