Sport.pl

Startuje Giro d'Italia! To będzie wielki wyścig Majki? Są dobre przesłanki

Kolarstwo, jakie znamy dzisiaj, narodziło się nie tylko z potrzeby rywalizacji. Narodziło się przede wszystkim z potrzeby opowieści. W czasach przed radiem, telewizją i internetem, kolarstwo było sportem dostępnym dla nielicznych, a mimo to rozpalało wyobraźnię milionów. Startujący dziś wyścig Giro d'Italia wpisał się w tę rolę doskonale, od samego początku stając się sceną, na której opowiedziano do dziś mnóstwo fantastycznych historii. Dziś jej kurtyna unosi się po raz 102. Jaką historię opowie nam tym razem? Oby szczęśliwą dla Rafała Majki, który zaczął od świetnej "czasówki".

Historia jednego z największych wyścigów kolarskich na świecie rozpoczęła się od… kradzieży i już sam ten fakt mógłby być kanwą kapitalnej opowieści. Owej kradzieży dokonał niejaki Tullo Morgagni – redaktor naczelny mediolańskiej „La Gazetta dello Sport”, a jej przedmiotem był pomysł na organizację wyścigu rowerowego, który miałby przemierzać tereny jednoczących się wówczas Włoch. Pomysł wykradł swoim konkurentom z dziennika „Corriere della Sera”, choć trzeba zaznaczyć, że ów również nie należał do nich, został bowiem zaczerpnięty od Francuzów, którzy od kilku lat z powodzeniem realizowali wydarzenie, znane szerzej jako Tour de France. Ci z kolei podpatrzyli go u Belgów, z powodzeniem promujących swoje tytuły za pomocą licznych imprez kolarskich.

Pierwsza nagroda: 30 pensji

Wyścig miał być rzecz jasna wydarzeniem sportowym, ale sam sport stanowił tu tylko pretekst. Kolarstwo wybrano z dwóch powodów: była to ulubiona dyscyplina jednego ze współpracowników Morgagniego, która szansę uczestnictwa w wydarzeniu dawała zarówno „profesjonalnym” zawodnikom (czyli takim, którzy ścigali się często, bo o sporcie zawodowym nie było jeszcze wówczas mowy) oraz zupełnym amatorom. Najważniejsza w tym wszystkim była jednak opowieść o codziennych dokonaniach kolarzy, drukowana w gazecie i kolportowana w tysiącach egzemplarzy. Opowieść nakręcała sprzedaż, a to był główny cel, jaki przyświecał Morgagniemu.

Jak to jednak w życiu bywa, opowieść zaczęła w pewnej chwili żyć własnym życiem i sława wyścigu przemierzającego jednoczące się wówczas Włochy, który po raz pierwszy wystartował 13 maja 1909 roku, szybko uczyniła go jednym z najważniejszych wydarzeń sportowych w kraju. Wysoka nagroda, stanowiąca niemal 30-krotność przeciętnego wynagrodzenia w Italii z początku XX wieku, rozpalała wyobraźnię kolarzy nie tylko we Włoszech. Na udział w wyścigu porywali się też cykliści z innych krajów, w tym z Francji, choć wiązało się to z ryzykiem surowych kar, nakładanych na kolarzy przez organizatora konkurencyjnego Tour de France, starszego od Giro o kilka lat i będącego jego pierwowzorem.

Wyścig różu i nieprzewidywalności

Nie sposób wymienić wszystkich opowieści, jakie w ponad 100-letniej historii napisała Corsa Rosa (różowy kolor, charakterystyczny dla Giro d’Italia, jest nierozerwalnie związany z kolorem papieru, na którym do dziś drukowana jest „La Gazetta dello Sport”). Wiele z nich przeszło do historii sportu, jak choćby mityczna już walka Fausto Coppiego z Gino Bartalim – kolarzy, których w życiu i sporcie dzieliło niemal wszystko, a łączył tylko rower i wzajemny szacunek. Tu narodziła się legenda Marco Pantaniego – kolarza, na wspomnienie którego Włosi do dziś ukradkiem ocierają łzy. I tu, podczas Giro w 1999 roku, miał początek jego upadek. Tu kolarze jeździli w gorącym, majowym słońcu, by kilka chwil później marznąć w śnieżycy. Takich obrazów i takich opowieści są setki. 

