To jego kolejny dobry mecz przeciwko Lakers. Całkiem nieźle radził sobie z wyższym i silniejszym Andrew Bynumem. W trzeciej kwarcie zdobył punkty po dobrym podaniu od Nasha, przed rzutem wykonał zwód, na który nabrał Amerykanina i zdobył łatwe punkty spod kosza. Wykorzystywał także to, że rywale nie do końca jeszcze doceniają jego rzut z półdystansu - Bynum często zostawał pod obręczą, Gortat miał sporo miejsca i starał się z takich momentów korzystać.
Najwięcej punktów Gortat zdobył po wejściach pod kosz po podaniach od Steve'a Nasha. Choć rywale wiedzą, że dwójkowe akcje Polaka z Kanadyjczykiem są najsilniejszą bronią Suns, to zatrzymać ich nie potrafią.
W sumie Gortat w 42 minuty trafił 9 z 15 rzutów z gry, 3 z 5 wolnych, miał 15 zbiórek (trzy w ataku), asystę, przechwyt oraz dwie straty i dwa faule.
Suns zagrali nadspodziewanie dobrze od samego początku. Przeciwko czwartej obronie ligi rzucili w pierwszej połowie aż 63 punkty, momentami prowadzili aż 27 punktami. Lakers mieli problemy ze skutecznością, łatwo tracili piłki w ataku (aż 18 strat), bardzo słabo rzucali z dystansu (3/18). Suns prowadzili 23 punktami po pierwszej połowie, 27 na koniec trzeciej kwarty, ale rezerwowi Lakers na cztery minuty przed końcem zmniejszyli straty nawet do 10 punktów (91:81), ale wtedy ważne rzuty trafili Dudley i Frye, a Suns obronili przewagę.
Najlepszym strzelcem Suns był Jared Dudley, który zdobył 25 punktów, to jego najlepsze osiągnięcie w sezonie. Gortat rzucił 21 punktów, 15 grant Hill.
Steve Nash trafił tylko dwa z ośmiu rzutów z gry, zdobył osiem punktów, ale miał aż 14 asyst.
- Wiemy, że Marcin ze Stevem zawsze znajdą sposób na swoje punkty. Dlatego tak ważne jest, by ktoś jeszcze włączył się do ataku i zaskoczył rywali - mówił po meczu Dudley.
Bryant znów rzucił Suns sporo punktów, w niedzielę aż 32 (w dwóch poprzednich meczach 36 i 48), miał też siedem zbiórek i pięć asyst, ale jego statystyki nie wyglądają aż tak dobrze. Przez cały mecz lider Lakers popełnił aż 10 strat, do tego spudłował siedem z ośmiu rzutów z dystansu. W meczu trafił 11 z 24 rzutów. Pau Gasol miał 17 punktów i 12 zbiórek, Andrew Bynum 16 punktów i 10 zbiórek.
- Nie byliśmy mentalnie przygotowani do tego meczu, nasze myśli były gdzie indziej - mówił Gasol.
Lakers poza Bryantem oraz punktami Gasola i Bynuma nie mieli żadnego zawodnika, który włączyłby się w zdobywanie punktów. Czwartym strzelcem drużyny był Troy Murphy z ośmioma punktami.
Był to trzeci mecz Suns z Lakers w sezonie, pierwszy wygrany przez koszykarzy z Arizony. Drużyny spotkają się jeszcze raz - 7 kwietnia.
Dzięki zwycięstwu Suns awansowali w tabeli Konferencji Zachodniej na 12. miejsce, mają bilans 13 zwycięstw i 19 porażek. Przed przerwą na weekend gwiazd, który w tym roku odbędzie się Orlando (24-26 lutego), zespół Marcina Gortata zagra jeszcze dwa mecze, oba przed własną publicznością. W nocy z poniedziałku na wtorek z Washington Wizards, dwa dni później z Golden State Warriors.
Lakers (bilans 18-13) zajmują piąte miejsce na zachodzie. Przed weekendem gwiazd zagrają trzy ciężkie mecze: u siebie z Portland Trail Blazers oraz na wyjazdach z Dallas Mavericks i Oklahomą City Thunder.
Phoenix Suns - Los Angeles Lakers 102:90. Kwarty: 35:19, 28:21, 19:27, 20:23.
Suns: Dudley 25 (2), Gortat 21, Grant Hill 15 (1), Frye 13 (3), Nash 8 oraz Morris 10 (1), Redd 6, Brown 2, Lopez 2, Telfair 0.
Lakers:/b> Bryant 32 (1), Gasol 17, Bynum 16, World Peace 2, Fisher 0 oraz Murphy 8 (2), Barnes 5, Goudelock 4, Blake 2, Kapono 2, Morris 2, McRoberts 0, Walton 0.