Najera rywalem Gortata » Cavaliers podchodzili do czwartkowego meczu z bilansem 35-8, ale dorobek zespołu świetnego LeBrona Jamesa jest mylący o tyle, że drużyna z Cleveland nie przegrała ani razu u siebie (21-0), ale gorzej spisuje się na wyjazdach (14-8). I choć Amway Arena w Orlando nie jest niezdobytą twierdzą (Magic przegrywali w niej w tym sezonie już cztery razy), to jednak Cavaliers przekonali się, że gospodarze potrafią się w tej hali poczuć wyjątkowo.
Rozgrywający Magic Jameer Nelson oraz skrzydłowy Rashard Lewis wyjątkowo czuli się już zapewne przed meczem, bo trenerzy zespołów
NBA wybrali ich jako rezerwowych na Mecz Gwiazd w Phoenix. Razem z Dwightem Howardem klub z Orlando będzie miał w Arizonie pokaźną reprezentację, ale na początku czwartkowego meczu kompletu gwiazd z Florydy nie było widać.
Spotkanie zaczęło się od szybkich akcji z obu stron, w których obrona była na dalszym planie. Magic niespecjalnie przejmowali się Jamesem (co za wsad w pierwszej kwarcie!), a Cavaliers rzadko próbowali podwajać Howarda. Efekt był taki, że i jeden, i drugi zdobywali łatwe punkty, a wynik był bliski remisu.
Sytuacja zmieniła się, kiedy na parkiet weszli rezerwowi - ci z Cleveland zaczęli znakomicie. Wally Szczerbiak nie mylił się w rzutach z gry, punkty zdobywał też pierwszoroczniak J.J. Hickson. Z kolei w Magic słabą zmianę na pozycji rozgrywającego dał Anthony Johnson, który spowolnił grę gospodarzy. Po kolejnych trafieniach Szczerbiaka Cavaliers prowadzili 30:23 i taka przewaga utrzymała się do końca kwarty.
W drugiej części skrzydłowy gości trafiał dalej - w pewnym momencie aż 14 z 41 punktów zespołu było jego autorstwa. Cavaliers mieli już 10 punktów przewagi, ale trener Magic Stan van Gundy posłał na boisko swoją najlepszą piątkę, która zmniejszyła straty.
Howard świetnie grał na deskach, zablokował Jamesa, a w ataku dominował. Po dwóch trójkach Nelsona gospodarze doprowadzili do stanu 53:56, a ostatnie punkty w pierwszej połowie zdobył Hedo Turkoglu.
Po przerwie wystarczyły trzy minuty gry Magic w swoim stylu, aby wyjść na kilkupunktowe prowadzenie - od kosza z bliska zaczął Howard, a potem gospodarze trafiali za trzy. Cztery punkty z rzędu zdobył Courtney Lee i było już 68:60.
Cavaliers bronili dużo gorzej niż
Boston Celtics przed tygodniem i nienajlepiej grali też w ataku. James był nieskuteczny - także dlatego, że momentami dobrze pilnował go Lee. Lider Cavaliers i główny kandydat do nagrody MVP w tym sezonie, zdobył 23 punkty, miał osiem zbiórek i osiem asyst, ale trafił tylko 10 z 27 rzutów z gry. Kiedy Magic zdobywali przewagę, nie był w stanie tego zmienić.
Gospodarze coraz lepiej bronili i świetnie grali na tablicach - mieli o dziewięć zbiórek więcej niż rywale. A kiedy zaczęli trafiać za trzy, byli nie do powstrzymania.
Na początku czwartej kwarty Magic zdobyli 20 punktów z rzędu, tracąc zaledwie dwa! Jak natchnieni trafiali Nelson, Lewis i Turkoglu, a osłabieni brakiem środkowego Zydrunasa Ilgauskasa i rozgrywającego Delonte Westa Cavaliers, byli bezradni. W końcówce goście zmniejszyli straty (zakończyli mecz zrywem 14:0), ale to spotkanie przegrali kilka minut wcześniej.
Zmiennikiem Howarda (22 punkty i 18 zbiórek) był w tym meczu Tony Battie, który w kilku epizodach spędził na parkiecie w sumie siedem minut - nie oddał rzutu, miał trzy zbiórki.
Magic, którzy wygrali pierwszy w tym sezonie mecz z potentatem Konferencji Wschodniej (wcześniej porażki z Celtics i Detroit Pistons) z bilansem 35-10 umocnili się na czwartej pozycji w NBA.
Orlando Magic - Cleveland Cavaliers 99:88 Kwarty: 25:32, 30:24, 24:16, 20:16.
Orlando: Howard 22, Lewis 19 (3), Turkoglu 19 (3), Nelson 18 (4), Lee 8 oraz Johnson 9 (1), Pietrus 4, Battie 0.
Cleveland: James 23, Williams 12 (1), Varejao 9, Pavlovic 8 (2), Wallace 2 oraz Szczerbiak 14 (3), Hickson 13, Gibson 5 (1), Kinsey 2, Williams 0, Jackson 0.
Phoenix Suns - San Antonio Spurs 104:114 Kwarty: 31:32, 26:25, 27:32, 20:25.
Suns: Stoudemire 28, Hill 20, Nash 16, O'Neal 13, Barnes 13, Barbosa 7, Richardson 7, Dudley 0, Amundson 0.
Spurs: Ginobili 30, Parker 26, Duncan 20, Mason 12, Bowen 9, Finley 6, Thomas 6, Bonner 3, Hill 2.
Mniej minut Gortata. Dlaczego? »