Sport.pl

Apel o ciszę nad trumną Goolaertsa

Śmierć sportowca, tak samo zresztą jak każdego innego człowieka, wiąże się z wielkim smutkiem rodziny, przyjaciół, ekipy i części kibiców. Ale chyba jeszcze bardziej przygnębiająca okazuje się lektura internetowych komentarzy, zamieszczanych pod informacją o tym smutnym zdarzeniu. Skąd się bierze w kibicach ta nieopanowana pokusa do wydawania wyroków bez najmniejszego pojęcia o sprawie?

23-letni kolarz Michale Goolaerts upadł na 100. kilometrze wyścigu Paryż-Roubaix, a ekipy medyczne stwierdziły u niego zatrzymanie akcji serca. Już na drodze podjęto natychmiastową reanimację, po czym sportowca przetransportowano do szpitala w Lille. Walka o jego życie trwała do godziny 22:40. Pół godziny przed północą zespół Veranda’s Willems – Crelan opublikował informację o śmierci swojego zawodnika.

Tyle wiemy. Nie ma na razie informacji o tym, co było przyczyną zatrzymania akcji serca. Nie wiadomo, czy to zasłabnięcie spowodowało upadek, czy wywrotka i na przykład mocne uderzenie w kierownicę wywołało uraz? W tym momencie wciąż tego nie wiemy. Skąd więc wśród kibiców tak głębokie przekonanie, że to wynik dopingu? I skąd potrzeba dzielenia się tą „wiedzą” z innymi?

Śmierć spotyka ludzi w każdym wieku, w każdych okolicznościach i nie ma żadnego racjonalnego powodu, dla którego miałaby omijać młodych sportowców. Jedyna rzecz, która wyróżnia takie przypadki to fakt, że łatwiej się o nich dowiadujemy, bo zazwyczaj lądują na czołówkach serwisów informacyjnych. Ale wnioskowanie na tej podstawie na temat przyczyn jest zwyczajnym nadużyciem. Niczym więcej.

We wrześniu 2013 roku w Amsterdamie odbył się kongres Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Padła na nim między innymi teza, wygłoszona przez dra Sanjaya Sharmę z George’s University of London, który z jednego z dużych projektów badawczych wywnioskował, że intensywny wysiłek fizyczny, na który poświęcamy więcej, niż 1500 godzin w trakcie życia, wiąże się z trzykrotnie większym ryzykiem migotania przedsionków. Zdaniem dra Sharmy masowe uprawianie sportu może spowodować, że napadowe migotanie przedsionków stanie się przyszłości formą choroby cywilizacyjnej i jednym z najpoważniejszych problemów kardiologii.

Na pierwszy rzut oka tezy dra Sharmy wydają się logiczne, zwłaszcza gdy zestawia się je z informacją o „coraz częstszych” przypadkach śmierci wśród młodych sportowców. Tyle tylko, że owa częstotliwość to najczęściej efekt łatwiejszego dostępu do błyskawicznie rozprzestrzeniających się informacji, co udowodnił to na tym samym kongresie dr Xavier Jouven z paryskiego Centrum Badań Przyczyn Nagłej Śmierci. Przedmiotem jego badań była grupa 786 francuskich kolarzy, którzy wzięli udział w Tour de France pomiędzy 1947 a 2012 rokiem. Śmiertelność wśród wyczynowych sportowców była aż o 41% niższa, niż w całej populacji Francuzów w podobnym do badanej grupy wieku. Co więcej: przypadki śmierci wśród kolarzy, spowodowane problemami z układem krążenia również występowały rzadziej, niż wśród „zwykłych” Francuzów. Cyklistów częściej zabijały nowotwory, niż problemy z sercem.

Inna sprawa to kwestia domniemanego dopingu. To prawda, że kolarstwo przez długie lata pracowało na opinię sportu silnie wspomaganego niedozwolonymi środkami, ale wszystko wskazuje na to, że ten ciemny okres historii ma już za sobą. Z raportu WADA (Światowej Organizacji Antydopingowej) za 2016 rok wynika, że potwierdzonych przypadków dopingu w kolarstwie szosowym było niespełna 1,1 proc. (wśród ponad 23 tysięcy przebadanych próbek). Można więc śmiało powiedzieć, że kolarstwo już dawno przestało się wyróżniać pod tym względem na tle innych sportów, a dziś najpoważniejszym problemem, z jakim zmaga się UCI zdaje się być doping mechaniczny. Dopingowa metka wciąż mocno trzyma się kolarstwa (więcej na ten temat można przeczytać tutaj), ale przyklejanie jej młodemu zawodnikowi, który dopiero zaczynał karierę i na którego nigdy nie padł nawet cień podejrzeń, nie znajduje usprawiedliwienia.

Jest dobrym zwyczajem o zmarłych mówić dobrze, lub wcale. Jeszcze do niedzieli  nazwisko Michaela Goolaertsa było znane tylko najbardziej wytrwałym tropicielom kolarskich statystyk. Dziś dziesiątki domorosłych znawców tematu wypowiada się o nim tak, jakby każdego ranka mijali go w kolejce po transfuzję krwi, lub zastrzyk z EPO. Tak chyba nie robią kibice.

Jeśli więc nie potraficie powiedzieć o nim nic dobrego – zamilknijcie. Pozwólcie mu spoczywać w pokoju.

Więcej o: