Czwartkowy mecz numer sześć z Philadelphią jest dla Magic niezwykle istotny. Zespół z Orlando prowadzi w serii do czterech zwycięstw 3:2 i może zapewnić sobie awans do kolejnej rundy. O znacznie więcej
gra Marcin Gortat.
Polskiemu środkowemu w czerwcu kończy się kontrakt z Magic i ten mecz jest świetną okazją, by pokazać na co go stać. Zwłaszcza, że wśród kilkunastu tysięcy kibiców w Wachovia Center będą także skauci klubów
NBA, a za pośrednictwem telewizji występ Gortata zobaczą nie tylko fani NBA na całym świecie, ale też menedżerowie klubów Euroligi, którzy chętnie widzieliby go u siebie.
Gortat zastąpi w pierwszej Dwighta Howarda, który został zawieszony za uderzenie łokciem centra 76ers Samuela Dalemberta (
czytaj tutaj ). Amerykańscy komentatorzy przypominają, że Gortat już raz udanie zastąpił Howarda. W grudniu, gdy podstawowy center Magic doznał kontuzji , Polak zadebiutował w pierwszej piątce zespołu i zaliczył dwa bardzo dobre mecze przeciwko Utah Jazz oraz Golden State Warriors.
Rywalami Gortata w czwartek będą Dalembert oraz Theo Ratliff. Ten drugi najlepsze lata koszykarskiej kariery ma już za sobą. O Dalembercie mówi się, że na parkiecie zbyt wiele nie potrafi, robi masę błędów i dostaje przy tym ogromne pieniądze i prawdopodobnie latem odejdzie z 76ers. Obydwaj nie stanowili żadnego zagrożenia dla Howarda, ale i Gortat w ostatnim meczu radził sobie z nimi dobrze. W niedzielę zagrał 10 minut, rzucił sześć punktów i miał pięć zbiórek. Gortat na pewno nie jest takim dominatorem pola trzech sekund jak Howard, ale nad ospałymi środkowymi 76ers powinien mieć. Polak jest szybki, dobrze biega do kontry i o wiele lepiej broni od podkoszowej dwójki 76ers, ale musi uważać na siłowo grających rywali.