Warszawski klub, który z bilansem 6-18 zajął 12., przedostatnie miejsce w pierwszym etapie rozgrywek Tauron Basket Ligi, od grudnia balansuje na granicy upadku. Tuż przed Bożym Narodzeniem prezes klubu Jolanta Dolecka mówiła, że zespół zostanie wycofany z gry, ale ostatecznie drużyna kontynuowała rozgrywki.
- Mimo katastrofalnej sytuacji my, zawodnicy, nie odwracamy się od siebie ani od trenera Mladena Starcevicia, który dba, żebyśmy starali się nie myśleć o zaległościach finansowych. Nie da się od tego tematu uciec, ale dzięki trenerowi na każdy trening i mecz wychodzimy maksymalnie zmobilizowani. A łatwo nie jest - mówi Wilczek.
Od kiedy koszykarze Politechniki nie otrzymują pensji? - Właściwie od października. Ryczałtów za mieszkanie nie oglądaliśmy praktycznie od początku sezonu. To, co zarabiamy, nie wystarcza na godne życie w
Warszawie. Cały czas istnieje zagrożenie, że tego sezonie nie dokończymy - tłumaczy rozgrywający Politechniki.
W trudnej sytuacji finansowej są także siatkarze Politechniki, którzy ostatnio wychodzili na mecze w koszulkach z napisami SOS. Siatkarze grają jednak w europejskich pucharach - czy koszykarze patrzą na nich krzywo? - Z tego, co wiem, wcale tak różowo nie mają. A pretensji nie mamy. Jest natomiast żal do osób, które kierują klubem, do naszej pani prezes. Nie wszystko jest tak, jak należy - mówi Wilczek.
Inny koszykarz Politechniki, rzucający Piotr Pamuła, mówił kilka dni temu Warszawa.sport.pl: - Na przełomie roku dostaliśmy część zaległych pieniędzy, ale mija drugi miesiąc i nic nowego w tej kwestii się nie dzieje. Zaległości narastają, dalej jest tak źle, jak było.
W sobotę Politechnika inauguruje drugi etap rozgrywek w gronie zespołów z miejsc 7-14 wyjazdowym meczem ze Śląskiem
Wrocław.