Sport.pl

NBA. Ostatnia sztuka Kobe Bryanta

Scenariusz pisało Nike, scenę rozstawili Los Angeles Lakers, nagłośnienie przygotowała NBA. Ale główną rolę musiał odegrać Kobe Bryant i zrobił to znakomicie. Historia z Hollywood przyćmiła rekord Golden State Warriors
To był niezwykły, jedyny w swoim rodzaju wieczór w historii NBA. W Los Angeles ostatni mecz w karierze rozgrywał Kobe Bryant, jeden z najwybitniejszych koszykarzy świata, a w pobliskim Oakland ligowy rekord wszech czasów bili mistrzowie - Golden State Warriors. Oba wydarzenia były zaskakujące w swojej oczywistości i odwrotnie.

Od lat nie było śmiałków, którzy typowaliby, że ktoś będzie w stanie pobić 72 zwycięstwa Chicago Bulls z 1996 r., ale wystarczył miesiąc tego sezonu, byśmy zrozumieli, że na dobrej drodze są Warriors. W środę byliśmy już tego pewni, 73. wygrana hegemona w ostatnim meczu z najwyżej solidnymi Memphis Grizzlies po prostu musiała się wydarzyć. I się wydarzyła, Warriors zwyciężyli 125:104.

Od listopada wiedzieliśmy natomiast, że 37-letni Bryant swój ostatni mecz zagra 13 kwietnia. Długie miesiące meczów przeciętnych i słabych, pożegnalne tournée po Ameryce, sprawiły, że to kończenie kariery gwiazdora stało się nużące. I nagle w środowy wieczór cofnęliśmy się o kilkanaście lat, obejrzeliśmy wielkie widowisko. Bryant rzucił 60 punktów! W końcówce sam odrobił straty, Lakers pokonali Utah Jazz 101:96.

Wszystko było przygotowane. Nike nazwało 13 kwietnia mianem "Mamba Day" i zaangażowało całą armię sportowców i znanych osobistości, by odpowiednio Bryanta pożegnać. Pozdrowienia i podziękowania poprzez media społecznościowe przesyłały inne wielkie twarze koncernu - Tiger Woods, LeBron James i Serena Williams. W specjalnej reklamie, w której Bryant dyryguje tłumem nienawistników, którzy na koniec kariery go pokochali, wystąpiła m.in. Whoopi Goldberg.

Gra Lakers też była ustawiona pod Bryanta. Gwiazdor spudłował pięć pierwszych prób, ale rzucał dalej. Spodziewaliśmy się, że może rzucić 20-30 punktów w spotkaniu, które będzie łzawą karykaturą zawodów sportowych, wyreżyserowanym pożegnaniem bohatera. Ale nagle przedstawienie stało się meczem. W drugiej połowie Bryant zaczął trafiać coraz trudniejsze rzuty, Lakers zaczęli odrabiać straty, tłumy celebrytów na trybunach wstały i już nie usiadły, a pulsujące media społecznościowe praktycznie przestały zwracać uwagę na bijących rekord Warriors.

W czwartej kwarcie Bryant zdobył 15 z ostatnich 17 punktów drużyny, w tym oczywiście wszystkie najważniejsze. Schodząc z boiska na dobre, przytulił się i przybił piątkę z Shaquille'em O'Nealem - byłym kolegą, a jednocześnie wielkim rywalem z Lakers, z którym zdobył trzy mistrzostwa. To właśnie Shaq próbował pod koniec marca wymóc na Bryancie deklarację. - Kobe, obiecaj mi, że w swoim ostatnim meczu w Staples Center zdobędziesz 50 punktów - powiedział podczas telekonferencji. Bryant przez sekundę zrobił wielkie oczy i się zaśmiał. - Nie - odpowiedział, ale kto wie, co sobie pomyślał.

Gdy Bryant schodził ze sceny w glorii wielkiego zwycięzcy, kilkaset kilometrów na północ od Los Angeles umiarkowanie świętowali Warriors. Ich lider Stephen Curry zdobył w środę 46 punktów po fantastycznych momentami zrywach. Aby to osiągnąć, oddał 24 rzuty, podczas gdy Bryant próbował aż 50 razy. Dziennikarze szybko policzyli, że gdyby Curry rzucał tyle co Bryant, a utrzymał skuteczność, zdobyłby 96 punktów.

Zwycięstwo Lakers w ostatnim meczu Bryanta było ledwie 17. zespołu w całym sezonie, utytułowany klub z Los Angeles upadł tak nisko jak nigdy. Warriors weszli na szczyt, zepchnęli z niego Michaela Jordana z jego Bulls, ale w środę stali się tłem. Wyraźnym, ważnym, ale jednak tłem. Może byłoby inaczej, gdyby młodszy o dziewięć lat od Bryanta Curry też był w stajni Nike?

W 2013 r. koncern na spotkanie z koszykarzem na temat przedłużenia kontraktu wysłał drugorzędnych przedstawicieli, jeden przekręcił imię Curry'ego, nazywając go "Stephonem", a na prezentacji butów gracza Warriors było imię i nazwisko Kevina Duranta. Na końcu Nike uznało, że nie przedłuży umowy za 4 mln dol. Dziś koszykarz ze znakomitym wynikiem sprzedaje buty Under Armour.

Bryant wygrał finał sezonu, ale odchodzi po trzech latach męczarni, bo od zerwania ścięgna Achillesa w kwietniu 2013 r. miał notoryczne problemy ze zdrowiem, na ławce rezerwowych siedział czasem ze stawami obłożonymi torebkami z lodem. Curry od dwóch lat pnie się coraz wyżej, a kiedy wydaje się, że lepiej grać nie można, to nagle zaczyna trafiać z miejsc, z których inni nawet nie zdecydowaliby się spojrzeć na obręcz. Jest murowanym kandydatem do nagrody MVP, ale - co niespotykane - spokojnie mógłby dostać wyróżnienie za największy postęp. Był świetny, staje się znakomity.

Teraz musi jednak zdobyć mistrzostwo, bo bez niego rekord będzie niczym, a porównania z Bulls z 1996 r., wciąż częściej skłaniające się ku drużynie Jordana jako tej lepszej, w ogóle stracą rację bytu. Ucieka od nich notorycznie pytany o obie drużyny Steve Kerr - rezerwowy tamtych Bulls, trener obecnych Warriors. - W 1996 r. byłem członkiem The Beatles, teraz jestem w The Rolling Stones. W obu przypadkach byłem tylko technicznym, rozstawiałem scenę dla obu zespołów. Ale to było świetne, ekscytujące. Energia, którą noc w noc czuliśmy od tłumów, była niesamowita.

Kto lepszy? - To niemożliwe do porównania. Zmieniły się przepisy, epoki, gramy w dwóch różnych ligach - dodaje Kerr. A przyciśnięty do muru, zapytany o hipotetyczny mecz mówi: - Wynik zależałby od trójki Curry'ego, rzucanej z odejścia i sprzed Jordana. Ale nigdy się nie dowiemy, czy ten rzut wpadłby do kosza, czy nie.

PARY PLAY-OFF. Wschód: Cleveland (1) - Detroit (8); Toronto (2) - Indiana (7); Miami (3) - Charlotte (6); Atlanta (4) - Boston (5). Zachód: Golden State (1) - Houston (8); San Antonio (2) - Memphis (7); Oklahoma City (3) - Dallas (6); LA Clippers (4) - Portland (5). Pierwsze mecze - w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego



Zewsząd płyną hołdy dla Bryanta: specjalna reklama Nike, gratulacje rywali, memy...




Czy będzie ci brakowało K.Bryanta?
Więcej o:

NBA tabela

Dywizja/ZespółZw.Por.bilans
EASTERN CONFERENCE
SOUTHEAST
Orlando42400.512
Charlotte39430.476
Miami39430.476
Washington32500.390
Atlanta29530.354
ATLANTIC DIVISION
Toronto58240.707
Philadelphia51310.622
Boston49330.598
Brooklyn42400.512
New York17650.207
CENTRAL
Milwaukee60220.732
Indiana48340.585
Detroit41410.500
Chicago22600.268
Cleveland19630.232
WESTERN CONFERENCE
SOUTHWEST
Houston53290.646
San Antonio48340.585
Memphis33490.402
New Orleans33490.402
Dallas33490.402
PACIFIC
Golden State57250.695
L.A. Clippers48340.585
Sacramento39430.476
L.A. Lakers37450.451
Phoenix19630.232
NORTHWEST
Denver54280.659
Portland53290.646
Utah50320.610
Oklahoma City49330.598
Minnesota36460.439