Po odpadnięciu Polaków z EuroBasketu 2009
Marcin Gortat sam poprosił o wywiad. - Chciałem wytłumaczyć pewne rzeczy, o których mówiłem podczas turnieju, i podzielić się spostrzeżeniami - tłumaczy najlepszy polski koszykarz.
Gortat tłumaczył się między innymi z publicznej krytyki swoich kolegów z zespołu.
- Moja rola w reprezentacji jest zupełnie inna niż w Orlando - tu chcę i mogę być liderem. Chciałem pomóc drużynie i mam nadzieję, że zostałem zrozumiany. To chyba dało lepszy efekt niż krzyczenie na siebie w szatni. Widziałem różnicę na treningu i w kolejnym meczu - tłumaczy Gortat.
Gracz Orlando Magic komentował tez swój występ w telewizyjnym show podczas turnieju.
- Głupio wyszło. Wiem, jak mogli to odbierać kibice i widzowie. Ale z drugiej strony pojawienie się mojej osoby w takich programach promuje koszykówkę. Mnie też oczywiście, ale chyba nie zarzucicie mi, że po podpisaniu kontraktu za 34 mln dol. robię coś dla pieniędzy - zaznacza Gortat.
Przyznaje jednak, że reprezentacja nie była w pełni przygotowana do turnieju.
- Można było zrobić więcej, ale zabrakło nam siedmiu dni spokojnych treningów. Potrzebowaliśmy
pracy nad obroną, szczególnie nad zatrzymywaniem dwójkowych akcji z zasłoną, bo to one nas zniszczyły w turnieju. Gdyby nie te dziury w obronie, może bylibyśmy wyżej - spekuluje zawodnik.
- Impreza nie została dobrze rozreklamowana - potwierdził medialne komentarze Gortat. - Organizacyjnie też nie było idealnie, ale będzie lepiej. Ludzie zaczęli interesować się koszykówką, polskimi zawodnikami. Będą chcieli wiedzieć, co słychać u Łukasza Koszarka po przejściu do ligi włoskiej, jak radzi sobie Michał Chyliński, ile minut Gortat gra w
NBA. Zabawę "zepsuli" nam swoim sukcesem siatkarze, ale będzie z nami lepiej - optymistycznie kończy jedyny polski gracz NBA.