Sport.pl

Play-off NBA. Koniec sezonu Magic, Celtics wyraźnie lepsi

Łukasz Cegliński
29.05.2010 , aktualizacja: 29.05.2010 13:43
A A A Drukuj

29.05.2010, godzina 02:30

Boston Celtics

96 84
  • na żywo
Dwight Howard Fot. Winslow Townson AP Dwight Howard
Boston Celtics zdecydowanie, 96:84, pokonali Orlando Magic w meczu nr 6 finału Konferencji Wschodniej. W rywalizacji do czterech zwycięstw Celtics zwyciężyli 4:2 i zagrają o mistrzostwo NBA. Dla Orlando Magic i Marcina Gortata sezon się skończył.
Paul Pierce świętuje awans do finału NBA
Fot. Winslow Townson AP
Paul Pierce świętuje awans do finału NBA
Glen Davis z Bostonu i Rashard Lewis z Orlando
Fot. Charles Krupa AP
Glen Davis z Bostonu i Rashard Lewis z Orlando
Boston w finale NBA
Fot. Winslow Townson AP
Boston w finale NBA
Radość - Nate Robinson z Bostonu
Fot. BRIAN SNYDER REUTERS
Radość - Nate Robinson z Bostonu
Koszykarze Orlando
Fot. Winslow Townson AP
Koszykarze Orlando
Skrót meczu na Z czuba. tv

Piątkowy mecz w Bostonie był dla Magic trzecim z rzędu spotkaniem o życie, bo ubiegłoroczni finaliści ligi przegrywali w serii z Celtics już 0:3. Koszykarze z Orlando mieli nadzieję stać się pierwszym zespołem w historii NBA, który odrobiłby takie straty, ale w spotkaniu nr 6 dali się zdominować Celtics.

Magic nie tylko nie potrafili znaleźć rytmu w ataku, nie tylko nie potrafili zacząć odrabiania strat od lepszej obrony, ale przede wszystkim nie potrafili zagrać tak fizycznie, jak w meczu nr 5. To Celtics byli twardsi pod koszem, to Celtics biegali szybciej. To Celtics byli lepsi i zasłużenie awansowali do finału.

Gospodarze zaczęli w piątek tak, jak w trzech pierwszych spotkaniach - od dobrej obrony i agresywnego, zdecydowanego ataku. Świetnie wystartował rozgrywający Rajon Rondo, który słabiej zagrał w dwóch przegranych spotkaniach. W piątek już po pierwszej kwarcie miał 12 punktów i trzy asysty. W całym meczu zdobył ich odpowiednio 20 punktów i sześć.

Na dodatek Rondo nie pozwolił wejść w rytm swojemu rywalowi Jameerowi Nelsonowi, który rozegrał bardzo słabe spotkanie - bohater Magic w zwycięskich meczach w piątek rzucił tylko 11 punktów (5/14 z gry) i miał więcej strat (pięć) niż asyst (cztery). Bez pomysłowej i skutecznej gry Nelsona atak Magic kulał.

Trzy wsady z powietrza Dwighta Howarda pozwoliły gościom prowadzić przez moment 12:11, ale po pierwszej kwarcie było aż 30:19 dla Celtics. Gospodarze często stawali na linii rzutów wolnych (9/11 w kwarcie) i utrzymywali wysoki poziom w defensywie.
W drugiej kwarcie znakomicie zagrał rezerwowy Nate Robinson, który zastępował poturbowanego po starciu z Howardem Rondo. Niziutki zawodnik podejmował odważne akcje rzutowe i trafiał z trudnych pozycji, a na dodatek świetnie współpracował z publicznością, którą zagrzewał do dopingu. Celtics, nakręceni entuzjazmem Robinsona (13 punktów w kwarcie!), w połowie kwarty prowadzili już 46:25. Chwilę wcześniej swój jedyny punkt w meczu zdobył dla Magic Marcin Gortat, który miał także dwie zbiórki i zablokowany rzut Rasheeda Wallace'a.

Magic już wtedy wyglądali na zrezygnowanych, Nelson popełniał kompromitujące błędy. Gdyby nie rozkręcający się Vince Carter (podobnie jak Robinson zdobył 13 punktów w kwarcie), goście już do przerwy mogliby przegrywać różnicą 30 punktów. Po 24 minutach było jednak tylko 55:42 dla Celtics.

Gospodarze nie dość, że lepiej bronili, to jeszcze mieli więcej zbiórek i byli skuteczniejsi. Szczególnie w rzutach z dystansu - to, co przez cały sezon było najmocniejszą stroną Magic, w spotkaniu nr 6 okazało się najsilniejszą bronią Celtics. Bostończycy mieli w meczu 10 na 22 za trzy, podczas gdy Magic - 6/22. Na dodatek gospodarze trafiali z dystansu w ważnych momentach, np. końcówkach akcji.

Trzecią kwartę właśnie od dwóch trójek zaczął Ray Allen, a kiedy kolejną dorzucił znakomity Paul Pierce, Celtics wygrywali 66:44. I to był praktycznie koniec rywalizacji w finale Wschodu.

Goście już tylko momentami potrafili pokazać grę, która była namiastką przejęcia inicjatywy. Niecałe pięć minut przed końcem meczu przegrywali po trójce Redicka 74:88, co teoretycznie dawało nadzieję na udaną pogoń, ale w praktyce zwycięstwo Celtics nie było zagrożone ani przez chwilę. A nawet gdyby było, to Pierce zapewne i tak nie pozwoliłby na porażkę swojego zespołu.

Lider Celtics zdobył w piątek aż 31 punktów (9/15 z gry, w tym 4/5 za trzy oraz 9/10 z linii), miał 13 zbiórek i pięć asyst. Pierce trafiał wtedy, kiedy najbardziej potrzebował tego zespół. Ważne punkty zdobywali też Allen (20) i Kevin Garnett (10). Trio weteranów Celtics wzmocnione Rondo i Robinsonem było za mocne dla Magic.
W drużynie gości na równym poziomie przez cały mecz grał tylko Howard (28 punktów, 12 zbiórek). 17 punktów dodał Carter (tylko 6/15 z gry). W szarość Magic wpisał się Marcin Gortat, który rzucił punkt, miał dwie zbiórki i blok w ciągu 10 minut.

Sezon dla Magic się skończył, Celtics - mistrzowie NBA z 2008 roku - czekają na rywala w finale. Będą nimi Los Angeles Lakers lub Phoenix Suns - po pięciu meczach jest 3:2 dla Lakers, spotkanie nr 6 w sobotę.

Artest bohaterem Lakers - LA o krok od finału »


Zobacz więcej na temat:

Podziel się

NBA tabela

Dywizja/ZespółZw.Por.bilans
EASTERN CONFERENCE
ATLANTIC DIVISION
Boston39270.591
New York36300.545
Philadelphia35310.530
New Jersey22440.333
Toronto23430.348
CENTRAL DIVISION
Chicago50160.758
Indiana42240.636
Milwaukee31350.470
Detroit25410.379
Cleveland21450.318
SOUTHEAST DIVISION
Miami46200.697
Atlanta40260.606
Orlando37290.561
Washington20460.303
Charlotte7590.106
WESTERN CONFERENCE
NORTHWEST DIVISION
Oklahoma47190.712
Denver38280.576
Utah36300.545
Portland28380.424
Minnesota26400.394
PACIFIC DIVISION
LA Lakers41250.621
LA Clippers40260.606
Phoenix33330.500
Golden State23430.333
Sacramento22440.333
SOUTHWEST DIVISION
San Antonio50160.758
Memphis41250.621
Dallas36300.545
Houston34320.515
New Orleans21450.318