Polacy rozgrywają ostatni turniej towarzyski przed mistrzostwami Europy w Polsce (7-20 września) - we wtorek w Saragossie pewnie pokonali 82:67 solidny
Izrael, w czwartek grają z Hiszpanią. Po powrocie do zespołu Gortata gra Polski znów wygląda nieźle.
Polska nie dała szans Izraelowi - relacja  » Łukasz Cegliński: Z Marcinem Gortatem reprezentacja ma bilans 3-1, bez niego 0-4. Robi pan aż taką różnicę? Marcin Gortat: Statystyki cieszą, ale myślę, że z Izraelem i tak zagraliśmy słabszy mecz. Momentami sami siebie zabijaliśmy. Podajemy sobie piłki w poprzek boiska, kiedy przed nami stoi jeden obrońca i powinniśmy z nim grać jeden na jeden. Nie wykorzystujemy swojej silnej broni, czyli nie gramy na wysokich tak, jak powinniśmy. Maciek Lampe zdobył swoje punkty, ja w pierwszej kwarcie też dostałem kilka podań i rozrzuciłem piłkę do zawodników wchodzących pod kosz. Były z tego punkty i nie rozumiem, dlaczego nie staraliśmy się grać w ten sposób do samego końca. Nasza gra wciąż nie wygląda najlepiej, ale cieszę się ze zwycięstwa, z tego, że mogłem pomóc. Nieważne co robię, liczy się, że drużyna wygrywa.
Mówi pan o tym, co nie wyszło. A co wam się na parkiecie w tym meczu udało? - Było więcej woli walki. Ostatnie dwa treningi spędziliśmy na poprawianiu obrony i ona była troszkę lepsza, chociaż moim zdaniem jesteśmy w niej strasznie pogubieni. Wysocy pomagają czasem małym, ale potem sami nie dostają wsparcia z boku. To wszystko trzeba poprawić i pewnie nad tym będziemy pracowali w najbliższych dniach.
W akcjach obronnych słychać było, jak krzyczy pan do kolegów, jak nimi dyryguje. - Staram się to robić, bo zauważam na parkiecie banalne błędy. I to jeden za drugim, wciąż ten sam. Jak to widzę, to podnosi mi się cukier we krwi, taki jestem zdenerwowany. Musimy być jeszcze bardziej skoncentrowani i wyeliminować sytuacje, w których tracimy punkty po bliźniaczych akcjach rywala.
Jak pan się czuje po kontuzji pleców? Czy w pana grze była jakaś rezerwa? - Bałem się, że będę miał blokadę psychiczną przed skakaniem do góry lub starciami, w których mógłbym dostać w plecy. I chyba lekką taką blokadę miałem, aczkolwiek kiedy po pierwszej kwarcie schodziłem z boiska z zaledwie jedną zbiórką, to powiedziałem sobie: albo graj swoją grę, albo usiądź na ławce, bo nic nie robisz. Po pierwszej kwarcie zagrałem już bardziej zdecydowanie. Fizycznie mecz wytrzymałem. Myślałem, że będzie gorzej.
Bardzo dobrze współpracował pan z Lampem. - Razem jesteśmy dużym atutem tej drużyny. Uwielbiam grać z Maćkiem, bo jego pole widzenia jest ogromne. Z meczu na mecz rozumiemy się coraz lepiej - mamy momenty podczas gry, że ja do niego podchodzę, żeby mu coś powiedzieć, a on zaczyna mówić dokładnie to, o czym myślałem. Rozumiemy się bardzo dobrze, a może być jeszcze lepiej. Maciek jest groźny w ataku, ja też mogę grać jeden na jeden, jeśli nie będę podwajany. Ciężko nas będzie zatrzymać.
Z Izraelem miał pan 13 punktów, osiem zbiórek, pięć asyst i pięć bloków. Zagrał pan bardzo wszechstronnie. - Jak wyślę smsa z moimi statystykami do Orlando, to wszyscy będą patrzeć na treść ze zdziwieniem. Rywale często mnie podwajali - być może chcieli potrenować podwojenia, ale jeśli tak, to chyba im nie wyszło. Większość takich akcji kończyła się punktami. Nie jestem rewelacyjny, jeśli chodzi o podania, ale solidny już tak. Rozdałem parę dobrych piłek.
W czwartek gracie z mistrzami świata Hiszpanią. - Nastawiamy się mocno, bo chcemy z nimi powalczyć. Nie mamy nic do stracenia. Nie jesteśmy faworytami, a Hiszpanie mogą podejść do meczu z nami zrelaksowani. Postaramy się zagrać naszą koszykówkę, taką, żeby wygrać. Obejrzymy na wideo nasz mecz z Izraelem, zobaczymy nasze błędy. Nie będziemy po raz drugi sami siebie zabijać.
Postrzymuje pan zapowiedź, że Polska zdobędzie medal na mistrzostwach Europy? - Jak najbardziej. A jeżeli jeszcze w czwartek pokonamy w Saragossie Hiszpanów, to powiem, że zdobędziemy
złoto.
Odmieniona Polska z Gortatem »