Sport.pl

Alberto Bettiol sensacyjnym zwycięzcą monumentu Ronde van Vlaanderen!

Ani flandryjski weteran Greg Van Avermaet, ani debiutujący w wyścigu mistrz świata Alejandro Valverde, ani uznawany za "czarnego konia" Mathieu van der Poel, ani żaden z kolarzy ekipy Deceuninck-Quick Step nie sięgnął po zwycięstwo w 103. edycji monumentalnego Wyścigu Dookoła Flandrii. Dokonał tego 25-letni Włoch Alberto Bettiol, dla którego jest to pierwsze zwycięstwo w zawodowym peletonie.

Ronde van Vlaanderen – jeden z najpiękniejszych i najtrudniejszych wyścigów w kolarskim kalendarzu, postawił przez zawodnikami wymagające wyzwanie: 270 kilometrów trasy, z 17. sztywnymi, w większości brukowanymi podjazdami. Tuż przed przedostatnim z nich, Oude Kwaremont, zaatakował Alberto Bettiol (Education First), a próbującą gonić go grupę umiejętnie spowolnił jego kolega z ekipy, Sebastian Langeveld. Bettiol wypracował sobie kilkanaście sekund przewagi, którą udało mu się utrzymać przez blisko 20 kilometrów, jakie od chwili ataku dzieliły go od mety. I choć w zasadniczej grupie, która miała wyłonić zwycięzcę „Flandryjskiej Piękności”, jechali tak doświadczeni kolarze, jak Greg Van Avermaet (CCC Team), Alejandro Valverde (Movistar), Oliver Naesen (AG2R), Peter Sagan (BORA-hansgrohe) czy Alexander Kristoff (Katusha-Alpecin), nie udało im się zawiązać na tyle skutecznej współpracy, która pozwoliłaby na doścignięcie zlekceważonego chwilę wcześniej młodego Włocha.

Rozgrywany przy pięknej pogodzie klasyk De Ronde, zwany często „Flandryjską Pięknością”, początkowo przebiegał według przewidywalnego schematu. Chwilę po starcie w Antwerpii zawiązała się pierwsza, 4-osobowa ucieczka, w której znaleźli się Jesper Asselman (Roompot-Charles), Hugo Houle (Astana), Kenneth van Rooy (Sport Vlaanderen-Baloise) i Damien Touze (Cofidis). Wypracowali oni przewagę, która momentami sięgała nawet powyżej 8 minut i przewodzili całej stawce przez blisko 200 kilometrów.

Upadek zeszłorocznego zwycięzcy

Około 160 kilometrów przed metą, w pozornie niegroźnej kraksie, jaka wydarzyła się w końcówce peletonu, ucierpiał ubiegłoroczny zwycięzca De Ronde, Niki Terpstra (Direct Energie). Holender długo nie podnosił się z szosy, a po chwili został wycofany z wyścigu i odwieziony do szpitala na badania. Pech nie ominął również jednego z pretendentów do zwycięstwa, mistrza Holandii Mathieu van der Poela, który w wyniku defektu roweru zaliczył niegroźny upadek. Dogonił wprawdzie peleton i pozostał w czołówce do końca rywalizacji, ale pogoń kosztowała go sporo sił i poza kilkoma nieudanymi próbami ataku na ostatnich podjazdach, nie był w stanie zorganizować żadnej akcji, która odmieniłaby losy wyścigu.

Nieco ponad 50 km przed metą, przy okazji drugiego podjazdu na Oude Kwaremont, dwójkową akcję zorganizowali Stijn Vanderbergh (AG2R) i Sep Vanmarcke (Education First), a po chwili dołączyli do nich Kasper Asgreen (Deceuninck-Quick Step) i Dylan van Baarle (Team Sky). Czwórka prowadziła stawkę z 20-30 sekundową przewagą, ale na niespełna 30 kilometrów przed metą z czołówki odpadł najpierw Vandenbergh, później Vanmarcke, a kilka kilometrów dalej 20-osobowa grupa najwytrwalszych kolarzy wchłonęła van Baarle i Asgreena.

Bettiol zaskoczył rywali

Chwilę później zaatakował Bettiol, na co żaden z jadących za nim kolarzy nie zareagował. Włoch tymczasem przyspieszał i rozpoczynał ostatnią wspinaczkę na Oude Kwaremont, a dzięki sprytnemu manewrowi Sebastiana Langevelda, który na moment wysunął się na czoło grupy i mocno zwolnił przed wjazdem w ciasny zakręt, udało mu się wypracować kilkanaście sekund przewagi.

Zainicjować pogoń próbowali Van Avermaet, Naesen, van der Poel, czy Valverde, ale grupa nie potrafiła się porozumieć i każda z takich prób kończyła się niepowodzeniem. W końcu mocniejszą zmianę dał niezmordowany Asgreen, który próbował pociągnąć za sobą Boba Jungelsa (Deceuninck-Quick Step), ale Luksemburczyk nie był w stanie utrzymać narzuconego przez kolegę tempa. W rezultacie Asgreen ponownie oderwał się od grupy i z kilkudziesięciometrową przewagą zmierzał do mety. Kilkanaście sekund przed nim, przez nikogo nie niepokojony, po sensacyjne zwycięstwo w De Ronde jechał Alberto Bettiol. Linię mety minął 14 sekund przed Asgreenem, za plecami którego rozegrano finisz, ostatkiem sił wygrany przez Kristoffa.

Bettiol przeszedł do historii, zapisując na swoim koncie wygraną we „Flandryjskiej Piękności” jako pierwsze zwycięstwo w swojej zawodowej karierze. Drugi – równie niespodziewanie – Kasper Asgreen, trzeci Alexander Kristoff. Greg Van Avermaet (CCC Team) ukończył De Ronde na 10. miejscu. W przyszłym roku zapewne podejmie kolejną, dwunastą już próbę zmierzenia się z tym wspaniałym wyścigiem.

Tymczasem już niebawem kolarski peleton opuści na chwilę belgijskie wzgórza. 10 kwietnia zostanie tu jeszcze rozegrany wyścig Scheldeprijs, ale większość kolarzy jest już myślami przy kolejnym monumencie i czekających na śmiałków już za tydzień brukach, prowadzących z Paryża na welodrom w Roubaix. 117. edycja „Piekła Północy” już 14 kwietnia.

Więcej o: