Sport.pl

Philippe Gilbert Niezniszczalny - zdobywca "Piekła Północy"

Gdy stawał w niedzielę rano na starcie w podparyskim Compiegne miał 36 lat i tyle samo zwycięstw w wyścigach klasycznych na koncie. Sześć godzin później dopisał do nich kolejne: w monumencie Paryż-Roubaix. Philippe Gilbert - kolarz niezniszczalny. Z "Piekłem Północy" mierzył się wcześniej dwukrotnie. Trzecia próba okazała się zwycięska.

175 zawodników, a przed nimi 257 kilometrów i 29 odcinków bruku, o łącznej długości 54,5 kilometra. Wystartowali kilka minut po godzinie 11, by przez kolejne 6 godzin walczyć z trudami drogi, bólem, zmęczeniem, wiatrem i wszechobecnym pyłem, unoszonym spod kół na wąskich, brukowanych drogach północnej Francji.

Ruszyli bardzo mocno, od samego początku pilnując, by od peletonu nie oderwała się zbyt wcześnie żadna ucieczka, stąd średnia prędkość przez pierwsze dwie godziny sięgała 45 kmh. Główną grupę udało się rozerwać dopiero tuż przed pierwszym odcinkiem bruku, a w gronie 23 uciekających kolarzy znalazło się dwóch Polaków: Maciej Bodnar (BORA-hansgrohe) i Kamil Gradek (CCC Team). Ponieważ jednak w ucieczce znalazło się również kilku bardzo groźnych zawodników, m.in. Yves Lampaert (Deceuninck-Quick Step), Matteo Trentin (Mitchelton-Scott), czy Nils Politt (Katusha-Alpecin), główna grupa szybko zabrała się do odrabiania strat i po kilkunastu kilometrach ucieczka została zlikwidowana.

Bardzo wysokie tempo wyścigu spowodowało jednak, że z każdym kolejnym odcinkiem bruku główna grupa mocno topniała. Przy wjeździe do Lasku Arenberg, jednego z najbardziej charakterystycznych fragmentów wyścigu Paryż-Roubaix, a przy tym jednego z jego najtrudniejszych odcinków (długa, ponad 2-kilometrowa prosta, ułożona z bardzo nierównych kostek z polnego kamienia), peleton liczył już tylko około 35 kolarzy. Na szczelnie wypełniony kibicami fragment przez Lasek Arenberg grupę wprowadził Greg Van Avermaet (CCC Team), ale mistrz olimpijski i zwycięzca „Piekła Północy” sprzed dwóch lat nie był w stanie narzucić rywalom własnych reguł gry.

Zrobił to za to Niemiec Nils Politt (Katusha-Alpecin), który na niespełna 70 kilometrów przed metą zainicjował atak, na który odpowiedzieli Philippe Gilbert (Deceuninck-Quick Step) i Rudiger Selig (BORA-hansgrohe). Kilka chwil później do jadącej z niespełna półminutową przewagą czołówki postanowił przeskoczyć Peter Sagan (BORA-hansgrohe), do którego dołączyli: WoutVan Aert (Jumbo-Visma), Yves Lampaert (Deceuninck-Quick Step), Sep Vanmarcke (Education First), Marc Sarreau (Groupama-FDJ), Christophe Laporte (Cofidis) oraz Ivan Garcia Cortina (Bahrain Merida).

Sareau, Laporte, a chwilę wcześniej Selig, nie byli w stanie utrzymać wysokiego tempa, na prowadzeniu została więc szóstka zawodników, którzy powoli, ale konsekwentnie zwiększali przewagę nad grupą Van Avermaeta. Po jednej z mocniejszych zmian Gilberta znakomicie współpracująca wcześniej grupka się rozerwała: z przodu został Gilbert, Politt i Sagan, a nieco dalej Lampaert, Vanmarcke i Van Aert.

Młody Belg najwcześniej opadł z sił, ale mimo to napisał wspaniały rozdział kolarskiej historii o nieustępliwości, we wcześniejszej fazie wyścigu kilkukrotnie doznając defektu, a podczas próby dogonienia peletonu przewracając się na jednym z zakrętów. Szybko się jednak pozbierał i choć kosztowało go to mnóstwo sił dogonił w końcu peleton, a następnie zabrał się w ucieczkę i przez wiele kilometrów wytrwale pracował nad zwiększaniem jej przewagi nad peletonem. Skapitulował dopiero na 20 kilometrów przed metą.

Z przodu tymczasem karty rozdawali Gilbert z Polittem. Jako pierwszy zaatakował Belg, ale nie udało mu się zbudować istotnej przewagi. Chwilę później swoich sił spróbował Nils Politt, na którego atak odpowiedział już tylko Philippe Gilbert. Vanmarcke miał wyraźne problemy techniczne i bardzo długo czekał na zmianę roweru, Sagan z każdym kilometrem opadał z sił, a Lampaert starał się utrzymywać własne tempo, ale wcześniejsza pogoń za podzieloną grupką kosztowała go sporo energii. Z czasem zaczął skracać dystans do prowadzących Politta i Gilberta, ale o dogonieniu tej dwójki nie było już mowy.

Ostatnie kilometry należały do młodego, 25-letniego Niemca, którego największym do dziś sukcesem było zwycięstwo etapowe i drugie miejsce w klasyfikacji generalnej ubiegłorocznego Deutschland Tour oraz piąte miejsce w ubiegłotygodniowym Ronde van Vlaanderen, oraz do 36-letniego Belga, który listą swoich 74 zwycięstw (w tym 36 w wyścigach klasycznych) mógłby obdzielić niejedną całą drużynę. Politt nie był jednak bez szans, bo wyglądał na kolarza, który mimo trudów 257-kilometrowej trasy zachował nieco więcej sił od starszego rywala. Doświadczenie Gilberta okazało się jednak mocniejszą kartą. Podczas okrążania welodromu w Roubaix zajął pozycję za plecami Politta i na ostatnim wirażu niemal w detalach odtworzył ubiegłoroczny finisz Sagana: wyskoczył zza pleców Niemca, zjechał w dół toru, szybciej nabierając prędkości i jako pierwszy przejechał linię mety.

Philippe Gilbert zbliżył się tym samym do realizacji celu, jakim jest zwycięstwo we wszystkich monumentach. Po dzisiejszej wygranej w Paryż-Roubaix w jego kolekcji brakuje już tylko wyścigu Mediolan – San Remo. Choć i bez tego dorobek byłego mistrza świata, dwukrotnego zwycięzcy Il Lombardia, triumfatora De Ronde, Liege-Bastone-Liege i ponad 30 innych wyścigów jest więcej niż imponujący. A od teraz Gilbert może się również mienić tym, który zwyciężył w „Piekle Północy”.

117. edycja wyścigu Paryż-Roubaix. 257 km, w tym 54,5 km (29 odcinków) po bruku.

  • 1. Philippe Gilbert (Deceuninck-Quick Step) – czas 5:58:02
  • 2. Nils Politt (Katusha-Alpecin) – ten sam czas
  • 3. Yves Lampaert (Deceuninck-Quick Step)  + 0:13
  • 77. Łukasz Wiśniowski (CCC Team) +15:51

Maciej Bodnar (BORA-hansgrohe), Kamil Gradek (CCC Team) oraz Przemysław Kasperkiewicz (DelkoMarseille Provence) nie ukończyli wyścigu.