Ubiegłoroczna, 101. edycja Giro d’Italia, napisała też swoje. O fenomenalnej jeździe młodego i ambitnego, ale nieco zbyt pewnego siebie Simona Yatesa, który – jak się wydawało – niezagrożony zmierza w stronę mety w Rzymie. I którego kryzys dopadł na przedostatnim górskim etapie, wiodącym przez przełęcz Finestre – miejsce, w którym zaatakował skreślony już dużo wcześniej z listy faworytów Cristopher Froome. Kolarz, który zapowiadał walkę o szóste zwycięstwo w Wielkim Tourze, choć wielu żartowało, że walczy już najwyżej o pierwszą dziesiątkę (nie bez złośliwej satysfakcji, powodowanej wątpliwościami co do uczciwości Brytyjczyka, u którego w trakcie hiszpańskiej Vuelty wykryto przekroczoną normę dozwolonego leku na astmę). To również jest jedna z niesamowitych opowieści Giro. Wyścigu, którego w żaden sposób nie da się opisać w kilku zdaniach. Wyścigu, którego znakiem firmowym – poza różowym kolorem – jest całkowita nieprzewidywalność.

Trzy czasówki, jeszcze więcej gór

Można być niemal pewnym, że tegoroczna edycja nie będzie znacząco odbiegać od tego wzorca: z całą pewnością pisany przez wyścig scenariusz nie raz nas zaskoczy. Sprzyjać mu będzie bardzo zróżnicowana i wyjątkowo trudna trasa. Wyścig startuje w Bolonii, a rozpoczynać go będzie krótka, zaledwie 8-kilometrowa jazda na czas. Ale już na tym krótkim odcinku mogą powstać pierwsze różnice, bo etap kończy się 2-kilometrową wspinaczką pod wzniesienie San Luca, na której średnie nachylenie wynosi 9,4%. Zresztą etapy jazdy na czas będziemy mieli w tym wyścigu aż trzy, z czego dwie – obie rozgrywane w pierwszym tygodniu Giro - kończą się na podjazdach. Widocznie organizatorzy uznali, że to najlepszy sposób, by już na początku „otworzyć” wyścig większymi różnicami w klasyfikacji generalnej.

Pierwszy tydzień upłynie pod znakiem jazdy po pagórkach – niewiele tu będzie płaskich odcinków. Teren znakomity dla ucieczek i z pewnością znajdzie się wielu kolarzy, którzy będą próbować swojej szansy tym sposobem. Ale niech nikogo nie zwiedzie ten pozornie nietrudny początek – cały tydzień ciągłych podjazdów, nawet pod niewielkie wzniesienia, kolarze z pewnością prędzej czy później poczują w nogach. Dwa płaskie etapy zobaczymy na początku drugiego tygodnia rywalizacji i raczej należy je traktować jako nieco przedłużony odpoczynek, bo na 12. etapie przed peletonem wyrosną góry, które wyścig będzie przemierzał niemal do samego końca.

Na przystawkę podjazd pod Montoso (12. etap, 9 km, 9,3% nachylenia), a na kolejnym etapie: Colle de Lys (13,7 km, 6,8%), Pian de Lupo (14,5 km, 7,1%) i Ceresole Reale (Lago Serru): aż 34 km pod górę, ze średnim nachyleniem 4,8%. Na etapie 14. będzie aż pięć górskich premii, z których największe to Verrogne (14,3 km, 7%) oraz Colle San Carlo (10,5 km, 9,7%). Etap 15. odrobinę łatwiejszy (tylko trzy podjazdy 2. i 3. kategorii), ale już dzień później przed kolarzami piętrzyć się będą: Passo Gavia (16,5 km, 7,9%) i legendarne Passo dei Mortirolo (12,1 km, 10,8%). Potem znowu dwa odcinki nieco łagodniejsze i 19. etap, kończący się podjazdem do San Martino di Castrozza (13,3 km, 5,7%). Przedostatni etap powinien przynieść ostateczne odpowiedzi, bo na jego trasie znajdą się między innymi podjazdy pod Passo Manghen (21,3 km, 7,5%), Passo Rolle (9,9 km, 4,6%) i Monte Avena (8,4 km, 7,7%), a gdyby po tym wszystkim wyścig wciąż nie był rozstrzygnięty, to na deser pozostanie jeszcze ostatni etap jazdy indywidualnej na czas, rozgrywany na ulicach Verony (17 km).

Skoczek poleci po zwycięstwo?

Profil trasy i aż trzy etapy jazdy na czas każą faworytów upatrywać w gronie kolarzy, którzy potrafią łączyć tę specjalność z doskonałą jazdą po górach. Oczy wielu kibiców będą więc zwrócone na Primoża Roglicia (Jumbo-Visma) i Toma Dumoulina (Sunweb). Historia tego pierwszego kolarza to również fascynująca opowieść: Roglić to były skoczek narciarski, który na rower wsiadł w trakcie rehabilitacji po groźnym upadku na skoczni. Zerwał ze skokami, nie mogąc do końca pozbyć się lęku przed ponownym upadkiem, ale rower stał się jego prawdziwą pasją i przepustką do wspaniałej kariery. Do dziś ma na koncie mnóstwo sukcesów, w tym dwa wygrane etapy w Tour de France, zwycięstwo w wyścigu Tirreno-Adriatico i dwukrotnie wygrany Tour de Romandie (ostatni kilka dni temu, co może być potwierdzeniem jego znakomitej dyspozycji przed Giro). Dumoulin z kolei to triumfator Giro d’Italia z 2017 roku i drugi kolarz ubiegłorocznej edycji. W tym roku startował niewiele, więc trudno cokolwiek powiedzieć o jego formie, ale Dumoulin znany jest z tego, że na Wielkie Toury przygotowuje się w sposób szczególny i zawsze należy brać go pod uwagę jako jednego z faworytów.

Włoscy kibice dopingować będą Vincenzo Nibalego (Bahrain-Merida). Zwyciężył w Giro już dwukrotnie (w 2013 i 2016 roku), a po niezbyt udanym poprzednim sezonie, przerwanym kontuzją kręgosłupa po incydencie z kibicem na jednym z etapów Tour de France, jest bardzo zdeterminowany, żeby w swoim „domowym” wyścigu pokazać się z jak najlepszej strony. W Tour of the Alps, dla wielu kolarzy próbie generalnej przed Giro, był trzeci. 

Simon Yates (Mitchelton-Scott), ubiegłoroczny wielki przegrany Giro d’Italia, wraca na trasę włoskiego wyścigu, by – jak sam mówi – zamknąć z wyścigiem niedokończone interesy. Przed rokiem jechał fenomenalnie, ale młodzieńcza fantazja i brak doświadczenia dały o sobie znać w samej końcówce: Yates całkowicie opadł z sił na podjeździe pod Finestre. Wraca nauczony tym doświadczeniem i z całą pewnością silniejszy.

W gronie faworytów nie sposób pominąć kolarza Astany, Miguela Angela Lopeza. 25-letni Kolumbijczyk był przed rokiem trzeci w Corsa Rosa i w hiszpańskiej Vuelcie. W tym roku wygrał wyścig dookoła Katalonii. Do pomocy będzie miał bardzo doświadczony i mocno zmotywowany dobrym początkiem sezonu zespół, który z pewnością będzie mocnym atutem Kolumbijskiego kolarza.

Pod nieobecność innego z Kolumbijczyków - Egana Bernala, który miał być na Giro liderem Team Ineos, ale który przewrócił się i złamał obojczyk na jednym z ostatnich treningów przed wylotem do Włoch - Ineos wystawił całkowicie eksperymentalny, najmłodszy w historii zespół na Corsa Rosa. Jego liderem będzie Pavel Sivakov, który – dość niespodziewanie – zwyciężył w Tour of the Alps. U jego boku między innymi Tao Geoghegan Hart (w Tour of the Alps drugi), Eddie Dunbar (znakomicie prezentujący się w niedawnym Tour of Yorkshire), Ivan Ramiro Sosa (świetnie zapowiadający się 21-latek, pozyskany w ubiegłym roku po tym, jak zaprezentował się w Tour of the Alps), Salvatore Puccio, Sebastian Henao, Jonathan Narvaez i Christian Knees, o którym żartobliwie się mówi, że ma za zadanie pilnować młodzieży (Knees ma 38 lat, a większość zawodników Ineos, wystawionych na Giro d’Italia, nie ukończyła jeszcze 25. roku).

Czterech Polaków. Rafał Majka wjedzie do Top 5?

A Polacy? W wyścigu zobaczymy ich czterech: Rafała Majkę i Pawła Poljańskiego z BORA-hansgrohe oraz Łukasza Owsiana i Kamila Gradka z CCC Team. Rafała Majkę często wymienia się w gronie faworytów wyścigu, choć on sam na ten temat wypowiada się dość ostrożnie. Wprawdzie jego celem jest ukończenie Giro w pierwszej dziesiątce (być może nawet w gronie pięciu najlepszych kolarzy), ale Majka stara się studzić oczekiwania. Z jego ostatnich występów można wnioskować, że jest w dobrej dyspozycji (Tour of the Alps ukończył na szóstej pozycji), pod kątem Giro przepracował też niemal całą wiosnę. We Włoszech też jeździć lubi, a we wcześniejszych występach w Giro d’Italia zajmował wysokie miejsca: siódme, szóste i piąte, pierwsza dziesiątka wydaje się zatem być jak najbardziej w jego zasięgu. Tym bardziej, że ma do dyspozycji znakomity zespół, który w tym sezonie imponuje sukcesami, osiąganymi już nie tylko przez Petera Sagana. Niepokoić mogą tylko dwie rzeczy: zadziwiająca skłonność Rafała do brania udziału w kraksach, po których dość długo wraca do dyspozycji (a które rzadko wynikają z jego własnych błędów) i pewien rodzaj wewnętrznej rywalizacji, którą zdaje się wprowadzać w zespole szefostwo drużyny. Z podobnymi celami w wyścigu startuje Davide Formolo – drugi kolarz niedawnego Liege-Bastogne-Liege. O tym, który kolarz z tej dwójki będzie ostatecznie walczył o najwyższe cele, zadecyduje sytuacja na trasie. Czas pokaże, czy to dobra taktyka. My oczywiście będziemy trzymać kciuki za Majkę.

Polska grupa ma być aktywna

Po ekipie CCC Team należy się raczej spodziewać aktywnej jazdy w pierwszej części wyścigu, gdzie prawdopodobnie będzie się starać jak najczęściej zabierać w ucieczki. Celem zespołu będą raczej zwycięstwa etapowe, w składzie ekipy – poza Laurensem Ten Dam - nie ma kolarzy, którzy mogliby liczyć się w klasyfikacji generalnej. Barwy CCC Team reprezentować będzie między innymi Jakub Mareczko – jeżdżący z włoską licencją Polak, który już kilkukrotnie był bliski etapowego sukcesu podczas Corsa Rosa. Jeszcze jako zawodnik pro-kontynentalnej drużyny Willier-Trestina, trzykrotnie kończył etap na drugim miejscu, dwa razy przegrywając z Fernando Gavirią, raz z Elią Vivianim (obaj ci znakomici sprinterzy będą się starali powiększyć swój dorobek również podczas tegorocznego Giro). I chociaż Kuba Mareczko powtarza, że te trzy drugie miejsca w Giro warte są dla niego dużo więcej, niż wszystkie „egzotyczne” zwycięstwa, po które wielokrotnie sięgał w mało znanych imprezach w Azji, pozostaje mieć nadzieję, że włączy się do walki o etapowe triumfy także podczas tegorocznej edycji wyścigu.

Przed nami trzy tygodnie pasjonującej walki o Trofeo Senza Fine – przypominający niekończącą się wstęgę szosy puchar za zwycięstwo w Giro d’Italia. Początek już dzisiaj, a jako pierwszy na trasę czasówki w Bolonii wyruszy o godzinie 16:50 Tom Dumoulin (Sunweb). Ostatnim ze 176 startujących zawodników będzie Salvatore Puccio (Team Ineos), który rampę startową opuści o 19:45. Kto napisze kolejny rozdział tej niekończącej się opowieści? O kim będziemy opowiadać 2 czerwca, gdy w Veronie wśród różowego confetti zostanie wzniesiony w górę Trofeo Senza Fine?

Więcej o:
Komentarze (2)
Startuje Giro d'Italia! To będzie wielki wyścig Majki? Są dobre przesłanki
Zaloguj się
  • drvx

    Oceniono 1 raz 1

    Jesli chodzi o Majkę to mnie niepokoja dwie rzeczy:
    1. wspomniana rywalizacja o miano lidera grupy w górach między Majką a Formolo.
    2. Podział grupy na dwie czwórki. Czterech kolarzy z predyspozycjami na etapy sprinterskie (lider+3 specjalistów do rozprowadzania) i czterech speców od jazdy w górach (2 liderów + dwóch pomagierów). To stawia Majke i Formolo w duzo gorszej sytuacji niż liderów ekip które koncentrują się tylko i wyłącznie na rywalizacji w generalce. Tam lider będzie miał cały zespól wyspecjalizowanych pomagierów i nie będzie musiał toczyć dodatkowej walki o miano lidera w grupie.

  • cxubmsqq1

    0

    Swietny artykul red. Czykiera. Wyjatkowo profesjonalny znawca kolarstwa, fanatyk wrecz (chociaz takie okreslenie nie jest ... politycznie poprawne), ktory zaostrza apetyt przed jakze ciekawa edycja Giro 2019.

    Po raz pierwszy od wielu lat nie ma tez mass-medialnego dmuchania balonow n/t wystepow Polakow. Najpierw Majka mnie bardzo pozytywnie zaskoczyl wypowiadajac sie wrecz skromnie na temat swych szans, teraz red. Czykier jest rownie spokojny (w porownaniu chociazby do swych relacji z zeszlorocznej Vuelty) w swych prognozach/ocenach. Bardzo mi sie to podoba!

    A Majka swietnie wyscig zaczal! Niestety/na szczescie wyglada na to, iz tak Roglic jak Dumo sa tez w gazie (+ maja o wiele lepsza ekipe do pomocy, jak pisze zreszta inny super-spec kolarstwa, drvx).... Nic - bardzo sie ciesze na wyscigowe emocje!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX