Gortat przekroczył barierę 100 punktów i zbiórek w NBA  » Polak w niedzielnym meczu wchodził na parkiet tylko po to, aby dać odpocząć Dwightowi Howardowi - tak było na przełomie pierwszej i drugiej oraz trzeciej i czwartej kwarty. Howard grał bardzo dobrze (24 punkty i 14 zbiórek), nie miał kłopotów z faulami, więc trener Stan van Gundy nie miał powodów sięgania po Gortata. Tym bardziej, że mecz był bardzo zacięty.
Polak w pierwszej kwarcie przez moment pilnował Tima Duncana i nie dał sobie rzucić punktów. Sam spudłował jednak rzut z półdystansu. W czwartej kwarcie Gortat nie trafił z bliska półhakiem, pozwolił też na skuteczne wejście pod kosz George'owi Hillowi. W ataku postawił kilka dobrych zasłon, ale jego rola w spotkaniu ze Spurs była marginalna.
Dla Magic mecz w San Antonio był kolejną szansą na udowodnienie sobie i obserwatorom, że zespół należy postrzegać jako kandydata do mistrzostwa. Spurs byli rywalem wymagającym, bo po słabym początku sezonu, kiedy kontuzje leczyli Tony Parker i Manu Ginobili, ostatnio grali bardzo dobrze. Wygrali 9 z 10 spotkań i awansowali na drugie miejsce (za Los Angeles Lakers) w Konferencji Zachodniej.
Ale Magic zagrali spotkanie pokazowe. Jeśli van Gundy przymknąłby oko na kilka błędów, to
wideo z tego meczu mógłby pokazywać wszystkim, którzy chcieliby poznać odpowiedź na pytanie: jak mają grać Orlando Magic?
Drużyna z Florydy od kilku lat realizuje ogólne założenie taktyczne polegające na tym, że skuteczny pod koszem Howard otoczony jest strzelcami, którzy rzucają z dystansu, jeśli nie uda się dograć piłki do swojego lidera. I tak było w niedzielę - już w pierwszej połowie Magic trafili 8 z 11 prób za trzy. Wymusili też siedem strat rywali, no i nieźle dostarczali piłkę do Howarda - ten zdobył 13 punktów.
Były jednak i kłopoty, a konkretnie jeden, poważny - jak zatrzymać Tony'ego Parkera? Francuz do przerwy zdobył 18 punktów, ale Magic prowadzili 55:50.
Parker na początku trzeciej kwarty trafiał jednak seriami i gdyby nie skuteczny Hedo Turkoglu, Spurs już w połowie tej części
gry mogliby uciec Magic. Czwarty faul popełnił wówczas rozgrywający gości Jameer Nelson, technicznym przewinieniem został ukarany van Gundy, Parker zdobył punkt numer 29. i było 66:63 dla Spurs.
Ale kiedy do Turkoglu dołączyli się w ataku Howard i J.J. Redick (12 punktów i 4/6 za trzy w meczu), Magic odzyskali prowadzenie. Na początku ostatnich 12 minut Ginobili trafił co prawda za trzy i Spurs wygrywali 77:74, ale Howard wrócił na parkiet za Gortata i wynik szybko się odmienił.
Skuteczność Magic z dystansu była dla gospodarzy rażąca - koszykarze z Florydy wykorzystali 14 z 22 prób (63 proc.)! Keith Bogans i Rashard Lewis wyprowadzili gości na prowadzenie 80:77, a po trzypunktowej akcji Howarda (w tym okresie sposób gry Magic naprawdę był modelowy) było już 79:85.
Spurs szybko zdobyli jednak 7 punktów i 6.24 minuty przed końcem prowadzili 86:85. Przez pięć kolejnych minut oba zespoły walczyły kosz za kosz do momentu, kiedy sprawy w swoje ręce wziął Nelson - rozgrywający Magic grał wówczas już z pięcioma faulami, ale zaczął trafiać seriami. Wspomógł do Redick (trójka z ośmiu metrów), a po rzucie Nelsona z półdystansu na półtorej minuty przed końcem było 102:96 dla gości.
Parker zepsuł dwa ataki, a rozgrywający Magic wykorzystał 3 z 4 wolnych. W sumie Nelson zdobył 22 punkty i miał 5 asyst. Trzecim strzelcem Orlando był Turkoglu - 22 punkty, 5 zbiórek, 5 asyst. 15 punktów, 5 zbiórek i 4 asysty dołożył Lewis.
Najwięcej punktów dla San Antonio rzucił Parker, ale w końcówce Francuz zdobył tylko dwa z 31 punktów. Po 18 rzucili Duncan i Ginobili.
Magic wygrali już 30. mecz w tym sezonie i z bilansem 30-8 zajmują drugie miejsce w Konferencji Wschodniej. Lepsi są Cleveland Cavaliers (29-6), a nieco gorsi
Boston Celtics (30-9). Następne spotkanie Magic rozegrają we wtorek na wyjeździe z Sacramento Kings (8-29).
Zobacz skrót meczu na Z Czuba.tv »