Sport.pl

Jak Turów z Pucharu Europy odpadał. Jak oceniać występy mistrza i co dalej w lidze?

W środę PGE Turów Zgorzelec w rozczarowującym stylu przegrał u siebie z Paris-Levallois 78:87 w 1/8 finału Pucharu Europy i odpadł z rozgrywek. O meczu, ocenie występu w pucharach oraz kolejnych wyzwaniach mistrzów Polski pisze Łukasz Cegliński ze Sport.pl.
1. Trudno przegraną rywalizację z Paris-Levallois postrzegać inaczej niż jako rozczarowanie. To z szóstym obecnie zespołem francuskiej Pro A Turów chciał grać w 1/8 finału, w Zgorzelcu cieszono się, że to paryżanie, a nie Besiktas Stambuł okazali się rywalem w fazie pucharowej.

W pierwszym meczu Turów grał już bez Ivana Zigeranovicia, jeszcze bez Filipa Dylewicza i z osłabionym po chorobie Vladem Moldoveanu, ale przegrał w Paryżu tylko 71:74. Na dodatek po wyrównanej końcówce i przy kiepskiej skuteczności z dystansu (6/31) oraz z wolnych (15/27). Wydawało się, że gdy pod koniec trudnej, chaotycznej pierwszej kwarty rewanżu zgorzelczanie wyszli na prowadzenie 22:16 po trójkach Moldoveanu, będą mecz kontrolować. Może nie od razu rywali gromić, ale przynajmniej regulować tempo, panować nad sytuacją.

2. Turów, można powiedzieć, przegrał (dwu)mecz dwukrotnie - po raz pierwszy na początku drugiej kwarty, którą zaczął od wyniku 1:16. Obejrzałem ten fragment na spokojnie i tylko upewniłem się, jak słabo zagrał wówczas mistrz Polski w obronie. I jeszcze gorzej w ataku.

Blake Schilb cztery razy trafił sprzed Mardy'ego Collinsa (dwa razy mu uciekł, dwa razy trafił z ręką na twarzy), Collins miał w tym samym fragmencie dwie straty i dwie niecelne trójki. Do tego niewymuszone straty popełnili Damian Kulig i Chris Wright, a Moldoveanu stracił piłkę pod presją obrońcy. Dodajmy do tego wycofanie się Nemanji Jaramaza spod kosza w kontrze, faul Serba przy trójce Dionte Christmasa i sekwencję akcji po przerwie (spóźnionej? Było 0:12 w kwarcie...) dla Miodraga Rajkovicia, gdy najpierw Collins po byle jakiej akcji spudłował za trzy, a Mike Green trafił po zasłonie przy biernej postawie obrońców Turowa.

3. Po raz drugi Turów przegrał (dwu)mecz w trzeciej kwarcie - po tym, jak mobilizacja w obronie i wreszcie płynna, pomysłowa i skuteczna gra w ataku (szersze rozstawienie, wejścia Tony'ego Taylora) pozwoliły zgorzelczanom zmniejszyć straty do 44:46, a potem 49:52. Ale po 30 minutach mistrzowie Polski przegrywali 49:58.

Dlaczego? Tutaj decydowały już szczególiki - Giovan Oniangue i Schilb trafili bardzo trudne rzuty w ostatnich sekundach akcji, gdy blisko pilnowali ich Chyliński i Collins. Z drugiej strony Kulig i Moldoveanu spudłowali wejścia, a Wright przy wsadzie uderzył piłką w obręcz. W jednej akcji sędziowie chyba zbyt pospiesznie gwizdnęli faul Chylińskiemu, chwilę później Chyliński stracił piłkę w wejściu, bo zespół ustawił się za ciasno i obrońcy mieli ułatwione zadanie. Gdyby przy dwu- lub trzypunktowej różnicy dwie kolejne akcje potoczyły się inaczej, przebieg drugiej połowy też mógłby być inny. Ale było, jak było - w detalach, najważniejszych akcjach lepsi byli rywale i Turów nic nie wskórał walką do końca.

4. Jak oceniać tegoroczne występy Turowa w Europie? Na łączny bilans 6-12 złożyło się 1-9 z Euroligi (kilka dobrych momentów z silnymi rywalami) oraz 5-3 z Pucharu Europy (w tym świetna seria 5-0 zakończona pogromem Baloncesto w Sewilli). Z punktu widzenia klubu to może być i plus (w końcu udało się zadebiutować w Eurolidze), i minus (wszyscy w Zgorzelcu czuli, że ósemka i wyrównanie osiągnięcia sprzed siedmiu lat, jest blisko). Z punktu widzenia polskiej koszykówki też mamy i plus (zeszłoroczny Stelmet w obu cyklach miał bilans 3-13, więc postęp jest), i minus (koncentracja przeniesiona z ligi na Puchar Europy nie przyniosła efektu, dwumecz do wygrania został przegrany). No i nie należy zapominać o 18 trudnych meczach, które - zwykle na dobrym lub bardzo dobrym poziomie - rozegrali Kulig i Michał Chyliński, reprezentanci Polski. To niewątpliwie dobra wiadomość.

Summa summarum - od przełomu stycznia i lutego liczyliśmy, że będzie lepiej, widzieliśmy Turów w ósemce, a nawet w półfinale, choć z drugiej strony zawierucha wokół i zmiany w drużynie budziły wątpliwości. Po porażkach w słabym stylu z Paris-Levallois zadowolonym być nie można, ale w Eurolidze i Pucharze Europy Turów zaprezentował się dobrze.

5. Teraz przed Turowem walka o mistrzostwo Polski - zgorzelczanie mają jeden mecz zaległy, dlatego w tabeli należy ich widzieć na drugiej pozycji za Stelmetem, który ma o jedną porażkę mniej (cztery wobec pięciu Turowa, inni rywale minimum sześć). Jeśli Turów wygra wszystkie mecze do końca sezonu, w tym ponad ośmioma punktami w ostatnim spotkaniu ze Stelmetem, na pewno będzie pierwszy przed play-off. Tylko czy to możliwe?

Przed mistrzami Polski wyjazdy do Słupska, Wrocławia i Gdyni, no i wspomniany mecz z wicemistrzem. Łatwo nie będzie, ale czy to pierwsze miejsce ma aż takie znaczenie? Trener Rajković na pewno chce wygrywać, ale ma też inne, być może ważniejsze zadanie w kontekście play-off - zbudować zespół po zmianach, wkomponować do składu Kyryła Natiaszkę oraz Aleksandra Czyża, odbudować formę słabych ostatnio Jaramaza i Moldoveanu, zadbać o należytą koncentrację Collinsa i Taylora.

To, w przeciwieństwie do awansów w Pucharze Europy, musi się udać. Sezon bez mistrzostwa będzie dla Turowa przegrany.

Jak oceniasz występ Turowa w pucharach?
Więcej o: