Sport.pl

Vuelta a Espana. Krajobraz po czasówce

Tylko kataklizm albo wyjątkowa słabość pod Alto de L'Angliru mogą odebrać Froome'owi zwycięstwo w wyścigu dookoła Hiszpanii. Patrząc na formę Brytyjczyka i motywację jego zespołu, można się spodziewać, że na ostatnich etapach Vuelty prawdopodobnie będziemy oglądać już tylko walkę o pozostałe miejsca na podium. Wiele wskazuje na to, że kolarz Sky sięgnie po raz pierwszy po zwycięstwo w dwóch wielkich tourach w jednym sezonie.

Pora na drobną samokrytykę: przyznaję, że nie wierzyłem w formę Christophera Froome’a. Zwycięzca Wielkiej Pętli nie imponował w lipcu oszałamiającą formą. Jechał zachowawczo, nie atakował, rzadko kontrował ataki rywali (choć trzeba też przyznać, że nie miał do tego szczególnie wielu okazji). Aż do etapu jazdy na czas w Marsylii był przez swój zespół „wieziony w futerale”. I miał przy okazji sporo szczęścia, bo gdyby nie przytomność Kwiatkowskiego, to z koszulką lidera prawdopodobnie by się pożegnał, bez gwarancji odzyskania jej w Marsylii.

Vuelta a Espana to zupełnie inny wyścig w wykonaniu Froome’a. Jedzie czujnie, aktywnie, odpowiada na ataki, od czasu do czasu sam atakuje, po jednym z nich wygrał etap z metą na podjeździe. Raz tylko przydarzył mu się moment dekoncentracji, gdy dwukrotnie upadł. No i ma cały czas bardzo silne wsparcie swojego zespołu, choć tu akurat widać różnicę w drugą stronę, bo narzucający silne tempo Moscon i najdłużej wspierający lidera Wout Poels zdają się nie harować tak mocno, jak czynili to w Tourze Kwiatkowski i Landa. Ale może tam właśnie Froomey wymagał większego wsparcia. W Hiszpanii jest klasą sam dla siebie.

Klasą, którą potwierdził na ponad 40-kilometrowym etapie jazdy indywidualnej na czas, gdzie „dołożył” drugiemu Keldermanowi (Sunweb) prawie pół minuty, a kolejnym: Nibalemu (Bahrain-Merida), Zakarinowi (Katusha-Alpecin) i Contadorowi (Trek-Segafredo) niemal minutę różnicy. Było co prawda wiadomym od początku, że czasówka może tylko poprawić sytuację Froome’a, ale tak wielkie różnice były przed wyścigiem trudne do wyobrażenia.

 Na ostatnich czterech etapach (piąty będzie tradycyjnie etapem „przyjaźni”, z finiszem dla sprinterów) wszystko, co najciekawsze będzie się działo za plecami Froome’a, który w klasyfikacji generalnej ma minutę i 58 sekund przewagi nad Vincenzo Nibalim i 2’40” nad Wilco Keldermanem. Ten z kolei będzie zapewne bronił trzeciej pozycji przed Ilnurem Zakarinem, mającym do lidera 3’07”straty. Alberto Contador jest piąty i choć prawdopodobnie będzie jeszcze próbował ataków na kolejnych podjazdach, to blisko dwuminutowa strata do Zakarina i Keldermana będzie trudna do odrobienia. Ale nie ma tu rzeczy niemożliwych, zwłaszcza na ścianie L’Angliru, która czeka na kolarzy w sobotę. 12,5-kilometrowy podjazd, ze średnim nachyleniem 9,8% (miejscami nawet 23,5%) potrafi wyłączyć z rywalizacji nawet „murowanych” faworytów. Nie bez powodu organizator Vuelty zostawia go właśnie na „deser”.

Polskie rekordy

Tu i ówdzie pojawiają się głosy, że Polacy w tegorocznej Vuelcie odgrywają role drugoplanowe, bez znaczenia dla obrazu całego wyścigu. I choć z jednej strony trzeba przyznać, że oczywiście w klasyfikacji generalnej żaden z polskich kolarzy nie pojawia się w czołówce i nie widać ich również wysoko w innych klasyfikacjach, to jednak nie można zapominać, że ich udziałem są aż trzy zwycięstwa etapowe i sześć pozycji w pierwszej „trójce” na metach etapów.

Znakomicie pokazała to przedstawiona dziś przez organizatorów klasyfikacja „narodowa”, gdzie w kategorii „zwycięstwa” zajmujemy za sprawą Tomasza Marczyńskiego i Rafała Majki drugą pozycję (za Włochami, którzy mają cztery wygrane etapy i przed Kolumbią, z dwoma etapowymi zwycięstwami). Natomiast w kategorii „najlepsza trójka” jesteśmy na trzecim miejscu (trzy zwycięstwa, dwa drugie miejsca Pawła Poljańskiego i jedno trzecie miejsce Majki), za mającymi po 9 miejsc w pierwszej trójce Włochami i Hiszpanią (której kolarze nie wygrali żadnego etapu w swoim domowym wyścigu).

Mało? Oczywiście, chciałoby się więcej, zwłaszcza w klasyfikacji generalnej. Ale chyba nikt nie przypuszczał, że Polacy przyjadą z Hiszpanii z takimi wynikami. A przecież wyścig jeszcze się nie skończył i nie powiedzieli ostatniego słowa!

BMW Półmaraton Praski 2017. Rekord frekwencji i zwycięstwo faworyta!

Więcej o: