Sport.pl

Startuje Vuelta a Espana. Wyścig pierwszych i ostatnich szans

Po obfitującym w dramaturgiczne zwroty akcji Giro d'Italia i jednej z najciekawszych w ostatnich latach edycji Tour de France, czas na ostatni z wielkich tourów: Vuelta a Espana. Wyścig, który pod nieobecność Christophera Froome'a i Gerainta Thomasa może obfitować w wiele ciekawych rozstrzygnięć. A dla kilku kolarzy, którzy z różnych sposobów stracili swoje szanse na sukces w Giro i Tourze, może być ostatnią okazją do rozliczenia sezonu na swoją korzyść.

Po raz 30. w 73-letniej historii Vuelty wyścig gościć będzie na ulicach Malagi, gdzie w sobotnie popołudnie rozegrana zostanie 8-kilometrowa jazda indywidualna na czas, inaugurująca trzytygodniową podróż po hiszpańskich drogach. W ciągu 21 dni peleton przejedzie 3 255 kilometrów, pokonując po drodze aż 46 podjazdów. I to pierwszy element, który odróżnia hiszpański wyścig od pozostałych wielkich tourów: płaskich odcinków jest tutaj jak na lekarstwo, zdecydowana większość trasy wiedzie przez mniejsze lub większe wzniesienia i góry. Nawet w wyścigowych dokumentach wyodrębniono rzadko stosowaną kategorię „średnie góry” dla opisania etapów, które są zdecydowanie bardziej, niż „pagórkowate”, ale nie oferują jeszcze tych atrakcji, co Pireneje, lub ciągnące się wzdłuż północnego wybrzeża Hiszpanii Góry Kantabryjskie, w których zostanie rozegrana środkowa część wyścigu.

Druga trudność hiszpańskiego wyścigu to długie transfery, zabierające kolarzom bezcenny czas na regenerację. I chociaż teamowe autokary gwarantują zawodnikom wysoki poziom komfortu, długa podróż, późne masaże i jedzone często bardzo późnym wieczorem kolacje w tak długim wyścigu szybko o sobie przypominają w postaci większego zmęczenia na trasie. Stąd można czasem odnieść wrażenie, że podczas Vuelty kolarze jadą nieco wolniej, niż w innych wyścigach, ale wynika to między innymi z konieczności innego gospodarowania siłami, oszczędzanymi na trudniejsze etapy. Władze UCI przymykają oko na te odstępstwa od regulaminu (co do zasady łączny czas transferu na start i metę etapu nie powinien przekraczać dwóch godzin na dobę), bo – paradoksalnie – wpływa to również w pewnym stopniu na atrakcyjność wyścigu: gdy liderzy oszczędzają siły, znacznie łatwiej o skuteczną ucieczkę, która ma większe szanse dojechania do mety. Z tej właśnie okazji skorzystał w ubiegłym roku Tomasz Marczyński (Lotto-Soudal), dwukrotnie sięgając po etapowe zwycięstwo. Doświadczył tego również Paweł Poljański (BORA-hansgrohe), kilkukrotnie zabierając się w taki odjazd i kończąc etap dwa razy na drugim i raz na czwartym miejscu. Z dużym prawdopodobieństwem również w tym roku będziemy świadkami podobnych odjazdów.

Kto tym razem będzie rozdawał karty?

Lista faworytów hiszpańskiego wyścigu to jednocześnie w dużej mierze galeria pechowców z dwóch poprzednich wielkich tourów. Otwiera ją Vincenzo Nibali (Bahrain-Merida), wyeliminowany podczas Tour de France tuż przed metą etapu na Alpe d’Huez przez jednego z kibiców, którego pasek od aparatu zaczepił o kierownicę włoskiego kolarza. „Rekin z Mesyny” wykonał efektowne salto przez kierownicę, został szybko postawiony na nogi i ukończył etap, ale diagnoza po późniejszym badaniu pozbawiła go wszelkich złudzeń: pęknięty krąg i koniec marzeń o dalszej jeździe w Wielkiej Pętli. Błyskawiczna rehabilitacja po zabiegu, polegającym na „sklejeniu” pęknięcia specjalnym tworzywem, pozwoliła mu na szybki powrót na rower i pojawienie się na starcie Vuelty. Czy wystarczy mu sił na jej ukończenie, a tym bardziej na powtórkę sukcesu sprzed ośmiu lat – zobaczymy.

Richie Porte, który z końcem tego sezonu żegna się z ekipą BMC i zasili szeregi Trek-Segafredo, najchętniej szerokim łukiem omijałby przeklęte etapy numer 9 w Tour de France, których dwa razy z rzędu nie ukończył, wróciwszy do domu z kontuzją. Tym razem skończyło się „tylko” na złamanym obojczyku i mógł w miarę szybko wrócić na rower, ale pozostaje pytanie, czy ta przerwa nie odbije się na dyspozycji Australijczyka? Będzie miał do pomocy bardzo silny zespół z Allesandro de Marchi, Rohanem Dennisem, Nicolasem Roche i Dylanem Teunsem w składzie, a ekipa BMC z pewnością zechce jeszcze mocno zaakcentować swoją obecność, zanim ostatecznie zejdzie z worldtourowej sceny (od przyszłego roku sponsorem tytularnym drużyny będzie polska marka CCC). Jeśli tylko Porte uda się ominąć pecha, powinien być jedną z jaśniejszych gwiazd wyścigu.

Thibaut Pinot (Groupama-FDJ) zdawał się mieć już pewne miejsce na podium tegorocznego Giro d’Italia, gdy w samej końcówce wyeliminowało go z rywalizacji zapalenie płuc. Jego konsekwencje były tak poważne, że wyeliminowały Francuza ze ścigania na ponad dwa miesiące. Powrócił dopiero na Tour de Pologne, gdzie stanął na najniższym stopniu podium, atakując na ostatnim podjeździe i wespół z Simonem Yatesem (Mitchelton-Scott) strącając z niego Dylana Teunsa (BMC). Polski wyścig miał być testem dyspozycji Pinota i w tym kontekście wypadł raczej korzystnie. Z całą pewnością będzie jednym z tych kolarzy, których podczas Vuelty będziemy oglądać bardzo wysoko.

Wspomniany już Simon Yates (Mitchelton-Scott) być może nie ma powodu do narzekania na pecha, ale zapewne przez ostatnie trzy miesiące sporo czasu poświęcił na analizę problemu rozkładania sił na trzytygodniowy wyścig. We Włoszech jechał jak natchniony: większość trasy przejechał w różowej koszulce, wygrał trzy etapy, sięgał po bonusowe sekundy na lotnych premiach i udało mu się nawet obronić pozycję lidera podczas jazdy na czas, która zdawała się być jego największym zagrożeniem. Przez ponad dwa tygodnie Yates jechał w Giro jak po swoje. Aż w końcu przyszedł trzeci tydzień i dramatyczny 19. etap przez Colle delle Finestre, gdzie okazało się, że w bolidzie Simona Yatesa najwyraźniej skończyło się paliwo. Upadek był bolesny: z pozycji lidera na 18. miejsce i ponad 35 minut straty do Froome’a, który w fenomenalnym stylu zgarnął wówczas wyścig dla siebie. Do swojej ambicji i woli walki Simon Yates nie musi nikogo przekonywać (choć na ostatnim etapie Tour de Pologne uczynił to po raz kolejny). Jedyne pytanie w jego przypadku brzmi: czy wyciągnął odpowiednie wnioski z włoskiej klęski? Jeśli tak – z pewnością warto zwracać na niego uwagę na etapach Vuelty.

Na kogo trzeba też uważać?

Do grona kolarzy, na których warto zwracać szczególną uwagę podczas etapów hiszpańskiego wyścigu z pewnością należy też Steven Kruijswijk (Lotto NL Jumbo), piąty zawodnik tegorocznego Tour de France, który wraz z Georgem Bennettem (ósmym w Giro d’Italia) może stworzyć skuteczny i niezwykle waleczny duet, wzajemnie się wspierający i uzupełniający na trasie. Ta metoda świetnie się sprawdziła podczas Tour de France, gdzie Kruijswijk wspomagał Primoża Roglića (czwartego w klasyfikacji generalnej), niewykluczone więc, że holenderski zespół spróbuje ją wykorzystać po raz kolejny.

Nie sposób pominąć też w gronie faworytów Vuelty kolarzy z Kolumbii, którzy od czasu do czasu potrafią grać pierwsze skrzypce w światowym peletonie. Wprawdzie Nairo Quintana (Movistar) w ostatnich wyścigach zdaje się być cieniem samego siebie, a forma Rigoberto Urana (EF Education First) daleka jest od choćby ubiegłorocznej (2. miejsce w Tour de France), to jednak nie można ich ignorować, bowiem w górach i przy wysokich temperaturach trudno o kolarzy, którzy czują się w tych warunkach równie dobrze, jak Kolumbijczycy. W ich gronie na szczególną uwagę zasługuje Miguel Angel Lopez (Astana), trzeci na mecie tegorocznego Giro. W Hiszpanii wygrywać potrafi – podczas ubiegłorocznej Vuelty sięgnął po dwa etapowe zwycięstwa, a przed kilkunastoma dniami zajął drugie miejsce w wyścigu dookoła Burgos, wygrywając trudny etap z metą na Picon Blanco. I choć przydarzają mu się czasami dość trywialne błędy i momenty dekoncentracji, po których ląduje na poboczu drogi, trzeba go mimo wszystko brać pod uwagę jako jednego z potencjalnych kandydatów do zwycięstwa.

Szansa dla Polaków

A Polacy? W tym roku na trasie Vuelta a Espana zobaczymy ich tylko dwóch, ale za to zdecydowanie z najwyższej półki. Pierwszym z nich jest Rafał Majka, nasz zdecydowanie najlepszy „góral” i najbardziej utytułowany kolarz, jeśli idzie o etapowe zwycięstwa w wielkich tourach: ma ich na koncie aż cztery (trzykrotnie wygrywał etap podczas Tour de France i raz właśnie w Vuelcie). W 2015 roku stanął też na trzecim miejscu podium hiszpańskiego wyścigu, ale choć warto o tamtym sukcesie pamiętać, trzeba ostrożnie podchodzić do prognoz na temat szans Rafała w bieżącej edycji wyścigu. Tinkoff-Saxo przed trzema laty było zupełnie inną drużyną, niż obecnie BORA-hansgrohe, która inaczej stawia sobie cele i zupełnie inaczej podchodzi do ich realizacji.

Majka nie będzie pełnił funkcji lidera w drużynie (tę rolę powierzono Emanuelowi Buchmannowi), co jest – paradoksalnie – dobrą wiadomością dla polskiego kolarza. Rafał zdaje się jeździć zdecydowanie swobodniej i skuteczniej, gdy nie ciąży na nim presja, związana z przewodzeniem całej drużynie. Nastawia się na walkę przede wszystkim o zwycięstwa etapowe, co zapewne będzie realizował w drugiej części wyścigu, gdy na trasie pojawi się więcej długich i wyczerpujących podjazdów, na których polski kolarz czuje się zdecydowanie najlepiej. O jego formę raczej nie powinniśmy się martwić – mimo niezbyt udanego drugiego tygodnia Tour de France, co było najprawdopodobniej konsekwencją upadków na brukach, wiodących do Roubaix, w końcówce francuskiego wyścigu oglądaliśmy solidnie zmotywowanego i walczącego Majkę, do jakiego przyzwyczaił nas wcześniejszymi występami. Zabrakło nieco szczęścia i pewności siebie na zjazdach, ale być może hiszpańskie drogi będą dla Polaka bardziej sprzyjające.

Kwiatkowski - wielki eksperyment

No i w końcu Michał Kwiatkowski (Team Sky), dla którego udział w Vuelcie jest z wielu powodów obszarem eksperymentów. Przede wszystkim: to pierwszy od dłuższego już czasu wyścig, w którym Team Sky nie wystawia którejś ze swych największych gwiazd: Christophera Froome’a lub Gerainta Thomasa. Wywołuje to oczywiście mnożące się pytania o strategię ekipy Sky, tym bardziej, że jej nadrzędnym celem zawsze jest klasyfikacja generalna, etapowe zwycięstwa i koszulki w innych klasyfikacjach są dla drużyny o wiele mniej interesujące.

Rolę formalnego lidera obejmie David de la Cruz, ale z wielkim prawdopodobieństwem wszystkie oczy zwrócone będą przede wszystkim na Kwiatkowskiego. W pewnym sensie również w wyniku słów Davida Brailsforda, szefa Team Sky, który w niedawnym wywiadzie zapowiedział, że obecność Kwiatkowskiego na drogach Hiszpanii jest jednym z elementów procesu przygotowywania polskiego zawodnika do roli lidera w wielkich tourach. W pewnym sensie można więc powiedzieć: „doczekaliśmy się!”, ale z ogłaszaniem sukcesu i otwieraniem szampana warto jeszcze poczekać. Dla Kwiatkowskiego jest to pierwszy w karierze udział w dwóch trzytygodniowych wyścigach pod rząd, co również jest elementem tego eksperymentu. Warto też pamiętać o tym, że dla mistrza świata z 2014 roku głównym celem na bieżący sezon jest walka o odzyskanie mistrzowskiego tytułu w Innsbrucku, a start w Vuelcie nie jest celem, a jedynie etapem przygotowania i utrzymania wyścigowego rytmu przed wrześniowymi Mistrzostwami Świata. W grę wchodzą zatem wszystkie możliwe scenariusze, od walki o najwyższe cele, po spokojne przejechanie trasy wyścigu w celu utrzymania optymalnej formy.

Tutaj ciekawostka: spośród wszystkich 176. kolarzy, którzy staną dziś na rampie startowej w Maladze, Michał Kwiatkowski jest drugi pod względem liczby przejechanych w tym sezonie wyścigowych kilometrów – w nogach ma już 10 222 kilometry. W ciągu najbliższych trzech tygodni dołoży do nich kolejne 3 255. Czy to wystarczy lub czy nie okaże się za dużo, by za miesiąc w Innsbrucku sięgnąć po najważniejszy w tym sezonie cel – dowiemy się w ciągu najbliższych kilku tygodni.

Dziś rusza zatem niezwykle wymagający, ale jednocześnie piękny i z całą pewnością bardzo emocjonujący wyścig dookoła Hiszpanii. Pierwszy zawodnik pojawi się na rampie startowej o godzinie 17:26, przyjazd na metę ostatniego spodziewany jest około godziny 20:30. I nie ma co ukrywać, że jednym z faworytów dzisiejszej jazdy na czas jest Michał Kwiatkowski. Zna już uczucie, jakie towarzyszy zakładaniu czerwonej koszulki lidera Vuelta a Espana – założył ją już po drugim etapie wyścigu przed dwoma laty. Nie mielibyśmy zapewne nic przeciw temu, by dzisiaj ten sukces powtórzył. Ale najpierw musi pokonać 8 kilometrów po ulicach Malagi i 175 innych zawodników, którzy podejmą to wyzwanie.

Więcej o:
Komentarze (5)
Polak wygra Vuelta a Espana? Czas na nasze sukcesy
Zaloguj się
  • cxubmsqq1

    Oceniono 2 razy 0

    Zaczyna sie nastepne pompowanie balonu – kolarskiego balonu…

    Czy red. Czykier jest tez autorem tytulow swych artykulow? Watpie. Bo tytul ‘wszystkie oczy sa zwrocone na Polaka’ to wyjatkowo szowinistyczne/prymitywne podejscie polskich mass-mediow, ktore uwielbiaja to robic.

    Jak dotad nie zauwazylem u redaktora ani szowinizmu, ani glupoty. Aha, ta ostatnia bylaby jednak jego zgoda by takie ‘glosne/przyciagajace klikalnosc’ tytuly nadawali jego artykulom gazetowi szefowie/idioci.

    Przypominam - balon p/t 'Majka na podium TdF' ponad miesiac temu pompowal kolega red. Czykiera, niejaki Jachimiak. Z gazetowym 'ekspertem' Huzarskim na spolke. Balon jednak pekl z hukiem, a red. Czykier bardzo sie wowczas na mnie obrazil oraz stwierdzil, iz 'co ekspert to ekspert'. Dlatego liczylem iz ten ekspert da glos n/t Kwiatkowskiego i powie nam, ktore miejsce zajmie Polak w Vuelta. Zawiodlem sie...

  • freud1

    Oceniono 4 razy -2

    Wszystkie oczy na Polaka.
    Ale tylko w Polsce.

  • y.woodoo

    Oceniono 5 razy -3

    Pompujemy balonik goownem. Ciekawy bedzie rozprysk. Oczywiscie pismakow sportmenow goownoznafcow to nie dotyczy, oni kasuja wierszowke.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX