Sport.pl

NBA. Mecz, który ktoś musiał wygrać... Rodzinna Filadelfia doceniła Kobe Bryanta, zwycięstwo dla najgorszych Sixers

Po 18 porażkach z rzędu od początku sezonu Philadelphia 76ers wreszcie wygrali - 103:91 z Los Angeles Lakers w meczu, który był ligowym pożegnaniem Kobe Bryanta z rodzinną Filadelfią. Pożegnaniem niezbyt spektakularnym, jak zresztą cały dotychczasowy sezon w wykonaniu gwiazdora Lakers.
Mecz Sixers - Lakers od kilkunastu dni zapowiadał się na spotkanie w pewnym sensie wyjątkowe, bo mierzyły się w nim dwie najgorsze drużyny ligi - zespół z Filadelfii zaczął sezon od 18 kolejnych porażek, a licząc z poprzednim sezonem przegrał aż 28 meczów z rzędu. Lakers byli tylko nieco lepsi - przed meczem z Sixers mieli bilans 2-14. Oficjalnie nikt tego nie przyzna, ale wiadomo, że obu klubom bardziej zależy na porażkach niż wygranych. Z prostego względu - im gorszy jesteś, tym większe szanse masz na wylosowanie nr. 1 w drafcie, co w czerwcu przełoży się najpewniej na wybór wszechstronnego wysokiego skrzydłowego Bena Simmonsa.

Ale po niedzielnym oświadczeniu Bryanta, który zapowiedział, że ten sezon będzie jego ostatnim, mecz Sixers - Lakers nabrał jeszcze bardziej wyjątkowego znaczenia: był ligowym pożegnaniem Bryanta z Filadelfią, miastem, w którym się urodził, w którym kończył szkołę średnią. Miastem, którego mieszkańcy Bryanta jednak nie kochają. Przez lata na gwiazdora Lakers w Filadelfii raczej buczano niż go oklaskiwano.

Jednak we wtorek było inaczej. Bryant dostał owację na rozgrzewce, jeszcze większą podczas prezentacji, gdy spiker wyjątkowo długo wyliczał jego osiągnięcia. "Kobe, Kobe!" skandowała publiczność. A Bryant zaczął tak, jakby miał 10 lat mniej - po 10 sekundach trafił za trzy, w kolejnej akcji to powtórzył, a po nieco ponad minucie miał na koncie już trzy trójki. Bryant zdobył dla Lakers pierwsze 11 punktów, a publiczność krzyczała "MVP, MVP!".

Magia szybko się jednak skończyła - po dobrej pierwszej kwarcie, w kolejnych Bryant pudłował coraz częściej. Ładne akcje i niesamowite trafienia zostały zastąpione przez nieudane zwody i niecelne rzuty, były momenty, w których gwiazdor Lakers grał jakby w oderwaniu od drużyny - rzucał kiedy chciał, po akcjach, które zaczynał i kończył bez oddawania piłki. Słowem: grał tak, jak w poprzednich kilkunastu meczach tego sezonu, w których trafiał nędzne 30 proc. rzutów z gry.

W sumie Bryant zdobył we wtorek 20 punktów, ale trafił tylko siedem z 26 rzutów (4/17 za trzy). 37-letni rzucający miał też pięć zbiórek, dwie asysty, przechwyt i trzy straty.

Mecz najgorszych drużyn NBA był, jak można się było spodziewać, słaby. Ale też ciekawy. Pod koniec drugiej kwarty Lakers prowadzili już 57:43 po trójce Bryanta, ale gospodarze dobrze rozpoczęli trzecią część. Dziewięć punktów szybko zdobył Robert Covington, dzięki czemu Sixers wyszli na prowadzenie. W połowie kwarty doszło do małego zamieszania, bo pod koszem łokciami zbyt mocno wymachiwał środkowy Lakers Roy Hibbert. Obyło się bez bójki, skończyło na kilku przewinieniach technicznych. Sytuacja tylko na chwilę wybiła z rytmu gospodarzy, którzy w końcówce trzeciej części przyspieszyli dzięki akcjom rozgrywającego T.J. McConnella i wyszli na prowadzenie 80:75.

Na początku czwartej kwarty Lakers nie pomogła piękna akcja Bryanta, który wszedł pod kosz i trafił z zawijasem, Sixers wyszli na prowadzenie 89:80. Jerami Grant potężnie zablokował wówczas Bryanta, a Covington po chwili trafił kolejną trójkę. Lakers w ostatnich minutach jeszcze się poderwali, ale przy stanie 88:96 Bryant spudłował trójkę, potem nieudanie wymuszał faul oraz nie trafił z wejścia. Hollis Thompson odpowiedział trójką, Lakers nie zdołali już nawiązać walki.

Fani z Filadelfii głośno podziękowali Sixers za wygraną, ale już kilkanaście minut po końcowej syrenie znów skandowali: "Kobe, Kobe, Kobe!". I tak może być we wszystkich halach do końca sezonu i kariery pięciokrotnego mistrza NBA. W środę Lakers zagrają w Waszyngtonie z Wizards Marcina Gortata.



Więcej o:

NBA tabela

Dywizja/ZespółZw.Por.bilans
EASTERN CONFERENCE
SOUTHEAST
Orlando42400.512
Charlotte39430.476
Miami39430.476
Washington32500.390
Atlanta29530.354
ATLANTIC DIVISION
Toronto58240.707
Philadelphia51310.622
Boston49330.598
Brooklyn42400.512
New York17650.207
CENTRAL
Milwaukee60220.732
Indiana48340.585
Detroit41410.500
Chicago22600.268
Cleveland19630.232
WESTERN CONFERENCE
SOUTHWEST
Houston53290.646
San Antonio48340.585
Memphis33490.402
New Orleans33490.402
Dallas33490.402
PACIFIC
Golden State57250.695
L.A. Clippers48340.585
Sacramento39430.476
L.A. Lakers37450.451
Phoenix19630.232
NORTHWEST
Denver54280.659
Portland53290.646
Utah50320.610
Oklahoma City49330.598
Minnesota36460.439

Skomentuj:
NBA. Mecz, który ktoś musiał wygrać... Rodzinna Filadelfia doceniła Kobe Bryanta, zwycięstwo dla najgorszych Sixers
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX